Jedną z najbardziej fundamentalnych zasad związku z perspektywy mężczyzny jest to, aby nie był emocjonalnie zależny od swojej dziewczyny/narzeczonej/żony. W przeciwnym razie jego podejście do relacji z kobietą nigdy nie będzie zdrowe, a co za tym idzie — normalne.
Wydaje się proste, prawda? A mimo to współczesne społeczeństwo często o tym zapomina.
Już samo wspomnienie, że żona nie powinna być twoją najlepszą przyjaciółką, budzi u wielu osób zdziwienie. Bo jak to tak? Kim w takim razie jest żona? Czy nie powinienem się nią przejmować? Już już, spokojnie… Żona nadal pozostaje najbliższą mężowi osobą, którą powinien kochać i której powinien poświęcać najwięcej czasu.
Jednak tym, czego robić nie powinien, jest traktowanie żony jak przyjaciółki.
Dlaczego? O tym przeczytasz w dzisiejszym tekście.
Przyjaźń a rodzina
Definicja przyjaźni zakłada, że dzielę się z przyjacielem swoimi ciężarami, a on pomaga mi radzić sobie z nimi. Może to robić na różne sposoby, takie jak np.:
- wspólne szukanie rozwiązań,
- łagodzenie napięcia,
- dodawanie otuchy.
Innymi słowy, jest to relacja wzajemnego obciążania się problemami i wspierania w ich rozwiązywaniu.
Czy taki model znajomości odpowiada naturze małżeństwa? Nie.
Już tłumaczę, dlaczego.
Rodzice w perspektywie syna
Gdy analizujemy dynamikę rodziny, staje się jasne, że dla mężczyzny kluczową rolę odgrywa relacja z ojcem. Dlatego w procesie dorastania powinien nawiązać z ojcem więź opartą na przyjaźni lub wręcz mentorską.
To ojcu młody mężczyzna powinien powierzać swoje obawy, niepewności, marzenia i aspiracje. Ojciec pełni rolę emocjonalnej opoki rodziny, na której syn może oprzeć swoje troski. Ojciec, przyjmując te ciężary, jest w stanie udzielić wskazówek, wsparcia i potwierdzenia wartości syna.
Jeśli zaś chodzi o matkę, pełni ona w życiu młodego chłopaka funkcję odmienną, lecz równie istotną. Jej rolą nie jest bowiem pomaganie w rozwiązywaniu problemów, tylko dawanie poczucia bezwarunkowej miłości. To matka zapewnia syna, że jest kochany niezależnie od okoliczności, co jest szczególnie istotne w początkowych latach życia.
Kobiety czerpią dużą radość z bycia potrzebnymi i kochania swoich dzieci. Odnajdują w tym sens i cel życia.
Rodzice w perspektywie córki
Patrząc na dynamikę rodziny z perspektywy kobiety, warto zwrócić uwagę na relację córki z ojcem. W tym przypadku rolą ojca jest motywowanie, udzielanie aprobaty, a także darzenie pochwałami, miłością, uwagą. Córka zaś kocha go, jest mu oddana i silnie przywiązana do jego osoby. Postrzega ojca jako „tatę” — pierwszą miłość i kogoś wyjątkowego.
Oczywiście mówimy tu o normalnej, zdrowej relacji.
Jednak córka ma również matkę, która staje się dla niej wzorem do naśladowania. W idealnej relacji matka pełni rolę powierniczki, osoby wspierającej, kierującej i potwierdzającej wartość córki. Innymi słowy, matka modeluje zachowania, które córka będzie naśladować w przyszłości. Kształtuje jej kobiecą tożsamość i sposób bycia.
Brak męskich wzorców
Problem polega na tym, że w dzisiejszej kulturze wielu mężczyzn nie miało silnych ojców jako wzorców do naśladowania. Niejeden młody chłopak doznał głębokich ran duchowych z powodu rozwodu rodziców, braku ojca, ojca słabego lub ojca obecnego, ale niedostępnego, który nie uczestniczył w jego życiu w istotny sposób.
Na domiar złego współczesne społeczeństwo często prezentuje mężczyzn jako emocjonalnie niestabilnych.
W mediach, polityce i internecie dominują skrajności. Z jednej strony widzimy frustrację i gniew wobec otaczającego nas świata, a z drugiej nadmierną ekscytację. Większość komentatorów politycznych opiera swoje wypowiedzi na niezadowoleniu z działań innych osób, co dodatkowo potęguje obraz mężczyzn jako osób emocjonalnie rozchwianych.
Dlatego należy wprost zaznaczyć, że jest to całkowicie sprzeczne z męską naturą.
Prawdopodobnie jednym z najmniej męskich zachowań jest uzależnienie swojego stanu emocjonalnego od działań innych ludzi. Gdy decyzje polityczne (lub inne) wpływają na kogoś w takim stopniu, że definiują jego emocje, świadczy to o niezwykłej kruchości i wrażliwości. Raczej nie uznamy tego za cechy męskie, prawda?
Niestety wszystko to sprawia, że na świecie pojawia się coraz więcej facetów niestabilnych emocjonalnie. Kiedy tacy delikwenci wchodzą w związki z kobietami, zaczynają je traktować jak matki.
Wieczny chłopiec w poszukiwaniu mamusi
Już niejednokrotnie to pisałem, ale powtórzę: jedną z największych tragedii dla kobiety jest odkrycie po ślubie, że wyszła za słabego mężczyznę. Dlaczego? Ponieważ taki osobnik będzie szukał u żony emocjonalnej afirmacji i wsparcia, traktując ją jak matkę, która ma go pocieszać i podnosić na duchu.
Nie tego pragną kobiety.
Pomyśl tylko. Jeśli dziewczyna ma zdrową relację z ojcem w dzieciństwie, trudno sobie wyobrazić, by tata wracający z pracy narzekał przy niej na problemy i obarczał córkę swoimi frustracjami. Skutek takich działań byłby opłakany, ponieważ:
- córka straciłaby wiarę w to, że tata jest silny i potrafi ją obronić;
- zaczęłaby stresować się problemami, które jej nie dotyczą i których w żaden sposób nie może rozwiązać.
Kobiety myślą podobnie w dorosłym życiu. Mają idealistyczne wyobrażenie, że mężczyźni powinni poprawiać ich życie. I to prawda. Rolą mężczyzn jest zapewnienie kobietom bezpieczeństwa, ochrony i stabilnego środowiska, w którym mogą wyrażać swoje emocje, uczucia i myśli. Czasami do przesady, bo wiadomo, jak to jest z kobietami. Ale jednak…
Fakt jest taki, że w związku to mężczyzna powinien być tym emocjonalnie ugruntowanym.
Niestety pełnienie takiej roli sprawi trudności każdemu, kto dorastał bez ojca lub miał słabego ojca. Jednak dobra wiadomość jest taka, że przeszłość nie musi być wyrokiem na całe życie.
Dowiedz się więcej o duchowym powrocie do ojca z serii: Dosięgnąć męskości
Poza tym mężczyzna ciągle ma Duchowego Ojca w niebie, do którego może zwrócić się po pomoc. W ostateczności może też zasięgnąć porady innych mężczyzn, którzy pomogą mu dźwigać emocjonalne ciężary i nawigować przez życie, dopóki nie osiągnie spokoju i stabilności.
Kto może być takim wsparciem?
Tutaj należy zachować ostrożność, ponieważ większość ludzi jest złych i daje złe rady. Jak mówi przysłowie: “z obfitości serca usta mówią”. Dlatego zwracaj się po wsparcie, radę i możliwość wyżalenia się tylko do mężczyzn zaufanych.
No i pod żadnym pozorem nie obarczaj swoimi problemami żony, bo kobiety sobie z tym nie radzą. Robiąc tak, niszczysz swój własny dom.
Dlaczego? Ponieważ rolą męża jest bycie stabilnym fundamentem rodziny, na którym inni mogą się oprzeć. Wyobraź sobie odwróconą piramidę, gdzie mąż znajduje się na dole i dźwiga ciężar całej rodziny. Tak to właśnie powinno wyglądać.
Kiedy żalisz się żonie, zacznie ona po pewnym czasie odczuwać, że fundament jej rodziny się wali. Mąż, który miał być jej zabetonowanym filarem, okazuje się być zwykłym kijem wbitym w ziemię i kiwającym się na wszystkie strony. W efekcie w żonie będzie narastał stres, niepewność i niechęć do męża, który jest źródłem tych negatywnych emocji.
Pamiętaj, że zadaniem męża jest służba, a nie bycie obsługiwanym.
Tutaj jedna uwaga. Nie zrozum tej służby jako wykonywania rozkazów żony. Broń Boże. Służba mężczyzny w rodzinie polega na braniu na siebie ciężaru przywództwa i odpowiedzialności.
Podsumowanie
Czy to oznacza, że mężczyźni nie mają myśli, uczuć, obaw i niepewności? Oczywiście, że czasem mają, ponieważ są ludźmi. Dlatego powinni ze swoimi ciężarami zwracać się do Boga, a on uczyni je lżejszymi. W ostateczności mogą też znaleźć innych mężczyzn godnych zaufania, z którymi podzielą się swoimi problemami, zamiast obarczać nimi żonę.
Czy to znaczy, że mężczyzna nie powinien informować żony o swoich sprawach? To zależy. Możesz napomknąć, że masz pewne trudności czy rozczarowania, ale ważne jest, aby zachować przy tym powściągliwość i nie zalewać jej swoimi problemami.
W ten sposób tworzysz środowisko, w którym twoja żona może być sobą i spokojnie zająć się dziećmi czy domem, bo nie musi matkować swojemu mężowi.
Pamiętaj, że żadna normalna kobieta nie chce wchodzić w rolę zastępczej matki mężczyzny. Pragnie stabilności w małżeństwie i pewności, że w razie czego zawsze znajdzie oparcie w męskiej stateczności.
Dlatego nie traktuj swojej żony jak najlepszej przyjaciółki. Bądź dla niej kimś, kto wnosi stabilność i harmonię do waszego życia rodzinnego. Pozwól jej być żoną i matką dla waszych dzieci, a nie dla ciebie.
PS.
Jeszcze dwie uwagi na koniec tekstu.
Wiedz, że kobiety mają tendencję do wyszukiwania męskiej słabości. Dlatego często same próbują wyciągnąć z ciebie różne informacje, czasem nawet kompromitujące. Ogólnie rzecz biorąc, chcą, abyś ujawnił przed nimi swoje słabe punkty.
Nie daj się na to nabrać. Im więcej słabych punktów ujawnisz, tym gorzej będziesz wyglądał w jej oczach.
Kobiety po prostu nie mogą dźwigać na barkach męskich problemów, bo sobie z nimi nie radzą.
Druga sprawa. W tekście pisałem, że kobiety nie chcą słabych, zależnych emocjonalnie mężczyzn. I to prawda.
Jednak zdarzają się kobiety egotyczne (ostatnio coraz częściej), które w takie relacje wchodzą, bo czują egoistyczną przyjemność z kontrolowania mężczyzny. To im oczywiście nie da szczęścia, przynajmniej nie na długo, ale — jak to mówią — pycha kroczy przed upadkiem 😉
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Gdyby wchodzący w dorosłość chłopcy byli wyposażani w tę wiedzę, uniknęliby zawodu związanego z ich pierwszymi „rozstaniami”. Czytając ten tekst, przypomniał mi się twój artykuł sprzed kilku miesięcy o Schopenhauerze i o tym, że pociąg do kobiet jest pewną iluzją. Myślę, że mężczyzna świadomy istoty tego problemu (jak powiedzieliby niektórzy, zred-/zblackpillowany) nie jest już zdolny zakochać się (to akurat dobrze) ani kochać żadnej z nich.
To zależy, co rozumiesz przez miłość. Jeśli tylko pociąg seksualny i jakieś reakcje chemiczne zachodzące w mózgu, to tak. Zgodzę się, że mężczyzna nie powinien się tym kierować.
Jednak miłość w rozumieniu chrześcijańskim nie jest żadną emocją. Miłość w rozumieniu chrześcijańskim to akt woli, w którym decydujesz, że chcesz dla drugiego człowieka jak najlepiej. Ale żeby taką miłością się kierować, trzeba najpierw oczyścić swoje serce z nienawiści.
Dodam jeszcze, że „jak najlepiej” nie znaczy spełniania czyichś zachcianek ani popierania jego złych uczynków. Wręcz przeciwnie. Kochając kogoś, nie możesz popierać jego samodestrukcji, ani ranienia innych ludzi, ani innych tego typu rzeczy.
A blackpill niestety jest pewnym rodzajem samodestrukcji. Tą drogą kroczą ludzie, którzy stracili wszelką nadzieję i którzy konserwują się w swojej złości oraz nienawiści.
Oczywiście mężczyzna nie powinien być naiwny, ale nie powinien też zamykać się na dobro.
To jasne, że miłość jest decyzją, a nie emocją, ale o to właśnie mi chodziło – czy mężczyzna trzeźwo patrzący na kobiety jest zdolny do kochania istoty, która jest z nim wyłącznie z oportunistycznych pobudek (to męska miłość jest „romantyczna”/”idealistyczna”, a kobieca polega bardziej na miłowaniu zasobów tego mężczyzny niż jego samego)? Wątpię. Nie ma tu różnicy między umownymi cnotkami a jawnymi dziwkami – może tylko taka, że dobrzy faceci łatwo wpadną w sidła tych pierwszych i uwierzą w ich dobre intencje. Oczywiście można spróbować zaakceptować fakt, że ona kocha nie ciebie, a twój majątek, umiejętności i pozycję społeczną, a „bezinteresowną” miłość w swoim życiu dostaniesz wyłącznie od matki.
Ze wszystkim, co piszesz się w pełni zgadzam. Jednak nie dostrzegasz źródła problemów współczesnych mężczyzn jak i kobiet w swoich wzajemnych relacjach ukształtowanych przez kryminalną, kłamliwą, neo-marksistowską kulturę. Zadaj sobie pytanie – czy to wirus jest jedyną przyczyną czyjejś choroby? Dlaczego inni nie mają w ogóle jej objawów, a inni nań umierają? Innymi słowy – sukces Twoich wrogów, nawet jeśli są źli, żyją w kłamstwie i do tego jeszcze szkodzą innym – zasadza się na Twoich błędach. Choroba toczy organizm ze względu na stan organizmu, w jakim się znajdował, zanim zetknął się z wirusem. Reasumując i przechodząc do rzeczy wprost, pomijając barwne analogie i metafory – to katolicka turbo-patola petryfikująca na wsiach przemoc i pijaństwo, a także hodowanie dzieci, a nie wychowywanie, troskę i miłość jest winowajcą, że wyrośli nam pseudoobrońcy uciśnionych – czyli neokomuniści, którzy przejęli wszelkie media, kulturę, korporacje. Ich niewątpliwy, ogromny sukces jest wprost proporcjonalny do patologii ludzi o normalnym światopoglądzie – w tym chrześcijańskim. Monarchia upadła, nie dlatego, że przyjmowała złe założenia co do swej struktury, lecz dlatego, że budowali ją w pewnym momencie degeneraci. Dlatego dziś Kościół upadł, bo ludzie zobaczyli, że król jest nagi, a komuniści im to tylko pokazali, oferując w zamian kłamstwa i manipulacje czyli Nowy Świat bez tamtych patologii, za to z nowymi – jeszcze gorszymi – bo ludzie bez wolności, przestali nimi być. Przemyśl sobie to, co napisałem, szanowny Kolego.
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem to, co napisałeś. Ale posługując się takimi sformułowaniami, jak „katolicka turbo-patola” sam przemycasz neomarksistowskie narracje. Oczywiście w każdym społeczeństwie istnieje jakaś patologia, ale to jest margines, szczególnie kiedy mówimy o przemocy fizycznej i pijaństwie. Poza tym zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że w domach chrześcijańskich takie rzeczy zdarzają się o wiele rzadziej.
My po prostu jesteśmy bombardowani propagandą, która wbija nam do głowy obraz rodziny na pozór wierzącej w Boga, a za zamkniętymi drzwiami znęcającej się nad dziećmi. Ile takich filmów powstało? Każe nam się wierzyć, że takie rzeczy dzieją się nagminnie, mimo że to skrajny margines.
Największym błędem współczesnych rodziców jest zostawianie dzieci samopas, przez co pochłaniają one współczesną antykulturę od najmłodszych lat. W efekcie dziewczynki wyrastają na księżniczki-kurewki, a chłopcy albo niedorastają w ogóle, albo zmieniają się w kurwiarzy-drani. To jest największy problem.
A sam proces rozwoju komunizmu światowego trochę upraszczasz. Kościół Katolicki otrzymał pierwszy poważny cios przy rewolucji protestanckiej (protestantyzm jest czymś w rodzaju komunizmu religijnego), a potem, przez kolejne 500 lat aż do dziś, był nieustannie atakowany. Dlaczego? Bo jest przeszkodą dla demonicznych elit, które chcą nam tu wprowadzić „nowy, wspaniały świat”.
Czy to znaczy, że Kościół nie popełniał żadnych błędów? Nie. Oczywiście, że popełniał. Ale biorąc pod uwagę, od jak długiego czasu jest atakowany (i od zewnątrz, i od środka), trzeba przyznać, że i tak długo wytrzymał.
Bo to co się złego mówi o konserwatwno religijnych rodzinach i jak się je pokazuje na filmach to w większości przypadków prawda . No cóż typowe dla konserwatwno religijnych fanatyków fauszowanie rzeczywistości i wywracanie kota ogonem i przypisywanie swoich cech zachowań itd innym czego przykładem są niektóre komentarze i sam ten blog. Polecam poczytać o autorytatnym stylu wychowawczym zwłaszcza tekst to dla twojego dobra baby boom . Zacytowałem SmutneAlePrawdziwe, który ma rację niestety. A tzw komuniści, feministki,neomaksizm to prawda niestety. A was prawda w oczy kole. Kończy się stare, nadchodzi nowe i na nowe trzeba się otworzyć. Polecam poczytać o stylach wychowawczych, autorytarnym liberalnym i demokratycznym . To nie neomaksistowska kultura kłamie tylko patriachalna i mizoginistyczna pseudokultura ,która kształtowała ludzi od tysięcy lat za pomocą Religi. A prawda o religiach i tzw teistyczna koncepcja władzy tekst z konserwatwnej strony listy z naszego sadu o prześladowaniach ateistów w Afryce cała prawda dlaczego od tysięcy lat ludzi zmusza do pobożności demonizuje się niewierzących i innowierców itp. a lepiej żeby świat i ludzie byli kształtowani przez feminizm i neomarksizm niż islam, chrześcijaństwo, judaizm, hinduizm, buddyzm itd. a niestety to degeneraci , którzy dobrali się donkievola i monarchii zostali stworzeni i zdegenerowani przez patriachat, monarchię i samą religię i ich standardy
Uważaj, bo się zapowietrzysz.
Czyli swoją wiedzę o świecie i tradycyjnych rodzinach czerpiesz z filmów? Śmiech na sali 😉
Komuniści, feministki i neomarksizm to prawda? No i już wiem, że rozmawiam z idiotą.
Może jakoś uzasadnisz te swoje bzdury, zamiast operować pustymi hasłami?
Swoją drogą, ateiści wymordowali więcej ludzi w ciągu jednego wieku, niż chrześcijaństwo w ciągu 2000 lat swojej historii. Także kto tu jest szkodliwy?
Mnie zaciekawiła końcowa treść w artykule na temat egotycznych kobiet. Zastanawiam się czy na raka nie trafiłem przez swoją słabość.
Napisałem osobny artykuł o ego kobiet, możesz go przeczytać tutaj. Jakbyś miał jakieś pytania, możesz też je zadać.
Ok. Dziękuję. Zostawiłem też komentarz pod artykułem ” ból po rozstaniu”. Czy mógłbyś go przeczytać i odnieść się że swoje perspektywy, biorąc pod uwagę to co w tym komentarzu zawarłem?
Od razu wybacz za błędy w nim, ale bardzo szybko go pisałem.
Czytam Twoje artykuły kilka razy aby pewne fragmenty sobie utrwalić.
Już tam zostawiłem odpowiedź 😉
Ja również.
>>My po prostu jesteśmy bombardowani propagandą, która wbija nam do głowy obraz rodziny na pozór wierzącej w Boga, a za zamkniętymi drzwiami znęcającej się nad dziećmi. Ile takich filmów powstało? Każe nam się wierzyć, że takie rzeczy dzieją się nagminnie, mimo że to skrajny margines.<>Największym błędem współczesnych rodziców jest zostawianie dzieci samopas, przez co pochłaniają one współczesną antykulturę od najmłodszych lat. W efekcie dziewczynki wyrastają na księżniczki-kurewki, a chłopcy albo niedorastają w ogóle, albo zmieniają się w kurwiarzy-drani. To jest największy problem.<<
Z powyższym się w pełni zgadzam, o czym pisałem powyżej.
Nikt nie przyjmie kłamliwej ideologii za słuszną, gdy nie będzie miał ku temu bardzo poważnych powodów: NSDAP na ten przykład wygrało wybory w Niemczech, bo panowała wówczas nędza i bezrobocie. Tak więc, przy całej sympatii do Twojej osoby Kolego, NIE MASZ POJĘCIA O CZYM PISZESZ, BO JESTEŚ TEORETYKIEM.
PS. Ja miałem dokładnie takie samo nastawienie do sprawy degrengolady kulturowej płynącej z propagandy neo-komunistycznej, nie widząc, że jej paliwem jest to, jak owo zaściankowe chrześcijaństwo wygląda od kuchni. Gdy spotkałem masę ludzi w praktyce i poznałem ich historię mój obraz świata zmienił się o 180st., choć sam światopogląd pozostał bez zmian, jednak widzę rozziew między piękną teorią chrześcijaństwa, a obrzydliwym sposobem jego praktykowania.
Od lat jestem praktykującym psychologiem pracującym wg własnej szkoły terapii i pomocy opierającej się o filozofię egzystencjalną, w tym chrześcijańską, nie bazuję na żadnych relatywistycznych metodach i sprawa wygląda tak: na 100 osób z rodzin wiejskich, często BARDZO religijnych (np. chłopak ministrant i msza 3x w tyg.), w ok. 90-95 była przemoc, odizolowanie emocjonalne, brak okazywania uczuć, hodowanie dzieci , brak wychowania – na pytania dziecka sprawy o życiowe i oczekiwanie zainteresowania ze strony rodzica było – idź do kościoła, a daj mi spokój, CZY TAK ZAŁOŻECIEL TEJ RELIGI TRAKTOWAŁ LUDZI, KTÓRYCH SPOTKAŁ NA ZIEMI ???? Nie tłumaczył im dlaczego trzeba być dobrym w ten czy inny sposób, tylko batem i ciszą, jest tak a tak, a jak nie, to w pysk. Najbardziej rozwiązłe kobiety, jakie spotkałem, to właśnie te, które opuściły takie prowincjonalne rodziny i wyjechały do dużych miast – a tu zmielili je marksiści, wcześniej przygotowując sobie grunt pod ostateczną ich demoralizację poprzez socjal media.
Nie przeczę, że takie sytuacje się zdarzają. Ale w Twoim przypadku musisz brać poprawkę na to, że do Ciebie jako psychologa z zasady przychodzą ludzie z problemami. Jednak poza Twoim gabinetem są jeszcze setki milionów innych ludzi. Więc wśród Twoich klientów może być 90% problemów tego typu, ale nie możemy tego przenosić bezpośrednio na całą populację.
Chociaż mogę się zgodzić, że większość współczesnych rodziców nie wykonuje swojego zadania tak, jak powinno. Niektórzy robią to lepiej, inni gorzej, ale ogólnie jest z tym słabo.
A już praktyka chrześcijaństwa w dzisiejszych czasach woła o pomstę do nieba. Wystarczy poczytać w listach apostolskich, jak powinna wyglądać chrześcijańska rodzina, a jak wygląda obecnie.
Lepszy marksizm kulturowy niż patriachat islam chrześcijaństwo judaizm hinduizm buddyzm itd.
Jasne jasne, wracaj do swojej nory, komuchu.
Zamiast pisać Bzury poczytaj sobie Toksyczna męskość – jak obsesja męskości wpływa na chłopców i mężczyzn . To nie media robią z was niestabilnych emocjonalnie , gwałcicieli itp tylko mężczyźni o takich poglądach i mentalności jak ty Fabian robicie z siebie wariatów i z emocjami, odrzuceniem, odtrąceniem , popędem seksualnym itp radzicie sobie gorzej niż kobiety. Polecam poczytać https://www.tygodnikprzeglad.pl/macho-slabi-mezczyzni/ …
Czy ty przypadkiem nie oskarżałeś mnie o projekcję moich cech na innych? Chyba Twój poziom intelektualny nie pozwala Ci dojrzeć, że sam to robisz, co?
Mała podpowiedź: mężczyźni niestabilni emocjonalnie mają cechy kobiece, nie męskie.