Kobiety są niewinne, mężczyźni winni. Taki morał sprzedał mi odcinek programu „Sprawa dla reportera”, na który przypadkiem trafiłem w wolnym czasie. Przeanalizujemy go wspólnie poniżej, ponieważ jest to idealna okazja do pokazania jak wszyscy jesteśmy uczeni pewnego myślenia i podążamy za nim w dorosłym życiu. W tym wypadku chodzi tzw. „niewinność kobiet” w związkach. Jeśli chcecie samodzielnie sprawdzić program, był to odcinek z dnia 25.06.2020 (drugi wątek).
Sprawa dla reportera 25.06.2020 — dwa małżeństwa, ten sam problem
Abyśmy mieli ogólne pojęcie co się działo, krótko streścimy całą sytuację. Druga sprawa odcinka dotyczyła dwójki mężczyzn, którzy zostali oskarżeni przez żony (rodzone siostry) o znęcanie się, wyzywanie, bicie, nawet o gwałt — czyli ogólnie rzecz biorąc o wszystko, co złe. Jeden z mężczyzn trafił z tego powodu do więzienia, mimo że (tak wynikało ze sprawy) nie było żadnych twardych dowodów winy. Wszystko opierało się na zeznaniach żony i świadków.
Przed przejściem dalej chcę napisać o jednej rzeczy. Rozumiem, że w sprawach rozwodowych gra bardzo często jest brudna i trudno dojść do prawdy. Ale wiem także, że kiedy kobieta pragnie zniszczyć mężczyznę, potrafi kłamać jak z nut. Nawet powieka jej nie drgnie.
Przykład ze Stanów
Niedawno widziałem w amerykańskim programie (nie pamiętam nazwy) jak byłe małżeństwo spotkało się i skonfrontowało w sprawie oskarżenia, które przeciwko mężowi wystosowała żona. Obwiniła go o molestowanie trzech córek (!), a chłop trafił za kratki na (o ile dobrze pamiętam) 10 lat.
Wiecie, co się okazało? Żona kłamała, a mąż stracił 10 lat życia.
Podczas konfrontacji kobietę pytano, czy nie ma wyrzutów sumienia. Odpowiedziała, że nie. Nawet zaczęła w odwecie atakować byłego męża. Zarzucała mu, że skoro był niewinny, czemu nie walczył bardziej o swoje prawa?
Wyobraźcie sobie, jak złym człowiekiem trzeba być, żeby zrobić coś takiego. I jak długo matka prała mózgi córek, że w końcu uwierzyły w jej słowa? Osobiście nie wyobrażam sobie, jak ktoś przełyka kłamstwo pt. „tata mnie molestował”, ale ok. Może po prostu dziewczyny bały się matki i nic nie mówiły?
Wróćmy jednak do głównego wątku.
Pierwsze małżeństwo
Tutaj sprawa prezentuje się mniej więcej tak: mąż podobno notorycznie gwałcił żonę, a ponadto znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Co ciekawe, żona przed uwięzieniem męża zabrała z ich wspólnego konta 40 tysięcy złotych. Już coś śmierdzi, prawda? Spokojnie, dopiero zaczynamy.
Będę pomijał mniej istotne wypowiedzi rodziny i znajomych, bo większość z nich niewiele wnosi do sprawy. Skupię się na tym, co najbardziej interesujące.
Oskarżenie zostało złożone na podstawie zeznań trzech głównych świadków:
żony,
teściowej (matki żony) oraz
syna.
Żona w zeznaniach oczywiście zrobiła z męża skrajnego potwora, a ponadto odgrywała w sądzie rolę szarej, stłamszonej myszki. O wersji jej matki niewiele się w programie mówi, ale możemy przyjąć, że wtórowała córce. Jednak sprawa najciekawiej prezentuje się w przypadku syna.
Chłopak zeznał, że matka wbiegała w nocy nago (!) do jego pokoju, bo podobno uciekała przed ojcem. Jeśli tak naprawdę było, ta kobieta ma coś nie tak z głową. Bo która matka biegłaby nago do dzieci? Nie mogła po drodze zgarnąć czegoś do ubrania? Nawet jeśli mąż próbował ją zmusić do seksu, nie lepiej było np. zamknąć się w łazience? Kto o zdrowych zmysłach mieszałby w to dzieci?
Widok nagiej matki w młodym wieku jest wystarczającą traumą, żeby chłopak chciał być gejem. Podobno nim jest, ale o tym jeszcze wspomnimy.
Zadziwiające, że wystarczy kilka pomówień, żeby zniszczyć komuś życie.
Osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby matka robiła to specjalnie dla dowodów, a mąż biegł za nią tylko po to, żeby zatrzymać ją przed wparowaniem bez ubrania do pokoju dzieci. Takie wyrachowanie potwierdzałyby zeznania szwagra. Wedle nich owa kobieta najpierw pomagała siostrze (jego żonie) rozprawić się z nim i małżeństwem. Potem zrobiła to samo u siebie.
W zeznaniu syna zainteresowała mnie jeszcze jedna rzecz. Podobno mówił, że tata jest pracoholikiem i nigdy nie ma go w domu. Oprócz tego zeznał, że — uwaga — tata jest też seksoholikiem. Powiem szczerze, roześmiałem się.
Wedle zdjęć ten chłopak ma nie więcej niż 12 lat. Które dziecko w tym wieku posługuje się takim słownictwem? Skąd on w ogóle zna znaczenia słowa „seksoholik”? Widać jak na dłoni, że powtarza, co mu matka wcześniej mówiła. To nie są jego słowa, mimo że wyszły mu z ust.
Odnieśmy się jeszcze do jego orientacji seksualnej. W reportażu kilkukrotnie padło podejrzenie, że chłopak jest gejem. Niektórzy mówili, że ojciec nie tolerował orientacji syna, więc ten mścił się na nim w sądzie.
Ale homoseksualizm wpisuje się w tę sytuację jak ulał.
Jeśli coś łączy większość (jeśli nie wszystkich) homoseksualistów, jest to bardzo silna więź z matką i brak relacji z ojcem lub otwarta nienawiść do niego. Jeśli więc syn tej pary jest gejem, nie dziwię się, że bezmyślnie powtarza wersję matki.
Dlatego powtarzam po raz setny: mężczyźni, chrońcie swoje dzieci, ponieważ wiele matek puszczonych samopas je zniszczy!
Drugie małżeństwo
Tutaj było nieco lżej, bo oskarżenia ograniczały się do znęcania psychicznego i fizycznego. Co ciekawe, były obustronne, ale za prawdziwe zostały uznane tylko te wniesione przez żonę. Mamy kolejny przykład społecznego programowania, które uczy nas zawsze brać stronę kobiet. M.in. dlatego mężczyźni mają tak wielki problem, by dojść swoich racji w sądach.
Jednak śmietanką na torcie jest to, co działo się w studiu.
Oskarżony mąż ledwo zajął miejsce i powiedział kilka zdań, a nagle wszyscy „eksperci” siedli na niego, jakby był jakimś potworem. Obserwowanie tego było naprawdę komiczne.
Rozumiem, że facet mógł nie zaprezentować się z najlepszej strony, jeśli zaczynał argumentowanie od wywodów na temat spisku przeciwko niemu. Ale to jeszcze nie jest powód, żeby z automatu brać stronę żony i atakować męża.
Z programu wynika, że cały akt oskarżenia opierał się na zeznaniach. Brakowało twardych dowodów, a mężczyzna i tak został skazany. Kiedy bronił się w studiu, że przyłapał żonę na zdradzie oraz że to ona prowokowała kłótnie i znęcała się na nim, nagle wszyscy oczekiwali od niego dowodów. Ich brak jakoś nie przeszkadzał im, żeby atakować męża.
Śmiechu warte.
Tym bardziej, że chłop jakieś dowody miał, tylko sąd je odrzucił.

Na szczęście córka stanęła po stronie ojca i nie bała się powiedzieć, że to matka prowokowała wszystkie walki.
Tu wpada na arenę prawdziwa bomba. Jedna z kobiet w studiu (chyba psycholog) powiedziała, że „gdy kobieta czuje napięcie w domu, czasem wywołuje kłótnię tylko po to, żeby się go pozbyć”. Padłem. Dawno nie słyszałem tak durnego stwierdzenia. Niesamowite, jak można odwrócić kota ogonem, żeby tylko wybielić „biedne kobiety”.
Nie znam tej pani, ale musi być tępa jak klamka od drzwi.
Później mówiła następna artystka, która stwierdziła, że „sąd jest teatrem”. Może i jest. Ale śmieciowym, skoro wystarczy kilka kobiecych łez i udawanie pokrzywdzonej, żeby wygrać sprawę.
Swoją drogą: czy sąd nie powinien skupiać się na logicznej analizie dowodów, zamiast „być teatrem”?
O kolejnym pseudo „ekspercie”, mężczyźnie, nawet nie będę się rozpisywał. Przez całą rozmowę krzyczał do oskarżonego męża: „ale pan był ideałem, jak żona mogła pana zostawić!” Wyglądał przy tym jak mały chłopczyk, który czeka na cukierka, bo odważnie staje po stronie kobiet.
Wstyd.
Sprawa dla reportera 25.06.2020 — co z tego wynikło?
W gruncie rzeczy niewiele.
Goście, którzy przyszli do programu po pomoc, wyszli z niczym. Wszyscy „eksperci” brali stronę żon, mimo że materiał dowodowy wskazywał na sytuację, w której słowo występuje przeciwko słowu. Żadnych twardych faktów.
Nie bronię tutaj oskarżonych mężczyzn i nie mówię, że są święci. Prawdopodobnie też próbowali pokazać się w programie z jak najlepszej strony.
Chciałbym jednak zobaczyć, że są traktowani uczciwie względem kobiet. Słowa żon wszyscy łykają łatwo jak pelikany, ale kiedy mąż chce coś powiedzieć (broń Boże) przeciwko małżonce, od razu jest zakrzykiwany.
Widać stara prawda jest nadal aktualna. Mężczyzna ma przerąbane niezależnie od tego, czy bije kobietę, czy jest bity przez kobietę. W pierwszym wypadku wszyscy okrzykną go potworem, w drugim żałosnym mięczakiem. Kobieta zaś cichcem wyjdzie z tego bez szwanku, mimo że w obydwu sytuacjach może być równie winna.
Jeśli chcesz samodzielnie sprawdzić odcinek programu „Sprawa dla reportera”, kliknij link.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Hmm… czytając Twoje posty odnoszę silne wrażenie, że Twoja relacja z ojcem była w przeszłości bardzo zaburzona, za to z matką bardzo silna. Jestes więc gejem? Wszystko na to wskazuje.
Wydaje mi się, że powinienem usunąć ten komentarz, ale go zostawię. Strasznie mnie rozbawił.
Panie psycholog jak widzę brakuje argumentów zostanie atak na autora 🙂
@Francoszek
Czy w byciu homoseksualistą jest coś złego, że uznałeś to za atak?
Zgadzam się, że są sytuacje kiedy mężczyźni są dyskryminowani (przy opiece nad dziećmi po rozwodach, wieku emerytalnym, niemożnością wyrażania emocji itd), ale czy uważasz, że są dyskryminowani bardziej/częściej/mocniej od kobiet?
Kobiety w większości wypadków mają taryfę ulgową, a im bardziej na zachód popatrzymy, tym bardziej traktuje się je jak święte krowy (co nie pomaga ani im, ani mężczyznom, ani dzieciom). Do Polski otwarta wojna przeciwko męskości jeszcze co prawda nie dotarła, ale już widać jej symptomy (chociażby w prawie).
Poza tym mężczyźni nie powinni się poddawać emocjom, bo wtedy zachowują się jak kobiety 😉
Fabian, a w których monetach to kobiety są dyskryminowane/mają gorzej niż mężczyźni?
Jeśli się bardzo, ale to bardzo zastanowię, przychodzi mi do głowy jedynie rynek pracy (problemy gdy się planuje ciążę itd). Ale i to jest mocno naciągany przykład dyskryminacji.
Ja myślę, że jestem w stanie wymienić jeszcze sporo innych sytuacji, niemniej zastanawiam się, czy uważasz, że powinno się dążyć do likwidacji tych nierówności (po obu stronach)?
Musisz mi wymienić przynajmniej kilka z tych sytuacji, bo nie wiem, co chcesz likwidować 😉
Pytanie, jest do Ciebie, czy Ty chcesz likwidować nierówności z obu stron, czy przeciwnie i uważasz je za słuszne.
Dla przykładu nierówności to między innymi (z męskiej strony) dyskryminację w adopcji dzieci; niemożność wyrażania uczuć; nierówny czas przechodzenia na emeryturę; społeczne oczekiwanie, że mężczyzna będzie za wszytko płacił i utrzymywał rodzinę.
Z kobiecej strony mogę wymienić choćby dyskryminację w miejscach pracy (trudności ze znalezieniem pracy w wieku reprodukcyjnym; tak zwany szklany sufit, czyli nie wpuszczanie kobiet na wyższe stanowiska; nierówności płacowe nawet na tych samych stanowiskach), patrzenie na kobiety głównie przez wymiar estetyczny nie umiejętności i pozycji (np przy dyskusji o Brexicie premier Teresy May i pierwszej minister Szkocji Nicoli Sturgeon, zwracano uwagę głównie na ciało, nie przedmiot dyskusji [1]); nieprzystosowanie sprzętów pod potrzeby kobiety, a mężczyzn (np przy testach bezpieczeństwa samochodów używa się manekinów o rozmiarach męskich, co skutkuje 17% większą śmiertelnością kobiet w analogicznych wypadkach [2]).
[1] przepraszam za źródło, pierwsze, które wyskoczyło mi w google https://kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,21558689,premier-mowila-o-brexicie-ale-tabloid-zauwazyl-tylko-jej-nogi.html
[2] https://www.consumerreports.org/car-safety/crash-test-bias-how-male-focused-testing-puts-female-drivers-at-risk/
Niektóre „nierówności” podawane przez Ciebie nie są nierównościami, a niektóre są zgoła błędne i nieprawdziwe.
Gorsze traktowanie mężczyzn w sądach rodzinnych jest oczywiście złe i powinno ulec zmianie. Ale już tzw. niemożność wyrażania uczuć czy utrzymywanie rodziny to nie są nierówności. Wrażliwi faceci są obrazem swojej matki i tak naprawdę nie są prawdziwymi mężczyznami. Zaś utrzymywanie rodziny leży w męskich obowiązkach od zarania dziejów i żaden mężczyzna nie ma z tym problemu. Powiem więcej: chętnie dba o dzieci i żonę.
W przypadku kobiet „dyskryminacja” w miejscu pracy ze względu na macierzyństwo może nie jest fajna, ale za to jest całkowicie uzasadniona. Który szef chciałby zatrudnić pracownika i płacić za niego, mimo że nie pracuje? Dlatego moje zdanie jest takie, że kobiety chcące być matkami nie powinny pracować.
Co do szklanego sufity i tzw. mniejszych płac — bzdury. Nikt nie powstrzymuje kobiet przed zajmowaniem wyższych stanowisk. Kobietom po prostu na nich aż tak nie zależy.
Zaś mit o mniejszych zarobkach kobiet na tych samym stanowiskach już nieraz był obalany, więc nie powtarzajmy kłamstw. Pomyśl logicznie: jakby firmy mogły mniej płacić kobietom za tę samą pracę, wszyscy zatrudnialiby tylko i wyłącznie kobiety, bo ograniczaliby tym samym wydatki.
Co do patrzenia na urodę kobiet — co to za nierówność? Taką mamy naturę i nikt jej nie zmieni. Chcesz zacząć kastrować mężczyzn, czy co? 😉 Przykładu z tabloidu nie będę komentował, bo szkoda czasu na te głupoty.
Jeśli zaś chodzi o manekiny, to akurat ciekawa sprawa. I to jest nierówność, którą można zlikwidować w prosty sposób — wystarczy zaktualizować przeprowadzanie testów. Poza tym domyślny męski manekin „dyskryminuje” nie tylko kobiety, ale każdego mężczyznę, który jest wyższy, niższy, grubszy czy chudszy 😉
Podsumowując, tzw. „dyskryminacja” w wielu wypadkach jest tylko wymysłem, a w wielu wynika z naszej natury. Dlatego większość pseudoarchitektów społecznych powinno się dobrze zastanowić, zanim będą powtarzali kolejne bzdury na ten temat.
Uczciwe traktowanie ludzi — jak najbardziej. Szkoda że feministyczni myśliciele zwykle chcą być tymi równiejszymi. Poza tym mężczyzna i kobieta nigdy nie będą sobie równi (co to w ogóle znaczy?), a tym bardziej tacy sami.
Ok, czyli jak rozumiem uważasz, że zastany stan, w którym role społeczne determinowane są przez płeć biologiczną uważasz za dobry i nie wymagający rewizji.
Płeć zawsze wyznaczała rolę i zawsze będzie wyznaczać rolę. Żadne innowacyjne pomysły społeczne tego nie zmienią — a jeśli już, to z ogromna szkodą zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet.
Poza tym dzisiaj osiągnęliśmy już równość. Kobiety mają dokładnie te same prawa co mężczyźni (a nawet są równiejsze). Problem polega na tym, że istnieje grupa kobiet, które nie chcą się z tym pogodzić i na siłę wymyślają jakieś „dyskryminacje”.
Ok, czyli jak rozumiem jesteś zadowolony z określonych przez tysiąclecia ról społecznych, każda ma swoje wady oraz zalety i traktujesz to jako formę równości.
Wypisałem Ci wyżej dlaczego tzw. „walka o równość” opiera się w przeważającej większości na kłamstwach, a Ty widzisz tylko to, że nie chcę nic zmieniać?
Tradycyjne role społeczne utrzymały się przez tyle tysiącleci, bo działały i działają nadal. Nie zmieni tego kilka obrażonych feministek i zniewieściałych mężczyzn.
Kobiety zawsze będą robiły maślane oczy do silnych i władczych mężczyzn, a mężczyznom zawsze będą podobały się łagodne kobiety. I zgadnij co? Wszystkie badania wskazują, że dzieci wychowywane w tradycyjnych rodzinach radzą sobie o wiele lepiej od innych.
To skoro chcesz zmienić to co?
Chcę żeby mężczyźni wrócili do swojej prawdziwej natury i zaczęli wskazywać drogę kobietom i dzieciom 😉
Szanuję, choć nie popieram, bo uważam, że przynosi to więcej złego niż pożytku