Jako że nasi „światli panowie” raczą nas kolejnymi lockdownami (rymowanka „rząd pod sąd” sama ciśnie się do ust), pojawiają się kolejne obawy, że „biedne i bezbronne” kobiety będą zamknięte w domach ze swoimi „oprawcami”. Czy te obawy są słuszne? Czy przemoc domowa to naprawdę domena mężczyzn? Może to nie ich powinniśmy nazywać oprawcami?
Wiem, że społeczeństwo i ogólna narracja wmawia nam, żebyśmy brali stronę „delikatnych, wrażliwych i bezbronnych” kobiet. Gdy mężczyzna podnosi na którąś rękę, od razu dostaje łatkę potwora i kończymy dyskusję.
A co, jeśli przemoc fizyczna to jego ostatnia (i desperacka) linia obrony przed wariatką, z którą musi mieszkać? Czy ktokolwiek kiedykolwiek o tym pomyślał?
Teraz wyjaśnijmy sobie jedną sprawę, zanim jakiś baran jeden z drugim oskarży mnie, że popieram bicie kobiet.
Nie popieram. Tak samo jak nie popieram bicia mężczyzn czy kogokolwiek innego. Uciekanie się do agresji to oznaka słabości i nieraz o tym pisałem. Co nie zmienia faktu, że jestem w stanie tę słabość zrozumieć.
Okej, skoro mamy „świętych i cnotliwych” obrońców kobiet z głowy, przejdźmy do głównej treści artykułu 😉
Kilka liczb na początek
Powyżej widzisz polską statystykę policyjną za 2020 rok. Liczba kobiet podejrzanych o przemoc domową wynosi niecałe 7 tys., zaś liczba mężczyzn — 66 tys.
W procentach: ok. 90% — mężczyźni, 10% — kobiety.
Na pierwszy rzut oka liczby wydają się bardzo niekorzystne dla panów, prawda? To jeden z tych przykładów, kiedy suche dane potrafią być bardzo mylące.
Dlatego zastanówmy się nad nimi przez moment.
Weźmy pod uwagę fakt, że mało który mężczyzna przyzna się, iż jest maltretowany przez kobietę. Chyba nie przesadzimy, jeśli przyjmiemy, że może 1 na 10 facetów pójdzie z tym na policję. Przełóżmy to na naszą statystykę, a z 7 tys. kobiet robi się 70 tys.
A my dopiero zaczynamy.
Kolejna sprawa: przemoc domowa w wykonaniu kobiet jest o wiele trudniejsza do wykrycia, bo kobiety lubują się w przemocy psychicznej, która nie zostawia po sobie śladów (przynajmniej nie na ciele). Pod tym względem mężczyzna działa o wiele prościej — najzwyczajniej w świecie komuś przywali, kiedy puszczą mu nerwy. Podbite oko dużo łatwiej zauważymy, niż np. 15 lat niszczenia psychiki (w czym kobiety są ekspertkami).
Dajmy tutaj już nieduży mnożnik. Niech będzie 1,2. W efekcie z 70 tys. robi się 84 tys. kobiet.
Suche liczby w statystykach często nie oddają prawdy.
Teraz powinniśmy jeszcze uwzględnić fakt, że większość mężczyzn nie traktuje przemocy psychicznej jako przemocy. Jeśli zrobilibyśmy ankietę, gro facetów prawdopodobnie odpowiedziałoby, że kobiety już takie są — że wydzieranie się, czepianie i obrażanie należy do ich natury i trzeba z tym żyć.
Jednak pozostawmy to poza statystyką i przejdźmy na chwilę na stronę kobiet.
Oczywiście możemy tutaj podnieść ten sam argument, że kobiety również niechętnie zgłaszają przemoc domową na policję. Ale mimo wszystko na pewno robią to częściej, niż mężczyźni. Stwierdzenie, że 6-7 kobiet z 10 nagłaśnia sprawę, chyba będzie wiarygodne. Daje nam to wzrost liczby podejrzanych mężczyzn z 66 tys. do 94 tys.
ALE!
Weźmy pod uwagę fakt, że kobiety nie mają problemu z kłamaniem — szczególnie wtedy, gdy któraś nienawidzi danego mężczyzny i dodatkowo wie, że może na swoim kłamstwie coś ugrać (patrz chociażby na ten cały ruch „me too”). Bądźmy tutaj bardzo naiwni i uznajmy, że tylko 10-15% pań fałszywie oskarża swojego męża/konkubenta. Tym samym liczba mężczyzn, którzy dopuszczają się przemocy, spada z 94 tys. do ok. 82 tys.
Z powyższych rozważań wychodzi nam, że 84 tys. kobiet i 82 tys. mężczyzn rocznie dopuszcza się przemocy domowej.
Mniej więcej „fyfty-fyfty”.
Przemoc domowa w wykonaniu mężczyzn
Jak już wspomnieliśmy, mężczyźni są dosyć prości w przemocy. Dać komuś w pysk, iść dalej i zapomnieć — tyle w temacie.
Jednocześnie zaznaczmy (bo wydaje mi się, że wielu ludzi myśli inaczej), że mężczyzna nie jest jakimś psychopatą, który bije innych bez powodu — a już tym mniej kobietę. Może zdarzy się jeden przypadek na milion, że jakiś facet rzeczywiście ma nierówno pod sufitem i tłucze żonę/konkubinę bez powodu. Jednak w pozostałych sytuacjach na pewno został jakoś sprowokowany.
To nie jest tak, że chłop przychodzi z pracy do domu, je obiad, siada w fotelu i myśli: „hmm, nudzi mi się. Chyba przywalę żonie. Przynajmniej będzie coś do roboty.”
Nie.
Kobieta nie jest święta. A już na pewno nie jest „niewinna i delikatna” (każdy mężczyzna, który w to wierzy, będzie miał ciężkie życie).
Co, jeśli przez ostatnie 10 lat małżeństwa żona oferowała mężowi jedynie wieczne skargi, narzekania, czepialstwo, pyskówki i — tu już wprost — szereg wulgarnych epitetów pod jego adresem? Co w takiej sytuacji ma zrobić mąż?
Gro mężczyzn nie ucieka się do przemocy bez powodu.
Powiem ci, co robi większość mężczyzn.
Albo spędzają większość dnia poza domem, żeby tylko nie musieli przebywać z żoną (jedna praca, druga praca, ew. bar po godzinach itp.), albo uciekają w używki (najczęściej w alkohol dla „ukojenia nerwów”). Ten ostatni nieraz staje się bramą do przemocy.
Wszyscy wiemy, że po alkoholu puszczają hamulce.
Kiedy to nie wystarcza, a żona/konkubina przyprze mężczyznę do muru, niejeden facet pęknie. I bach! Żona zbierze żniwo, które siała przez ostatnie lata małżeństwa.
I kto w tej sytuacji jest potworem?
To trochę tak, jak w relacji siostry z bratem, kiedy jeszcze są dzieciakami. Siostra nagabuje brata, jemu się to nie podoba, ale ona nie ustaje. W końcu brat jej przywali, żeby się odczepiła. Siostra biegnie na skargę do rodziców, jakby to ona była tu ofiarą.
Wiem, że wielu dzisiejszych rodziców miałoby problem do syna. Od razu poszliby go pouczać, że nie wolno bić siostry. Co za idiotyczne rozumowanie.
Prawidłowa reakcja powinna być skierowana w stronę córki i brzmieć:
— Po co zaczepiasz? Nie denerwuj brata, to nie będzie cię bił.
Przemoc domowa w wykonaniu kobiet
Wspomnieliśmy już, że kobiety lubują się w przemocy psychicznej. Czepianie się, obrażanie i wszystkie inne humory mają na celu jedno: wywołanie reakcji emocjonalnej. Kobiety w jakiś wampiryczny sposób czerpią energię i przyjemność z doprowadzania mężczyzn do szału.
Szturchają, szturchają i szturchają, aż w końcu facet wybuchnie. Dopiero wtedy są zadowolone i odpuszczają.
Oczywiście zdarzają się też takie kobiety, które stosują przemoc fizyczną — co jest niezwykle głupie, jeśli się nad tym zastanowimy. Bo jak można prowokować kogoś, kto już na pierwszy rzut oka jest silniejszy i może im z łatwością zrobić krzywdę? Kobiety robią to chyba tylko dlatego, że mężczyźni dali sobie wmówić, iż za nic w świecie nie mogą podnieść na nie ręki.
Nawet wtedy, jeśli kobieta ewidentnie czyha na zdrowie i życie faceta.
Podwójne standardy
Co to w ogóle za podwójny standard, że jeśli kobieta przywali mężczyźnie, nie mamy z tym problemu? Ale gdy mężczyzna jej odda, nagle staje się najgorszym z najgorszych?
Niedawno po Polsce krążyło nagranie, w którym dwie nastolatki (chyba pijane) rzuciły się na dorosłego chłopa. Ten próbował się jakoś zasłaniać, ale z największym staraniem, żeby żadnej z tych wariatek nie uszkodzić. Kiedy którejś przypadkiem dotknął, ta zaczęła wrzeszczeć: „kobietę bijesz?! Kobietę bijesz?!”
No sorry, ale nie będę stał jak jakaś ofiara losu i dawał się tłuc, bo bije mnie kobieta. Powiem więcej: w momencie, w którym podniosłaby na mnie rękę, sprowadziłbym ją do parteru.
Pewnie nie użyłbym tak dużo siły, jak w przypadku mężczyzny, ale na pewno nie zbierałbym manta, bo po drugiej stronie jest kobieta…
Mężczyzno, naprawdę?!
O ile kobieta nie należy do wagi ciężkiej, a ty nie wyglądasz jak chucherko, broń się! To ona powinna dwa razy pomyśleć, zanim rzuci się na kogoś, kto jest silniejszy.
Wróćmy jednak do tematu.
Kobiety nie tylko umiejętnie „wiercą dziurę w brzuchu”, ale również są przebiegłe i opanowały aktorstwo do perfekcji. Idealnie udają ofiarę przed policją, sądem, dziećmi i rodziną. Dodajmy do tego fakt, że najtrudniejszą rzeczą na świecie dla kobiety jest przyznanie się do błędu (szczególnie, jeśli idzie za tym jakaś odpowiedzialność).
Niektórzy chyba myślą, że przemoc domowa jest jednostronna. Wyobrażają sobie, że kobieta idealnie zajmuje się domem i jest dla mężczyzny istnym aniołem, aż tu pewnego razu siedzi sobie cicho i niewinnie na kanapie, gdy znienacka wyskakuje chłop i sprzedaje jej bez powodu sierpowego.
Bądźmy poważni.
Kobieta oczywiście może na taką pozować przed sądem, ale to nie znaczy, że mówi prawdę. Nigdy nie przyzna się, co ona zrobiła źle. Zawsze i wszędzie to wina męża/konkubenta.
Jeszcze nie słyszałem, żeby kobieta powiedziała:
— Tak, to prawda, uderzył mnie. Ale ja przez ostatnie dziesięć lat doprowadzałam go do szaleństwa, więc mój mąż i tak zasługuje na pochwałę, że tak długo był cierpliwy.
Dlatego drogie panie: jeśli już rysujecie się na takie „wyzwolone i niezależne”, wypadałoby też brać odpowiedzialność za swoje czyny. Nie da się jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka.
Przemoc domowa — podsumowanie
Miejmy na uwadze, że małżeństwa zawsze potrafiły załatwiać spory między sobą. Było tak nawet w dawnych czasach. Feministki oczywiście przedstawiają przeszłość jako ucisk kobiet i dominację mężczyzn, ale prawda jest taka, że mało który mężczyzna tłukł żonę. Jeśli nawet, to nie pozostawała mu dłużna.
Zresztą kiedyś małżeństwa nie miały zbyt wiele czasu na kłótnie, bo na co dzień musiały odganiać śmierć, która czyhała na każdym kroku.
W przypadku przemocy domowej nie zapominajmy, że zawsze istnieją dwie strony sporu. Nie wysłuchujmy tylko jednej, bo w ten sposób znamy tylko połowę prawdy. Tak też jest dzisiaj, gdy bezwarunkowo bierzemy stronę kobiet, a mężczyzn skazujemy bez jakichkolwiek wyjaśnień. Mam nadzieję, że ten tekst nieco wyrówna szalę sprawiedliwości.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Zaprezentowałeś obiektywne dane (oczywiście zgadzam się, że nie idealne) i przemnożyłeś je przez wymyślone przez siebie współczynniki, tak aby wyszło pod Twoją tezę. Nie wiem jak nazwać to inaczej niż manipulacja.
Przy okazji spytam, czy obejrzałeś może film „Obiecująca. Młoda. Kobieta.”? Jeżeli tak, to jak oceniasz? Jest on głosem w dyskusji o wspomnianym tu przez Ciebie temacie niepotwierdzonych oskarżeń przez kobiety.
Mówię wprost, jakie zakładam scenariusze i krok po kroku wyjaśniam mój proces rozumowania. Oczywiście możesz się z nim nie zgadzać, ale wątpię, czy to manipulacja 😉
Filmu nie widziałem, ale dzięki za cynk. W wolnej chwili zobaczę, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że to USA i rok produkcji 2020, obawiam się, że film jest kolejną propagandą z „silnymi kobietami i żałosnymi, złymi mężczyznami”.
Hollywood ostatnio lubi przepychać takie rzeczy.
Intuicja Cię nie zawiodła. Jest o wynik traumy w związku z systematycznym lekcewarzeniem zgłoszenia gwałtu, który w rzeczywistości się zdarzył.
To nie intuicja. Po prostu stwierdzam fakt, że Hollywood lubi przepychać takie rzeczy w ostatnich czasach. Bohater-kobieta bez żadnych wad (najlepiej kolorowa, czyli z mniejszości) i przeciwnik-zły mężczyzna (najlepiej biały). A jak już mężczyzna jest dobry, to szybko okazuje się, że jest ofiarą losu i nie poradziłby sobie bez kobiety.
Patrz chociażby na najnowszą trylogię gwiezdnych wojen.
Nie mówię, że film o którym mówisz też przepycha taką propagandę, bo nie widziałem. Powiem więcej, jak już znajdę wolny wieczór na seans 😉