Ostatnio z ciekawości obejrzałem nagranie Sośnierza dyskutującego z losowymi przechodniami na temat tego, ile tak naprawdę jest płci (wrzucę film poniżej, jakby ktoś chciał sam zobaczyć).
Akurat tak się złożyło, że rozmawiał z samymi młodymi kobietami, z których 3 na 4 broniły różnych tożsamości płciowych argumentem w stylu “jeśli ktoś się tak czuje, powinniśmy z szacunku do niego to zaakceptować”.
Nie będę rozmontowywał tego stwierdzenia logicznie, bo — powiedzmy sobie szczerze — nie zniesie nawet wstępnej krytyki, a co dopiero pogłębionej.
Zwrócę jednak uwagę na coś innego. Warto bowiem zauważyć, że argument większości dyskutujących dziewczyn był typowo kobiecy:
- “Może to nie ma sensu, ale bądźmy uprzejmi.”
- “Nawet jeśli obiektywnie tak nie jest, po co mamy psuć komuś humor.”
- Tłumacząc z kobiecego na nasze, emocje są ważniejsze od rzeczywistości.
Tym oto sposobem docieramy do sedna sprawy.
Kobieca empatia jako broń masowej zagłady
Zacznijmy od prostej prawdy, do której współcześnie nikt nie chce się przyznać, a już na pewno nie nasze drogie panie. Otóż cała istota kobiety (mam tu na myśli zarówno organizm, jak i psychikę) jest przystosowana do rodzenia dzieci i opieki nad nimi.
Cykl menstruacyjny, emocje, większa wrażliwość, a nawet czerpanie zysków z bycia w ciąży (1) — wszystko w kobiecie powstało z myślą o dziecku.
My skupimy się jednak na pogłębionej wrażliwości, która sama w sobie nie jest niczym złym. To konieczne narzędzie, bez którego matce trudno byłoby zajmować się niemowlakiem, bo nie potrafiłaby reagować na drobne zmiany w jego samopoczuciu.
Jednak co w sytuacji, kiedy niemowlaka nie ma? Co dzieje się z tą nadbudówką emocjonalną, która tkwi w każdej kobiecie? Przecież potrzeba opiekowania się kimś, czyli wykorzystania narzędzia, jakim jest większa wrażliwość, nie zniknie tylko dlatego, że jakaś typiara nie chce mieć dzieci.
Wręcz przeciwnie. W takiej sytuacji rozpoczyna się proces przenoszenia matczynych uczuć gdzie indziej.
Dla bezdzietnej kobiety wszystko i wszyscy mogą być zastępczymi dziećmi. Psy, koty czy inne zwierzęta, rośliny, “biedni” imigranci, o których ostatnio robi się coraz głośniej, czy nawet “prześladowani” zboczeńcy i wariaci.
W ten sposób zrobiliśmy pełne koło i wróciliśmy do tematu rozmów Sośnierza z młodymi kobietami.
Żadna z nich zastanawia się, czy te wszystkie płcie są prawdziwe. Zamiast tego współczują zagubionym ludziom i wariatom, którym wydaje się, że są kimś innym, niż w rzeczywistości. Empatia stanowi tutaj barierę zabraniającą kobiecie wchodzić w konfrontację z wierzeniami zboczeńców.
W końcu wmawia się nam, że zboczeńcy są “ofiarami złego społeczeństwa”. Dlatego kobieta, która musi gdzieś przerzucać swoje matczyne uczucia, będzie ich broniła — czasami nawet agresywnie.
Tak samo jak agresywna potrafi być matka, gdy chroni swoje dzieci.
Oczywiście zboczeńcy to tylko przykład. Kobiety potrafią równie zajadle bronić zwierząt (nawet takich, które stanowią zagrożenie dla ludzi). To samo tyczy się “biednych i potrzebujących pomocy” migrantów, innych kobiet czy kogokolwiek, komu przykleimy łatkę ofiary.
Innymi słowy, kobieca empatia jest wykorzystywana przez propagandystów do niszczenia całych społeczeństw.
Na koniec powtórzę jeszcze raz, że wspomniana wrażliwość sama w sobie nie jest problemem. Jednak staje się nim w sytuacji, gdy stawiamy ją ponad rozumem — a właśnie to dzieje się w dzisiejszych czasach.
Współczesny terror emocji jest na tyle silny, że nawet mężczyźni zaczynają czuć, zamiast myśleć. Taki stan rzeczy rodzi jeszcze poważniejsze problemy.
Dlaczego? Ponieważ kobiecie można do pewnego stopnia wybaczyć naiwność, ale mężczyzna nie może być naiwny. Jako głowa rodziny musi zachować ostrożność i używać rozumu, nawet gdy okazuje miłosierdzie. Inaczej rozbuchane emocje kobiety doprowadziłyby każdy dom do ruiny.
Nagranie dyskusji
Poniżej zamieszczam nagranie dyskusji dla tych, którzy chcieliby sami zobaczyć.
Podsumowanie
Jaka może być puenta tego tekstu? Chyba tylko taka: Drodzy mężczyźni, weźcie te baby do domu i zróbcie im całą gromadkę dzieci 😉
Może wtedy, gdy kobiety będą miały zajęcie odpowiadające ich naturze, przestanie odbijać im palma. Przynajmniej tym, które da się jeszcze odratować. Do wariatek bym się nie zbliżał, szkoda czasu i szkoda dzieci.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Zdjęcie wpisu autorstwa Tsvetoslav Hristov z Unsplash
Swoją drogą, gdy tak sobie patrzę na tę dziewczynę z miniaturki filmu, jest mi jej szczerze szkoda. Jest młoda i nawet mogłaby być ładna, ale już na pierwszy rzut oka widać, że to zagubiony i nieszczęśliwy człowiek.
Jakby to była moja córka, winiłbym sam siebie, że zawiodłem jako ojciec.
Takie dodatkowe przemyślenie w komentarzu, bo nie chce już przerabiać tekstu głównego.