W przestrzeni relacji męsko-damskich istnieje wiele problemów. Nawet bardzo wiele problemów.
Jeśli jednak miałbym wskazać na jedne z najpoważniejszych, fundamentalnych przeszkód stojących na drodze do dobrego życia (zarówno jednostkowego, jak i rodzinnego — czy szerzej — społecznego), byłyby nimi kobieca pycha i męskie tchórzostwo.
Dwa grzechy główne. Po jednym dla każdej płci.
Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale destrukcyjny wpływ kobiecej pychy i męskiego tchórzostwa na współczesną strukturę społeczną jest ogromny. Dlatego w artykule przyjrzymy się tematowi bliżej i poszukamy możliwego rozwiązania problemu.
Kobieca pycha
Zacznę od nawiązania do chrześcijaństwa.
W Pierwszym Liście do Tymoteusza czytamy, że to nie Adam został zwiedziony w ogrodzie, tylko Ewa. Jest to także jeden z argumentów za tym, że kobieta nie może mieć autorytetu ponad mężczyzną, ani być starszą, pastorem czy kaznodzieją.
Jak to się ma do kobiecej pychy?
Tak, że wąż uderzał właśnie w struny żeńskiej arogancji, kiedy przemawiał do Ewy. Obiecał jej nie tylko wiedzę i niezależność, ale także równość względem Boga i (co za tym idzie) męża. Czy to ci czegoś nie przypomina? Czy to nie brzmi jak nasz “kochany”, nowożytny feminizm?
Siła kobiet. Wyzwolenie kobiet. Nie ma niczego w działalności męskiej, czego kobieta nie zrobiłaby lepiej. Mężczyźni i kobiety niczym się nie różnią.
I tak dalej, i tak dalej…
Wszystko to są hasła feministyczne. Co więcej, każde z nich jest podszyte niekontrolowaną pychą, która w skrajnych przypadkach prowadzi do kompletnych absurdów. Znamy przecież wypowiedzi rodzimej pani “profesor” zarzekającej się, że nie ma fizycznych różnic między płciami.
Ale jest coś jeszcze.
Niekontrolowana pycha kobiet wynika z zazdrości wobec mężczyzn, a dokładniej: wobec męskiego autorytetu, który pochodzi od Boga. Widać to chociażby po tym, że feminizm w żaden sposób nie wychwala kobiecości. Zamiast tego każe kobietom wchodzić w przestrzeń męską i udowadniać przebrzydłym facetom, że kobiety są lepsze w byciu mężczyznami od mężczyzn.
Co prawda odcieni kobiecej pychy może być więcej, ale w niemal każdym przypadku dotyczy ona dominacji nad mężczyznami lub ich upodlenia. Już tłumaczę, co mam na myśli.
Pycha wynikająca z piękna
Raczej nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że kobieca pycha bardzo często jest związana z pięknem. Skąd bierze się ten fenomen? Stąd, że piękno jest wyjątkowo skutecznym narzędziem w arsenale kobiety, jeśli chodzi o kontrolowanie mężczyzn.
Niejedna kobieta w swoim wyrachowaniu postępuje zgodnie z ideą:
Jestem piękna. Mam ładne ciało. Mogę sprawić, by mężczyźni na mnie patrzyli i spełniali moje zachcianki.
Najbardziej jaskrawym przejawem pychy związanej z pięknem jest znana większości strona OnlyFans. Można by powiedzieć, że na jej serwerach trwa międzynarodowy, kobiecy konkurs uwodzenia i wyciskania życia/pieniędzy z facetów. Najlepsze zawodniczki potrafią całkiem nieźle z tego wyżyć dzięki władzy, którą poprzez żądzę sprawują nad spermiarzami.
Jednak OnlyFans to jednocześnie ucieleśnienie przysłowia: pycha kroczy przed upadkiem. Jakby nie było, życie internetowej prostytutki bardzo często wiąże się z szeregiem nieprzyjemnych konsekwencji. Szczególnie wtedy, gdy przyjdzie jej ochota na założenie rodziny.
Innymi słowy: porzućcie wszelką nadzieję wy, drogie panie, które wstępujecie na tę ścieżkę.
Należałoby też zaznaczyć, że pycha wynikająca z piękna bywa o wiele bardziej subtelna. Może przybierać formę kochanki, która zwodzi mężczyznę na manowce. Albo wyzywającego stroju, który zwraca uwagę i tanim kosztem podbudowuje kobiece ego. A także dziewczyny, narzeczonej lub żony, która “dostępem” do swojego piękna wymusza na mężczyźnie pewne zachowania.
Zapewne zdążyłeś już zauważyć, że w każdym z powyższych przypadków kobieca pycha posługuje się pięknem, aby przejąć kontrolę, zdominować, a w szczególnych przypadkach nawet upodlić faceta.
Widzę tutaj pewne podobieństwo do dawnych kultów poświęconych boginiom płodności. Kobieta pyszni się swoim pięknem, ponieważ dzięki niemu dziesiątki mężczyzn padają przed nią na kolana. Biją pokłony. Oddają swoje pieniądze. A jakby tego było mało, zostawiają na ołtarzu takiej bogini również godność.
Tym oto sposobem kobieta może stać się uwspółcześnioną wersją dawnej bogini płodności.
Pycha wynikająca z władzy
Nie wszystkie kobiety zostały obdarzone pięknem. Inne samodzielnie się go pozbawiły tyciem czy odmiennymi formami samookaleczania.
Są też takie kobiety, które zamiast uwodzenia mężczyzn pięknem preferują bardziej wyrafinowane rozwiązania.
Czym wtedy posługuje się kobieca pycha, aby zadowolić ego? Tym, o czym już wspominaliśmy przy nawiązaniu do feminizmu — osiągnięciami z męskiego świata. Innymi słowy, kobiety wchodzą między mężczyzn i starają się udowadniać, że o wiele lepiej sobie radzą.
Wszyscy słyszeliśmy hasła: “kobiety prześcigają mężczyzn”, “mężczyźni mają coraz większy problem, żeby nadążyć za kobietami”, “kobiety wypadają lepiej w tym, tamtym i owamtym…”
Mógłbym tutaj kąśliwie napomknąć, że jeśli ktoś nie ma naturalnego autorytetu, stara się go zastąpić autorytetem sztucznym.
Stąd całe rzesze kobiet, które robią 3 licencjaty, 5 magisterek i 15 doktoratów. Albo pną się po szczeblach kariery i przeskakują kolejnych mężczyzn. Tylko po to, żeby finalnie wylądować na kozetce u psychologa i łykać antydepresanty.
Oczywiście żartuję, ale czy na pewno? 😉
Wiadomo, że na końcu tej szaleńczej pogoni za osiągnięciami może stać realna władza. Pozycja społeczna (polityczna lub firmowa), która pozwoli kobiecie rozkazywać mężczyznom, co wydaje się bardzo atrakcyjne dla żeńskiego ego.
Jednak to nie wszystko.
Skromniejszym przejawem pychy tego typu jest sposób myślenia większości dzisiejszych kobiet. Chodzi oczywiście o znamienne: Nie będę zależna od mężczyzny/męża (dlatego — o ironio —pójdę do pracy tyrać dla innego mężczyzny).
Właśnie na tym polega postawa w stylu: Popatrz, co mogę osiągnąć i załatwić. Wynika ona z pychy, która każe kobiecie rywalizować z mężczyznami. W drugą stronę to nie działa. Z jednego prostego powodu — mężczyźni nie widzą w kobietach przeciwników.
Pycha wynikająca z przewagi werbalnej
Zdarza się też, że kobieca pycha dotyczy biegłości werbalnej:
Mogę go zagadać na śmierć. Moje argumenty są zawsze lepsze, przez co on nie ma na nie dobrych odpowiedzi.
Postawa tego typu jest bardzo często spotykana w związkach. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio widziałeś, jak żona/dziewczyna nadaje 24/7, a facet nie może wtrącić ani słowa. Albo kiedy podczas kłótni ona potrafi zakrzyczeć go na amen.
W takich sytuacjach kobiecie nie są nawet potrzebne realne argumenty. Wystarczy, że potrafi maszynowo wypluwać z siebie kolejne słowa, którymi stłamsi męża.
Nieraz ten słowotok jest uzbrojony w całą serię przytyków personalnych i trwa tak długo, aż facet w końcu odpuści.
Kobieca pycha karmi się takimi sytuacjami, bo “znowu usadziła tego nieporadnego chłopa na miejscu”.
Tutaj (niestety) należy zaznaczyć, że opisana wyżej taktyka jest bardzo skuteczna. Większość mężczyzn w konfrontacji z kobiecą wścieklizną woli ustąpić. Ustępują tak długo, aż w końcu są sprowadzeni do narożnika. Tam spędzają całą resztę małżeństwa, bojąc się cokolwiek zrobić bez zezwolenia żony.
Męskie tchórzostwo
Wróćmy na chwilę do Adama i Ewy. Bo jeśli Adam nie został zwiedziony (a Biblia mówi, że nie został), dlaczego przyjął ofertę swojej żony? Przecież wiedział, co się stało. Widział i rozumiał, że Ewa właśnie okazała nieposłuszeństwo Bogu.
Dlaczego więc wziął owoc? Dlaczego go zjadł?
Dlaczego zrobił to, zamiast walczyć z wężem…
Zamiast bronić swojej żony…
Zamiast jej przerwać i zaprowadzić wprost do Boga (nawet jeśli już zgrzeszyła) i oferować siebie w zamian za nią…
Nie zdecydował się na żadną z tych wiernych dróg. Zamiast nich wybrał tchórzostwo.
Co prawda patrząc na to z perspektywy ludzkiej, można by stwierdzić, że w jego zachowaniu było trochę tragicznej wielkości. Adam mógł przecież pomyśleć: Nic się nie da zrobić. Ona już zjadła. Jeśli więc ma umrzeć, umrę razem z nią.
Coś w rodzaju Romea i Julii.
Jednak nie zmienia to faktu, że nadal mówimy o tchórzostwie. Zamiast wybrać trudną, ale słuszną drogę, Adam poszedł na łatwiznę. Stwierdził: No dobra, skoro już to zrobiłaś, żono, niech będzie. Zgodził się na jej grzech, zamiast kategorycznie i po męsku stwierdzić: Nie, nie będziemy szli tą drogą.
Co gorsza, tchórzostwo Adama otrzymali w spadku wszyscy jego synowie.
Po dziś dzień mężowie i ojcowie, którzy nie chronią i nie korygują swoich żon i córek, kroczą tą samą ścieżką, co ich praojciec. We współczesnej kulturze widać jak na dłoni, że świat jest opanowany przez męski strach przed kobiecym grzechem, a szczególnie kobiecą pychą.
Żeby każdy lepiej zrozumiał, o czym mówię, zadajmy sobie kilka pytań:
- Jak przeciętny współczesny mężczyzna reaguje, gdy jego żona chce iść na imprezę sama z koleżankami?
- Jak reaguje, gdy żona (albo córka) ubiera się zbyt wyzywająco?
- Gdy żona za bardzo niańczy dzieci albo wyżywa się na nich emocjonalnie?
- Gdy atakuje go bezpośrednio lub podważa jego autorytet?
- Albo chce poświęcić obowiązki domowe, żeby “realizować się zawodowo”?
- Czy też proponuje cokolwiek innego, co w finalnym rozrachunku szkodliwie odbiłoby się na rodzinie?
Jak mężczyzna (mąż i ojciec) reaguje?
Podpowiem, że w każdym przypadku odpowiedź brzmi tak samo. Przeciętny mężczyzna zawsze usuwa się w cień, gdy konieczna jest konfrontacja z kobietą.
Skąd bierze się męski strach?
Już kilkukrotnie pisałem o męskim strachu przed kobietami i nieraz spotykałem się ze stwierdzeniem, że to nieprawda. Że mężczyźni wcale nie boją się kobiet.
Szczerze mówiąc, trochę mnie to dziwi. Tak sobie myślę, że jeśli ktoś nie zauważa męskiego strachu przed kobietami, jest wyjątkowo mało spostrzegawczy.
Ale skoro tak się sprawy mają, należałoby tę kwestię bliżej wyjaśnić.
Mężczyźni nie boją się kobiet w sposób fizyczny (w sensie takim, że kobiety mogłyby zrobić im krzywdę). Jakby nie było, mężczyzna jest większy i silniejszy, więc co taka drobna istotka jak kobieta może mu zrobić, prawda? Musiałaby go napaść z zaskoczenia, najlepiej z bronią w ręku, żeby mieć jakiekolwiek szanse.
Dlatego oczywistym jest, że w męskim strachu przed kobietami nie o to chodzi.
Więc o co? — Ktoś mógłby zapytać.
Już spieszę z odpowiedzią. Męski strach przed kobietami ma 3 podstawowe formy:
- strach przed stratą,
- strach przed odrzuceniem,
- strach przed kobiecą arogancją/pychą.
Strach przed stratą
Strach przed stratą jest obawą wynikającą z chciwości. Co przez to rozumiem? Że mężczyzna boi się utraty dostępu do czegoś, na co liczy, czyli — w przypadku kobiety — do seksu.
Niczym się to nie różni od bycia przesadnie uprzejmym wobec bogatego znajomego lub członka rodziny w nadziei, że podzieli się częścią swojego bogactwa. Chodzi się wokół takiego człowieka na palcach w obawie, że można go czymś urazić.
Interesowny mężczyzna też boi się, że może kobietę czymś urazić, co w efekcie zamknęłoby przed nim dostęp do jej seksualności.
To bardzo silny i popularny lęk, bowiem większość mężczyzn jest zniewolonych przez własne żądze. Dlatego wielbią kobiety niczym boginie płodności, o czym wspominaliśmy już pod kątem kobiecej pychy.
Schemat jest tutaj bardzo prosty. Kiedy chcesz (lub potrzebujesz) czegoś od drugiego człowieka, istnieją tylko 3 logiczne wyjścia, aby to zdobyć. Możesz to:
- kupić,
- wyprosić,
- wziąć siłą/ukraść.
W przypadku kupowania i brania siłą wiadomo, o co chodzi.
Natomiast wyproszenie czegoś niejednokrotnie wiąże się z upadlaniem samego siebie, bo za każdym razem musisz dostosowywać się do drugiej osoby. Od początku stawiasz się na przegranej pozycji, ponieważ wartościowa dla ciebie rzecz pozostaje po stronie kobiety.
Pozycja jest tym bardziej przegrana, że w relacjach męsko-damskich płaszczenie się przed dziewczyną prędzej czy później przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego.
Kobieta nigdy nie będzie chciała być ze swoim „fanem”, jeśli gdzieś obok kręci się mężczyzna z charakterem, który — jeśli już się przed kimś kłania — robi to przed Bogiem, a nie przed nią. Powód jest prozaiczny: taki mężczyzna reprezentuje sobą jakąś wartość, czego nie można powiedzieć o tchórzu skamlącym o seks.
Strach przed odrzuceniem
Strach przed odrzuceniem jest bardzo podobny do strachu przed stratą. Jednak różnica polega na tym, że w tutaj nie zawsze chodzi o seks.
O strachu przed odrzuceniem mówimy w przypadku lęku, którego doświadcza mężczyzna już będący w związku, ale bojący się, że kobieta go zostawi.
Albo młody chłopak, który boi się zagadać do dziewczyny z obawy przed tym, że da mu kosza.
Nieważne, jaka byłaby sytuacja, strach przed odrzuceniem zawsze wiąże się ze stawianiem kobiety na piedestale. Pomyśl tylko. To całkiem logiczne, że jeśli dziewczyna jest dla ciebie najwyższą wartością, jej utrata będzie (w twoim mniemaniu) najgorszą rzeczą na świecie.
Dlatego strach przed odrzuceniem też robi się bardzo popularny, ponieważ coraz więcej mężczyzn uzależnia swoje szczęście od bycia z kobietą.
Już kiedyś o tym pisałem, ale przypomnę dla utrwalenia:
Przegryw, który znajdzie sobie dziewczynę, nadal jest przegrywem, tylko w związku.
Dlatego jeżeli chcesz mieć jakąkolwiek szansę na bycie przywódcą rodziny i trwałą, udaną relację z kobietą, nie możesz jej traktować jak największej wartości w swoim życiu. Ta pozycja powinna należeć tylko i wyłącznie do Boga.
Strach przed kobiecą arogancją/pychą
Tym oto sposobem docieramy do sedna sprawy. Podobnie jak Adam, który wystraszył się kobiecej pychy w raju, współcześni mężczyźni boją się kobiecej pychy na ziemi.
W efekcie za każdym razem, gdy muszą się z nią skonfrontować, ustępują.
Na ich zachowanie po części wpływają lęki, które opisaliśmy wcześniej. Jednak nie są one głównym powodem męskiego tchórzostwa. Źródło problemu leży bowiem gdzie indziej.
Główny powód męskiej słabości bierze się stąd, że mężczyźni dają się uwodzić złu. Co przez to rozumiem?
Weźmy za przykład aborcję — prawdopodobnie najjaskrawszy przejaw kobiecej pychy i arogancji. W końcu mówimy tutaj o chęci decydowania, które dziecko może żyć, a które ma pecha i żyć nie będzie.
Nieważne, z jakiej strony na to patrzymy, pomysł jest obrzydliwy i wyjęty z najniższych kręgów piekła.
Oczywiście istnieją mężczyźni równie źli, którzy to popierają. Ale są też tacy, którzy widzą nikczemność aborcji, ale boją się stanąć na drodze aroganckim kobietom. Część z nich daje się nawet uwodzić kobiecym argumentom — nie dlatego, żeby były sensowne, tylko we własnym interesie.
W końcu możliwość zamordowania dziecka jest na rękę facetowi, który nie chce brać za nic odpowiedzialności.
Innym przykładem zła, któremu dają się uwodzić mężczyźni, są wszystkie odmiany pornografii. Mówię tutaj zarówno o filmach, jak i OF, innych roznegliżowanych zdjęciach czy nawet kobietach chodzących półnago po ulicy czy sypiających z kim popadnie.
Mężczyźni doskonale wiedzą, że każda z tych rzeczy jest zła. Czemu tak uważam? Bo żaden z nich by nie chciał, żeby jego dziewczyna, żona czy córka zachowywała się w ten sposób.
Dlaczego więc godzą się pornografię w wykonaniu innych kobiet?
Odpowiedź jest prosta, ale nieprzychylna dla nas, panowie. Podobnie jak w przypadku aborcji, mężczyźni widzą w pornografii własny interes. W tym przypadku chodzi oczywiście o zaspokojenie swych żądz i egoistyczną przyjemność.
Podsumowując, mężczyźni boją się stanąć na drodze kobiecej arogancji, bo skrycie pociąga ich grzech/zło, które ta arogancja ze sobą niesie.
Do całości moglibyśmy dodać jeszcze fakt, że coraz więcej mężczyzn to maminsynki. Nigdy nie wydostali się spod wpływu kobiecego ducha. Nie przeszli koniecznej drogi “z domu matki do domu ojca”. W efekcie stają się dorosłymi chłopcami, którzy z powodu nieoderwanej pępowiny mają miłosno-nienawistną relację z każdą kobietą.
Każda kobieta, z którą się wiążą, staje się dla nich zastępczą matką. Dlatego nie potrafią się jej postawić, tak jak nie potrafili postawić się matce rzeczywistej.
Podsumowanie
Jak w takim razie mężczyźni powinni postępować?
Mogą wziąć przykład chociażby z króla Asy, którego własna babka (pełniąca wtedy rolę królowej-matki) zwróciła się w stronę pogańskich wierzeń. Co wtedy zrobił Asa? Zniszczył posąg fałszywego bożka i odebrał babce tytuł królewski.
W dzisiejszych czasach też mamy fałszywych bożków — i to wielu. Jednym z nich (przynajmniej dla mężczyzn) stała się kobieta.
Dlatego nadeszła najwyższa pora, aby strzaskać ołtarz fałszywej bogini. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla ciebie.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.