Człowiek to istota wierząca. Nawet jeśli nie ma nic wspólnego z Bogiem, wierzy w coś, cokolwiek. Mogą to być idee górnolotne (miłość, dobro, prawda — czyli w gruncie rzeczy Bóg), idee naukowe (globalne ocieplenie, teoria ewolucji czy chociażby zbrodnicza pandemia), idee polityczno-społeczne (socjalizm, kapitalizm, demokracja, komunizm, etc.) albo zupełnie przyziemne (pieniądze, władza, życie dla rozrywki itd.).
Ale wierzy — zawsze i wszędzie.
My, jako ludzie, nie potrafimy inaczej. Nasze życie opiera się na wierze. A to, w co wierzymy, albo nas zbawia, albo wpędza wprost do piekła. Nie żadnego wyimaginowanego miejsca, gdzie czerwone diabełki dźgają po dupach widłami. Wielu (może nawet większość) ludzi ma piekło już tu — na ziemi.
Dlaczego o tym piszę? Spieszę z wyjaśnieniem.
Samobójstwo w Katowicach
W poniedziałek, 8 lutego 2021 roku, pewien mężczyzna włamał się na budowę katowickiego biurowca, wspiął się na żurawia… i spadł. Służby początkowo stawiały na wypadek, którego powodem była brawura lub głupota. Jednak już następnego dnia okazało się, że 24-letni poszkodowany prawdopodobnie był samobójcą.
Wcześniej wynajął pokój w pobliskim hotelu. Podobno pierwotnie chciał wyskoczyć stamtąd, ale okna w budynku od pewnej wysokości nie otwierają się. Dlatego mężczyzna spróbował z żurawiem.
Wedle dodatkowych informacji 24-latek leczył się psychiatrycznie. Ze szpitala wypisał się na własne żądanie.
Piszę o tym m.in. dlatego, że widzę ten plac budowy (miejsce zdarzenia) z okien mieszkania. Poza tym to nie jest pierwsze samobójstwo, które wydarzyło się blisko mnie.
Nie tak dawno temu mieszkałem na innym osiedlu. Wtedy z sąsiedniego bloku jakoś przed południem również wyskoczył mężczyzna. Szedłem właśnie na zajęcia (wtedy jeszcze studiowałem) i widziałem gapiów, którzy zbierali się przy zwłokach.
Pamiętam, że niektórzy głośno pytali: „jak człowiek może zrobić coś takiego?”
No właśnie — jak?
Mroki umysłu
Odpowiedź na to pytanie kryje się w wierze, od której rozpocząłem tekst. Obydwaj mężczyźni skoczyli, bo uwierzyli.
Uwierzyli w podszepty umysłu, który powtarzał im: „to już nie ma sensu, śmierć jest jedynym rozwiązaniem” albo „totalnie spierdoliłeś, już tego nie naprawisz” albo „jesteś skończonym przegrywem, najlepiej będzie, jeśli znikniesz” — itd. itp. Wiara w takie myśli sprowadziła emocje smutku, gniewu, żalu, strachu, bezradności…
Wiesz, o co chodzi.
Emocje zdominowały osąd, w efekcie czego samobójstwo naprawdę zaczęło wyglądać jak jedyne rozwiązanie.
Jednak wcale nim nie było.
Dlatego każdy, kto uwierzy w kłamstwo, żyje w nim. Można powiedzieć, że całe jego życie staje się kłamstwem.
Przeszłość już nie istnieje, przyszłość jeszcze nie istnieje, więc dlaczego nimi żyjesz?
Wyjaśnijmy to sobie na przykładzie. Siedzisz w domu na kanapie, za oknem jest ładna pogoda, wokół cisza. Nagle przychodzi ci do głowy myśl o jutrze, kiedy to czekają cię jakieś ważne zadania. Od razu pojawia się stres. Tym większy, im dłużej analizujesz, co może pójść nie tak. Idź tą drogą dalej, a prędzej czy później staniesz się kłębkiem nerwów.
Teraz wyobraź sobie, że do pokoju wchodzi ktoś trzeci. Co widzi?
Cisza, spokój, za oknem słońce — po prostu dzień jak co dzień. A na kanapie ty trzęsiesz się jak młot pneumatyczny, mimo że nie masz ku temu żadnego powodu. Dlaczego to robisz? Bo wierzysz w kłamstwo o fałszywej przyszłości, która jeszcze w ogóle nie istnieje!
Stresujesz się z powodu czegoś, czego nie ma. Czy to nie brzmi jak zalążek choroby psychicznej?
Myśl niekoniecznie musi dotyczyć fałszywej przyszłości. Sprawdzi się też wyolbrzymione wspomnienie o czymś, co wydarzyło się dawno temu. Niektórzy ludzie wciąż przeżywają sytuacje z przeszłości tak, jakby działy się tu i teraz.
A przeszłość — tak samo jak przyszłość — nie istnieje.
Masz jedynie teraz, w którym (zazwyczaj) panuje cisza i spokój. Dlatego diabelskie myśli najpierw muszą wyrwać cię z teraźniejszości, bo tylko w ten sposób wywołają emocjonalną reakcję.
Ten sam schemat działa w przypadku samobójców — fikcyjne „było” lub „będzie” przysłoniło im obraz tego, co jest.
Ty oraz myśli

Ktoś mógłby zapytać: dlaczego maltretujemy się własnymi myślami?
Otóż w pytaniu kryje się istotny błąd. Kto powiedział, że myśli należą do ciebie? Przywołujesz je po to, by znęcać się nad samym sobą? W takim razie cała populacja ludzka składa się z masochistów.
Nie. Tzw. „nasze” myśli nie są tak naprawdę nasze.
Więc czyje? — zapytasz.
Nawet naukowcy do dziś nie ustalili, skąd tak naprawdę biorą się myśli. Równie dobrze sam diabeł może ci szeptać do ucha ku własnej uciesze, a ty grzecznie wierzysz w każde jego słowo. W efekcie kończysz na skraju szaleństwa.
Bo czymże jest schizofrenia czy psychoza, jeśli nie wiarą w podszepty umysłu? (Ergo życiem we własnej głowie.)
Dlatego oddziel się od myśli.
Zatrzymaj na chwilę pęd dnia codziennego i zaobserwuj, jaki chaos panuje w twojej głowie. Patrz na pojawiające się myśli, jakby były programem telewizyjnym. Nie oceniaj ich, nie blokuj, tylko patrz. Szybko zrozumiesz, że nie ty je tworzysz.
Nasi biblijni przodkowie już o tym wiedzieli, o czym świadczy zapis „bierz wszystkie myśli w niewolę przed Bogiem” (może parafrazuję, ale sens zachowałem).
I nie chodzi tu o to, abyśmy w ogóle nie korzystali z rozumu. Nie ma nic złego w rozwiązywaniu problemów naukowych czy tworzeniu sztuki, kiedy wykorzystujemy umysł jako narzędzie. Nie o takim rozumieniu „myślenia” mówimy.
Chodzi o podszepty, które jednego dnia cię podbudowują, żeby kolejnego zrównać z ziemią. Jednego dnia wyzywają cię od najgorszych, by następnego wywyższać. W efekcie żyjesz na niekończącej się emocjonalnej kolejce górskiej. W najlepszym razie skończysz jak wrak emocjonalny, w najgorszym na antydepresantach lub z chorobą psychiczną.
Myśli kłamią. Zrozum to, a daję ci gwarancję — nigdy w życiu nie będziesz mieć depresji (ani problemów psychicznych).
Uważaj, w co wierzysz
Powyższe rozważania sprowadzają nas do finału w postaci następującej tezy: jako ludzie musimy bardzo uważać, w co wierzymy. Czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy niewolnikami naszej wiary.
Ktoś, kto wierzy w pieniądze, poświęci całe życie na kumulację majątku. Kto wierzy w zbrodniczą pandemię — będzie przeżarty strachem. Kto wierzy, że jest ofiarą — nigdy nie weźmie odpowiedzialności za siebie.
Itd. itp.
Jednak wiara w słuszność myśli jest najgorsza ze wszystkich.
Dlatego też ludzie obdarzeni wysokim poziomem inteligencji tak często mają problemy ze sobą. Bierze się to stąd, że mają ogromny kłopot z oddzieleniem siebie od umysłu. Żyją we własnej głowie, gdzie zawsze panuje mrok i rozbrzmiewa nieprzerwany potok myśli. Innymi słowy: są zbyt inteligentni dla własnego zdrowia (nie tylko psychicznego).
Wiem coś o tym, bo kiedyś żyłem podobnie.
Bynajmniej nie przyznaję sobie tytułu człowieka z wysokim poziomem inteligencji 😉, ale na pewno zaliczałem się do grona „yntelektualistów”. Na szczęście przekonałem się, że w intelekcie nie ma zbyt wiele mądrości. Ona tkwi w życiu — tym, które jest tu i teraz.
I tym optymistycznym akcentem zakończę moje dzisiejsze rozważania 🙂
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Obrazy wpisu autorstwa: Stefan Keller z Pixabay oraz Viajero z Pexels
Ka dy ma obowi zek troszczy si o swoje zdrowie i podejmowa leczenie. Ci, kt rzy troszcz si o chorych, powinni z wielk pilno ci wype nia swoje czynno ci i stosowa rodki, kt re uznaj za konieczne lub po yteczne. Normy zawarte w niniejszej Deklaracji s przenikni te g bokim pragnieniem s u enia cz owiekowi zgodnie z planem Stw rcy. Je li z jednej strony ycie nale y uwa a za dar Boga, to z drugiej strony mier jest nieunikniona. Jest wi c konieczne, aby my nie przyspieszaj c w aden spos b jej godziny mogli j przyj w pe ni wiadomi naszej odpowiedzialno ci i z godno ci . Chocia mier przynosi koniec naszemu ziemskiemu yciu, to jednak r wnocze nie otwiera wej cie do ycia nie miertelnego. Dlatego wszyscy ludzie powinni duchowo przygotowa si na to wydarzenie w wietle warto ci ludzkich, a chrze cijanie w jeszcze wi kszym – w wietle swojej wiary.
Wybacz, ale nie potrafię odszyfrować tego komentarza 😉
A szkoda, bo wydaje się ciekawy.