W poprzednim wpisie dokonałem rozdziału pomiędzy mężczyznami i „miłymi facetami”. Napisałem wtedy, że dzieli ich solidny kręgosłup – pierwsi twardo obstają przy swoich poglądach i potrafią być niebezpieczni; drudzy, w pogoni za sympatią otoczenia czy swojej wybranki, zamieniają się w galarety społeczne, kiwają grzecznie na każdą usłyszaną opinię, nawet jeśli sami myślą zupełnie co innego.
Dzisiejszy temat jest przedłużeniem poprzedniego. Porozmawiamy o drugim członie tytułu: sercu mężczyzny. Panie i panowie, czapki z głów – dzisiaj zajmiemy się miłością.
To ona pozwala twardemu, pewnemu siebie facetowi obrać odpowiednią drogę; ukierunkować siłę, chęć podejmowania ryzyka i waleczność tam, gdzie można zrobić z nich dobry użytek. „Dobry”, czyli taki, który służy jemu i innym.
Mężczyzna posiadający kręgosłup i serce nie wybierze krótszej, łatwiejszej drogi, jeśli wiązałaby się z wykorzystaniem lub zranieniem osób trzecich. Nie ugnie się pod wizją łatwego zysku, za którym kryje się oszustwo. Nie będzie dokładał swojej cegiełki do cierpienia panującego na świecie. Za to zaryzykuje zdrowie, dobre imię, a nawet życie w służbie temu, co prawdziwe i słuszne.
Miłość pozwala twardemu, pewnemu siebie facetowi obrać odpowiednią drogę; ukierunkować siłę, chęć podejmowania ryzyka i waleczność tam, gdzie można zrobić z nich dobry użytek.
Ten, który może poszczycić się solidnym kręgosłupem, ale brak mu serca, bardzo łatwo ulegnie pokusom. Siłą swojego charakteru, nieugięciem i wytrzymałością będzie parł przed siebie, nie bacząc na innych. Może osiągnie wiele, bo cechy takie, jak sumienność i upartość w dążeniu do celu są dobrym wskaźnikiem sukcesu w życiu – ale koszt takiego postępowania może być równie duży.
Nie będąc dobrze ukierunkowanym dzięki własnemu sercu (miłości), mężczyzna może obudzić się pewnego dnia ze świadomością, że poświęcił życie na pogoń za pustym sukcesem i dobrami materialnymi. Odkryje, że spalił po drodze tyle mostów i zostawił trupów, że to wszystko nie było warte swojej ceny. Sukces i bogactwo nigdy nie zaspokoją pustki, którą każdy człowiek czuje – już tylu znanych i lubianych popełniło samobójstwo, że chyba nie trzeba na to dodatkowych dowodów.
Nie chcę być jak ksiądz, surowo machający palcem z ambony, ale przy tym temacie nie da się inaczej. Podchodziłem do teksu kilkukrotnie, raz wykasowałem całość i zacząłem pisać od nowa, jednak nie udało mi się uniknąć podobnej maniery.
Widocznie o pewnych rzeczach nie da się inaczej. Nie unikniemy patosu.
Tak więc, wybaczcie jego nagminną obecność; postaram się jak mogę ograniczyć górnolotne sformułowania. Zobaczymy, jak mi to wyjdzie.
Serce, czyli miłość
Czym jest miłość? Czym jest dojrzała miłość? Czy mężczyzna kocha tak samo jak kobieta? Czy miłość możemy nazwać uczuciem? Czy jest emocjonalna i ciepła, czy może wręcz przeciwnie: surowa i chłodna?
To bardzo trudne pytania. Już teraz wyobrażam sobie wielu z was, zastanawiających się nad ostatnim z nich. „Jak miłość może być surowa i chłodna?” – zapytacie. Przejdziemy do tej sprawy trochę później, bo chciałbym zacząć od innej kwestii, bardziej podstawowej.
Rolą mężczyzny, od najbardziej pierwotnych społeczeństw plemiennych, aż po teraźniejszość (w której prawie o tym zapomnieliśmy), było zachowanie życia. Mężczyzna był i jest jego obrońcą. Jasne, czasem wiązało się to z zabijaniem – i zwierząt, i ludzi – ale nikt nie podchodził do mordu z lekkością. Uwierzcie mi, bez dobrego uzasadnienia dla zabójstwa, człowiek sam siebie zeżre wyrzutami sumienia; nawet posiadanie przekonującego powodu czasem nie jest w stanie przed tym uchronić.
Stąd zespół stresu pourazowego, na który cierpi tylu żołnierzy wracających z wojny; stąd popadanie w nałogi, by tylko zabić świadomość własnego czynu; stąd poszukiwanie odkupienia (kto czytał Zbrodnię i karę Dostojewskiego, ten wie, o co chodzi).
Istnieją udokumentowane rytuały „obmywania się” z grzechu wojny i zabijania. Mężczyźni z pewnego plemienia (którego nazwy sobie nie przypomnę), gdy wracali z bitwy, oczyszczali się wciąż w jednym i tym samym stawie. Oddawali hołd poległym towarzyszom i zmywali krew, a razem z nią wspomnienia swoich okrutnych czynów. Sam staw, przez swoje zbawcze działanie, szybko stał się dla nich świętym miejscem.
Można by zadać pytanie: dlaczego więc wojowali, skoro tak tego nienawidzili?
A co wy bylibyście w stanie poświęcić dla swoich bliskich?
Jak pisałem wyżej: mężczyzna od zawsze był obrońcą życia. Poświęcał swoje, by ochronić dobro plemienia, zapewnić przetrwanie kobietom i dzieciom. Nawet w Biblii istnieje zapis nakazujący mężczyznom oddać życie w obronie kobiet, jeśli zajdzie taka potrzeba (jak łatwo można się domyślić, zapisu działającego w drugą stronę nie uświadczymy).
Rolą mężczyzny, od najbardziej pierwotnych społeczeństw plemiennych, aż po teraźniejszość, było zachowanie życia. Mężczyzna był i jest jego obrońcą.
Podobnie miała się sprawa z polowaniem. Zabicie zwierzęcia to nie to samo, co zabicie człowieka, ale odbieranie życia nigdy nie jest przyjemne. Poza tym często – szczególnie dawniej – bywało niebezpieczne. Zwierzęta nie poddają się łatwo, a te dostarczające najwięcej mięsa są wielokrotnie silniejsze od człowieka. W dzisiejszym, wygodnym społeczeństwie to już nie jest problem, ale dawniej zdobywanie pożywienia równało się ryzykowaniu życia na porządku dziennym.
Kto je ryzykował? Mężczyźni. Dla kogo? Swojego plemienia i swoich bliskich.
Zostaliśmy stworzeni tak, że mięso jest dla nas najbardziej pożywnym i sycącym rodzajem jedzenia. Jedno upolowane, większe zwierzę potrafiło nakarmić całą wioskę. A gdy ludzie nauczyli się przechowywać żywność tak, by się nie psuła, jedno duże zwierzę dostarczało jedzenia na dobry tydzień. Mężczyźni zabijali, by zapewnić byt kobietom, dzieciom, starcom i chorym, czekającym na nich w wiosce.
Dziś już nie polujemy, ale męskie poświęcenie pozostało. To mężczyźni wykonują wszystkie najcięższe prace, biorą nadgodziny, poświęcają zdrowie i życie, wyjeżdżają za granicę, tracąc kontakt z bliskimi – wszystko po to, by zapewnić im byt. Możemy tego w ten sposób nie widzieć, ale to po prostu inna forma dawnego polowania i walki plemiennej. Zmienił się jedynie front.
„Co to ma wspólnego z miłością? Miało być o miłości” – powiecie.
Jest, mimo że możecie tego jeszcze nie widzieć. Miłość mężczyzny jest chłodna, nie karmi się emocjami. Częstokroć pozostaje w sferze czynu, nie słowa. Miłość jest poświęceniem – jeśli trzeba, wszystkiego – w imię tego, co słuszne, prawdziwe i dobre.
Obrońca życia przede wszystkim bronił, by życie nie stało się wynaturzone, nie wypadło z „właściwego toru”.
Miłość mężczyzny
„Miłość zakłada dwie rzeczy: (1) całkowitą wiarę w to, że istnienie (życie) jest z gruntu dobre oraz (2) późniejsze postępowanie w taki sposób, by uczynić je lepszym” – mówił dr Jordan Peterson, próbując wyjaśnić, czym jest chrześcijańska miłość.
Ja się pod tym podpiszę, ale dodam jeszcze coś od siebie: chrześcijańska miłość jest miłością prawdziwego mężczyzny.
Zanim ktokolwiek zacznie się śmiać, szydzić, a może nawet nabierze chęci na zakończenie lektury, powinien zrozumieć jedno: potoczne rozumienie chrześcijańskiej miłości jest błędne. To nie miłość słabych, którzy są tolerancyjni do granic możliwości, ustępują każdemu z drogi i za wszelką cenę starają się być mili i pomocni. Wielu mylnie definiuje ją w ten sposób.
Brzmi to trochę tak, jakbyśmy opisywali „miłego faceta”, któremu poświęciłem poprzedni wpis, prawda?
Chrześcijańska miłość w pewnym sensie zaczęła być rozumiana – niestety – jako bycie miłym człowiekiem. A miły człowiek nie kocha po chrześcijańsku, bo miły człowiek jest tchórzem. Tchórz nie może kochać, nie naprawdę, bo miłość wymaga odwagi większej, niż wszystko inne na tym świecie.
Miłość nie jest spełnianiem zachcianek ukochanej osoby, przymilaniem się innym, tolerowaniem każdego zachowania w imię głupiego „poszanowania czyjejś wolności”. Takie postępowanie wskazuje na słabość, tchórzostwo i bardzo często nienawiść.
Miłość zakłada dwie rzeczy: (1) całkowitą wiarę w to, że istnienie (życie) jest z gruntu dobre oraz (2) późniejsze postępowanie w taki sposób, by uczynić je lepszym
Tutaj docieramy do sedna sprawy. Dlaczego pisałem, że prawdziwa miłość jest chłodna i surowa?
Bo kochając, musimy mieć odwagę wytykać błędy; kochając, musimy potrafić odmówić, jeśli bliska osoba prosi o coś, co w żaden sposób się jej nie przysłuży, a raczej zaszkodzi; kochając, musimy być na tyle silni, by oddzielać dobro od zła, albo – mówiąc językiem Biblii – „oddzielać ziarna od plew”. To jest miłość kochającego ojca, za jakiego w religii chrześcijańskiej uważa się Boga. Miłość surowa, sprawiedliwa i chłodna, nastawiona na wydobywanie z kochanej osoby tego, co najlepsze, a nie popieranie, bądź ignorowanie złych nawyków.
Tylko naiwny człowiek pomyślałby, że to proste.
Kto ma odwagę tak kochać? Kto ma odwagę stać po stronie tego, co słuszne i dobre, wbrew jakimkolwiek przeciwnościom? Dawniej strażnikami i dawcami tej miłości byli mężczyźni, silni i odważni mężczyźni.
A dziś? Dzisiaj większość męskiego gatunku chowa się w cieniu życia, w cieniu swojej kobiety; wpełza po pracy do mieszkania, gdzie próbuje zwalczyć troski jedzeniem, piciem albo ćpaniem. Z bezpiecznej przystani swojej kanapy faceci patrzą, jak partnerka urządza im życie, nie mając odwagi powiedzieć „nie” – nawet wtedy, gdy kompletnie im się to nie podoba.
Nie wszyscy, ale większość. I to jest smutne. Bez silnych, broniących tego co dobre mężczyzn, społeczeństwo powoli, lecz nieubłaganie rozpada się. Kobiety próbują „ubierać spodnie” i ratować, co się da – ale one nigdy tego nie robiły, nie musiały i nie chciały robić. Kiedy przejmują rolę mężczyzn, nie mogą być kobietami. A nie mogąc być kobietami, nie mogą być szczęśliwe.
Koło się zamyka.
Trudy kochającego
Dlaczego porównałem prawdziwą, męską miłość do miłości chrześcijańskiej? Dlaczego akurat chrześcijańskiej, a nie żadnej innej? I dlaczego ja, człowiek, który nie mógłby z czystym sumieniem nazwać siebie religijnym, zrobiłem coś takiego?
Tradycja chrześcijańska jest stara, ale podstawy, z których się wywodzi, są jeszcze starsze. Prawa i zalecenia zapisane w Biblii wyrosły na gruncie dziesiątek tysięcy lat ludzkiej ewolucji. Są efektem prób człowieka, starającego się określić, co jest dobre, co przynosi zyski jemu i jego bliskim; człowieka poszukującego takich rodzajów postępowań, które byłyby w stanie zminimalizować cierpienie i zmaksymalizować dobrobyt wszystkich wokół.
Chrześcijaństwo jest ostatecznym wynikiem tego procesu, a miłość opisywana w nim jako boska, może przybrać wiele imion. Miłość dobrego ojca, miłość sprawiedliwego, miłość surowa, twarda, ale równocześnie łagodna, to tylko niektóre z nich.
Osobiście pozostałbym przy miłości ojca, jako najlepszym określeniu tego, o czym tu piszę. Bo jeśli mielibyśmy sobie wyobrazić, jak ma wyglądać idealny tata, o czym byśmy pomyśleli (zakładając, że chcemy dla siebie jak najlepiej; bez myślenia życzeniowego, którym cechują się rozpieszczone dzieciaki)?
Musiałby być przykładem (bo dlaczego mielibyśmy słuchać kogoś, kto nie żyje wedle własnych nauk?). Poza tym na pewno życzylibyśmy sobie, żeby chciał dla nas jak najlepiej (bez tego nigdzie nie ruszymy). Pragnęlibyśmy, żeby wytykał nam błędy i korygował, gdy próbujemy zrobić coś głupiego. Powinien być na tyle silny, odważny i wytrzymały, by nie naginać własnych poglądów – nawet, gdy jesteśmy uparci, nawet, gdy wiązałoby się to z chwilowym pogorszeniem wzajemnych stosunków. Chcielibyśmy, żeby dodawał nam odwagi i zachęcał do mierzenia się ze światem. I ostatnie, ale nie mniej ważne: powinien robić to wszystko w sposób łagodny i cierpliwy. Agresja nie wspiera autorytetu – w większości przypadków go niszczy.
Bez silnych, broniących tego co dobre mężczyzn, społeczeństwo powoli, lecz nieubłaganie rozpada się.
Chyba większość z nas zna cytat: „błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”? W innym tłumaczeniu słowo „cisi” jest zastąpione słowem „łagodni”. Obydwa tłumaczenia są złe i mylące (drugie trochę mniej). Bo łagodni, nie znaczy słabi – wręcz przeciwnie. Zastosowane tutaj słowo oznacza tych, którzy „posiadają wielką siłę, ale mają ją pod kontrolą”.
W tym rozumieniu łagodny mężczyzna będzie bronił swoich poglądów, spokojnie i bez emocji zbijając argumenty przeciwnika; będzie zauważał i zwracał uwagę na błędy innych, ale nie z zawiści czy złości, tylko kierując się miłością i dążeniem do prawdy. Mówiąc komuś, że robi źle, nie stara się powiedzieć: „patrz, jestem lepszy i mądrzejszy od ciebie”, tylko: „tutaj popełniasz błąd, którym szkodzisz sobie i innym, możesz to naprawić”. Zauważacie różnicę?
Tak kocha dobry ojciec i podobną miłością prawdziwy mężczyzna powinien darzyć swoją kobietę. Nie może bać się obstawać przy tym, co słuszne i dobre; musi mieć siłę stanąć naprzeciw swojej partnerki i powiedzieć jej, jeśli robi coś źle; kiedy zostaje zaburzony spokój, znaleźć w sobie odwagę, aby naświetlić problem, zamiast umyślnie odwracać wzrok.
Samego siebie powinien kochać w ten sam sposób.
Dlaczego tak? I dlaczego mężczyzna?
Kobieta jest bliżej natury. Na ogół jej mózg jest skonstruowany w taki sposób, że łatwiej daje się porwać emocjom i trudniej jej myśleć logicznie (w niedalekiej przyszłości zajmę się tematem różnicy w budowie mózgów obydwu płci – tam wyjaśnię to szerzej). Znowu mózg mężczyzny został bardziej „posegregowany”, przez co mężczyzna jest mniej emocjonalny i logicznie postrzega świat.
Stąd w historii ludzkości kobiety zostawiały sprawy konstruowania, układania i prowadzenia spraw społecznych mężczyznom – one po prostu się tym nie interesowały. Mężczyźni stali na straży prawa, tego co słuszne i jak powinni względem siebie postępować członkowie społeczności. Mówiąc prościej: pilnowali porządku.
Jeśli w swoim postępowaniu kierowali się miłością tego typu, który przedstawiłem wyżej, tworzyli prosperujące i szczęśliwe społeczeństwa. Ich kobiety czuły się bezpieczne, mając świadomość, że mąż „zrobi to, co należy”, przez co mogły zajmować się kobiecymi sprawami. Zagubione, albo w chwili słabości, zawsze mogły zwrócić się do swojego partnera. Jego siła i nastawienie ku temu, co słuszne i prawdziwe, dawały im wewnętrzny spokój.
Było to w dawnych czasach, kiedy mężczyźni byli mężczyznami, a kobiety kobietami. ;]
Mężczyźni stali na straży prawa, tego co słuszne i jak powinni względem siebie postępować członkowie społeczności. Mówiąc prościej: pilnowali porządku.
Próbując zamienić te role, albo gdy mężczyźni stają się słabi i niezdolni do wykonywania swoich obowiązków jako „strażników życia”, społeczeństwo zaczyna trząść się w posadach. Kobiety, przyjmując na siebie męskie zadania, stają się niespokojne i zestresowane, dzieci przeżywają traumę i uczą się mylnego postrzegania świata, mężczyźni zamieniają się w cień tego, kim kiedyś byli – żony gardzą nimi, a synowie i córki skrycie tęsknią za brakującymi ojcami.
Jeśli tak dalej pójdzie, męski autorytet stanie się czymś, o czym będą nas uczyć na lekcjach historii. A parę lat później zachodnia cywilizacja – najlepsza i najpiękniejsza cywilizacja, jaką ludzkość kiedykolwiek stworzyła – zawali się przez brak mężczyzn, zdolnych ją podtrzymywać.
To już dzieje się w Ameryce, podobne problemy przeżywa zachodnia Europa. Nie pozwólmy, byśmy ulegli temu trendowi również my.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach. A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Photo by Priscilla Du Preez on Unsplash
Ja czytałem i już nie jestem anty feministą i mizoginem jak autor tego bloga , który ma kompleks niższości i wyższości
Prawda o tobie ,poczytaj sobie do refleksji teksty: Czym się różnią mizogini od szowinistów? Kim są mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (ofeninin.pl ) oraz O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet
Od inceli do artystów podrywu
Laura Bates i strona Mizoginia – skąd bierze się uprzedzenie wobec kobiet? Psychoterapia co tam . Przypisujesz kobietom swoje cechy i zamiary wobec nic . I za wszelką chcesz się dowartościować kosztem kobiet. Sam byłem taki jak ty i zniszczyłem sobie życie. Zmień się facet. Sam. byłem zraniony i miałem kompleks niższości i ,,leczyłem” go kompleksem wyższości jak ty
Po pierwsze, nie spamuj pisząc te same komentarze pod wieloma tekstami, bo będę je usuwał.
Po drugie, czy to nie ironiczne, że oskarżasz mnie o przypisywanie kobietom moich cech, a dwa zdania dalej przypisujesz mi swoje cechy? ;D
Co za typ… Widać, że lewak, bo w ogóle nie myśli.