W prasie co i rusz można natknąć się na tematy poświęcone męskości, gdzie samozwańczy eksperci próbują wyjaśnić tzw. „upadek mężczyzn”. Czasem robią to z litościwą manierą ludzi chcących pomóc, czasem z dumą i wyższością, jakby czekali na to od wieków (tak dzieje się najczęściej wtedy, gdy głos zabierają sfrustrowane kobiety, skrycie nienawidzące mężczyzn).
My postaramy się spojrzeć na sprawę obiektywnie. Co takiego dzieje się z mężczyznami, że tak często wytyka się im słabość? Czym dzisiejszy facet różni się od tego, który żył dawniej? Jak to lubią mówić kobiety: „gdzie ci prawdziwi mężczyźni”?
Poniżej zebrałem kilka problemów, które w szczególnie negatywny sposób wpływają na stan dzisiejszych mężczyzn. Może któryś będzie z wami szczególnie rezonował i dzięki temu zrozumiecie, co trzeba zrobić.
1 Brak dobrego przykładu i oderwanie od własnej męskości
Nauka męskości zaczyna się w domu. Nieraz już pisałem, że ojciec – czy tego chcemy, czy nie – jest pierwszym i najważniejszym przykładem męskości dla każdego chłopca. Jest nim nawet wtedy, gdy syn szczerze go nienawidzi i robi wszystko, by być innym niż tata. Ba – często właśnie wtedy najbardziej się do ojca upodabnia.
Dlatego tata, nie będąc dobrym przykładem bycia mężczyzną, już na starcie skazuje syna na porażkę. Upadek mężczyzn zaczyna się w momencie, kiedy dorastający chłopak ma słaby kontakt z ojcem, nie ma go w ogóle, albo oddala się od taty, utrzymując zbyt silną więź z matką. Nie da się tego przeskoczyć – żeby być mężczyzną, prawdziwym mężczyzną, nie można chować urazy wobec własnego taty.
Dlaczego to takie ważne? Ojciec przez większość naszego młodego życia jest ikoną męskości; jest obrazem, wedle którego mierzymy nie tylko innych mężczyzn, ale samą męskość. Jeśli nie cierpimy, nienawidzimy albo mamy żal do własnego ojca (np. za to, że nie było go w naszym życiu), to tym samym mamy żal do idei męskości. Nie ufamy jej, traktujemy jako coś złego. A będąc mężczyzną, który ma problem z męskością, to skazywanie siebie samego na cierpienie przez całe życie. Nienawidzić idei męskości to dla mężczyzny to samo, co nienawidzić siebie.
Tutaj mają źródło wszystkie pozostałe problemy: używki, uzależnienia, apatia, lenistwo, brak ambicji, niechęć do działania, uganianie się za kobietami, itd., itp. – to tylko wiele dróg, którymi próbujemy zabić w sobie pustkę po wyrwanej męskości. Nie trzeba dodawać, że żadna z nich nie przyniesie trwałej ulgi.
Tylko wybaczenie własnemu ojcu i powrót do niego potrafi wyleczyć tę ranę. (O tym, jak ważna jest rola ojca w życiu syna i córki, pisałem więcej tutaj.)
2 Społeczne wyrzucanie mężczyzn za margines
Bezpośrednim następstwem braku zaufania do męskości jest społeczna obojętność, a nawet agresja wobec niej. Upadek mężczyzn, tak bardzo nagłaśniany w zachodnich społeczeństwach, jest wynikiem działalności tych społeczeństw, a ta zaczyna się na poziomie pojedynczych rodzin.
Wpieranie w mediach każdego działania podejmowanego przez kobiety, a także trwające od co najmniej dwudziestu lat wywyższanie ich ponad wszelki zdrowy rozsądek (teraz dochodzą do tego mniejszości seksualne), okupione jest pozostawianiem mężczyzn w cieniu. Osiągnięcia męskiej płci bardzo często są ignorowane albo traktowane jako coś mało interesującego (no, chyba że są to osiągnięcia na rzecz kobiet). Ogólnie rzecz biorąc społecznie oczekuje się, żeby mężczyźni jakoś sobie poradzili bez jednego słowa wsparcia, kiedy to kobiety trzeba cały czas motywować.
W efekcie otrzymujemy jeden z największych wskaźników samobójstw w gronie mężczyzn, jaki widział współczesny świat. To smutne, ale trudno powiedzieć, żeby kogokolwiek dziwiło – młodzi chłopcy najpierw tracą kontakt z ojcem i swoją męskością, przez co skrycie sami w siebie wątpią, a później dorastają do świata, który otwarcie mówi, że ich nie chce. Bo przecież to kobiety trzeba wspierać, a nie mężczyzn. Efekty widzimy sami, a jeśli nic się nie zmieni, będzie jeszcze gorzej.
Mężczyzna żyjący w zgodzie ze swoją męskością potrafiłby sobie z tym poradzić, ale chłopcy mający wątpliwości, a nawet czujący niechęć do swojej natury, są tylko bardziej przytłaczani tym, co widzą na co dzień.
3 Poszukiwanie akceptacji u kobiet
Naturalnym następstwem tego, o czym pisałem wcześniej, jest zwracanie się do kobiet w poszukiwaniu własnej wartości. Robią to mężczyźni niepewni męskości. Bardzo często można usłyszeć z ich ust, że „muszą sobie udowodnić swoją męskość”, a ich filozofia szybko przybiera obraz: im więcej kobiet udało mi się zaciągnąć do łóżka, tym lepszym mężczyzną jestem. Miałoby to rację bytu, jeśli sprowadzilibyśmy ludzkość do poziomu trochę bardziej rozgarniętych zwierząt, ale – jak już gdzieś wspominałem – ja bynajmniej zwierzęciem się nie czuję.
Jeszcze inni wynoszą poszukiwanie swojej wartości u kobiet na wyższy poziom i stają się ich „przyjaciółmi”. Nie chodzi mi tu o popularny „friendzone”, tylko mężczyzn, którzy poświęcili życie temu, by kobiety ich lubiły, ceniły, by w oczach kobiet wyglądali na kogoś interesującego. Jest to próba dogodzenia tzw. „wielkiej matce”, o której możemy poczytać w psychoanalizie. Problem polega na tym, że – tak jak innym kobietom – nie da się jej dogodzić (co przyzna każdy chłop, który próbował, chociażby z żoną). Tego typu mężczyzna poświęca życie służbie bogini, która prędzej czy później go pożre.
Ciągłe zadowalanie bogini kończy się tym, że mężczyzna w końcu zostanie pożarty.
Obydwie opisane powyżej drogi sprowadzają się do jednego – poszukiwania miłości u kobiet. Mężczyzna oderwany od ojca i przywiązany do matki, wychodząc w świat, ciągle próbuje znaleźć kobietę, która choćby w przybliżeniu dostarczy mu uczucia, które wiązał z mamą. Niektórzy nawet porzucają te poszukiwania i zostają z prawdziwą matką (ci będą mieli całe życie, żeby zrozumieć, na jakie cierpienia się skazali). Jednak w obydwu wypadkach mamy do czynienia z niezdrową, miłosno-nienawistną relacją, od której mężczyzna zwyczajnie się uzależnia.
To jest prawdziwy upadek mężczyzn – mężczyźni szukający miłości i akceptacji u kobiet. Oni jeszcze nie wiedzą, że kobieta nie ma do zaoferowania miłości; nie takiej, jakiej chcieliby ci „dorośli chłopcy”. Jedyne, co może zaofiarować płeć piękna, to emocjonalną formę miłości, przywiązanie, które znika w momencie opadnięcia pierwotnego haju.
Dawniej było odwrotnie – to kobiety szukały miłości i akceptacji wśród mężczyzn. Mężczyzna był i nadal powinien być liderem, zarówno w związku, jak i później, w założonej rodzinie (o czym więcej tutaj). To także od niego pochodzi miłość, ta prawdziwa, nie skażona pożądaniem i emocjami, ta, której z takim głodem poszukują kobiety.
Jednak mężczyzna tylko wtedy jest w stanie ją zaoferować, kiedy na powrót pogodzi się z własną męskością.
4 Zabójcza emocjonalność
Może jeszcze tego nie słyszeliście, ale każdy mężczyzna, który nie radzi sobie z emocjami, jest kobietą. I to ułomną, bo dużo brzydszą od reprezentantek płci pięknej. Wiem, że ta teza sugeruje coś zupełnie innego, niż uczą nas dzisiaj: o uwalnianiu emocji, przeżywaniu ich, dawaniu się im porwać. A już szczególnie wobec tej, która mówi, że wiele problemów mężczyzn wynika z ich zbyt dużego temperowania uczuć.
To teorie kobiet i zniewieściałych mężczyzn, którzy za grosz nie wiedzą, czym jest męska natura. Otóż – mózg mężczyzny zbudowany jest w sposób, który automatycznie czyni go mniej podatnym na emocje. Czy to źle? Jeśli uznamy, że w emocjach podejmuje się wyjątkowo głupie decyzje, a większość emocjonalnych mężczyzn kończy w więzieniu albo z szeregiem uzależnień, to chyba możemy stwierdzić, że nie.
Emocjonalni mężczyźni to wytwór zbyt bliskich kontaktów z kobietami i próby upodobnienia się do nich, wespół ze zbyt długim oderwaniem od własnej męskości. Wystarczyłby jeden „męski” mężczyzna (w domyśle powinien nim być ojciec) w życiu młodego chłopca, żeby pokazać mu, że droga emocji nie jest drogą mężczyzny. Powiem więcej: emocjonalny mężczyzna to słaby mężczyzna. Męska natura to logika, a emocje, jeśli już się pojawiają, to służą rozumowi – nie na odwrót.
Dorastającego chłopca nie nauczy tego matka, nie nauczą go również kobiety, u których szuka miłości ani koledzy, równie nieświadomi, jak on sam. Jeśli nie miał okazji poznać prawdziwej męskiej natury, odnajdzie ją w różnego typu pseudomęskościach (agresja, przemoc, seks, arogancja), nie wiedząc nawet, że w ten sposób staje się parodią – dziwną mieszanką kobiety i mężczyzny.
Upadek mężczyzn i jego efekty
Dzisiejszy świat stanął na głowie, płcie coraz częściej zamieniają się rolami i ani kobieta, ani mężczyzna nie są z tego powodu szczęśliwi. Jeśli ktoś uważa inaczej, może zaznajomić się ze statystykami, jednoznacznie wskazującymi wzrosty: w liczbie uzależnień, liczbie przepisywanych antydepresantów i wspomnianych już, coraz liczniejszych samobójstwach.
Mężczyźni od zawsze był światłem, za którym podążały kobiety, a teraz ci sami mężczyźni boją się nawet odezwać, żeby dziewczyny/narzeczonej/żony nie urazić. Upadek mężczyzn to jednocześnie upadek kobiet, a ponadto także społeczeństw i całej kultury zachodniej. Razem z mężczyznami ginie prawo i ludzka moralność. Dlatego mężczyźni: wybaczcie swoim ojcom, pogódźcie się z własną męskością i bądźcie przykładem nie tylko dla kobiet, ale również dla swoich przyszłych synów.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach. A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Dowiedz się więcej:
A czy można mieć żal do ojca że był alkoholikiem i cała rodzina miała przechlapane do końca jego życia?
Jeśli chcesz być wolny, powinieneś ojcu wybaczyć jego słabość. Czując złość do źródła swojego życia, robisz krzywdę sam sobie.
Kto powiedzial ze „powinienies ojcu wybaczyc jego slabosc”? Tylko po co? Nalepiej zyc terazniejszoscia a nie przeszloscia. Nie mowiac o tym ze niektorych osob nie nalezy wspominac i myslec o nich. Nawet jesli byly to osoby bliskie (typu znajomy, przyjaciel, rodzina) i zawiodly jesli chodzi o zaufanie albo nie wywiazaly sie ze swoich rol, zobowiazan. Ja wznaje zasade ze nigdy w zyciu nie nalezy sie do niczego zmuszac (szczegolnie jesli chodzi o uczucia) i nie myslec co byloby gdyby. Tym bardziej ze przeszlosci nie zmienisz ale zawsze mozna pozytywnie myslec i cos zmiencic w swoim zyciu na lepsze.
Nie rozumiesz jednej rzeczy. Jeśli czujesz złość/nienawiść albo żal do ojca, żyjesz przeszłością — czy tego chcesz, czy nie. I ta przeszłość będzie Ci towarzyszyła wszędzie, gdzie pójdziesz. Tylko poprzez wybaczenie możesz się od niej uwolnić, bo wybaczenie ma działanie oczyszczające.
To nie znaczy, że musicie koniecznie zostać z ojcem przyjaciółmi, ale zaczniesz na niego inaczej patrzeć. Z miłością, jak na człowieka, który ma problemy ze sobą.
Poza tym ludzie nienawidzący swoich rodziców są przeklęci. Bo jak można akceptować samego siebie, jak się nie akceptuje korzeni, z których się wyrasta?
Dla mnie osobiscie myslenie o ojcu jako o osobie jest bezcelowe. Tez duzo zepsul w naszej relacji. Matka jedynie starala sie mnie wychowac i dac mi dobry przyklad – jakim byc czlowiekiem… Dla ojca bylam jedynie kims kto albo mu przyniesie do domu pieniadze albo wyniesie. Do tego byl typem przemocowym.
A ty nie rozumiesz jednej rzeczy – ze jak wyrastasz w srodowisku w ktorym sa sami hipokryci – to wierzysz w co mowia ale widzisz to co ci robia i nie pomaga ani wybaczenie, ani komunia, ani spowiedz ani zaslanianie sie Dekalogiem. Jak wybaczyc komus przez kogo bledy jest sie nieuleczanie chorym.
Co rozumiesz przez bycie nieuleczalnie chorym, jeśli mogę spytać?
Jeśli ojciec umarł, i ciągle tkwię w tym żalu do niego… Jak można wybaczyć zmarłemu?
Nie napisałeś żadnych szczegółów, więc mogę Ci tylko odpowiedzieć ogólnie.
Przede wszystkim powinieneś zrozumieć, że rodzice często mają swoje problemy (czasami również wynikające z dzieciństwa) i nieraz mniej lub bardziej świadomie przenoszą je na swoje dzieci. Jakby Twój ojciec potrafił lepiej radzić sobie ze swoimi demonami, na pewno chciałby być lepszym ojcem. Jako dzieci oczekujemy od rodziców, żeby byli idealni, a kiedy nie są, czujemy złość lub żal. W tym wszystkim zapominamy, że nasi rodzice to też są tylko ludzie. Często złamani ludzie.
Jeśli zatem zrozumiesz, że Twój ojciec miał swoje problemy, z którymi sobie nie radził, łatwiej Ci będzie mu wybaczyć.
Druga sprawa jest taka, że sam robisz sobie krzywdę chowaniem do niego urazy. Twój ojciec już nie żyje, a ty dalej przeżywasz przeszłość, jakby działa się teraz. Kto na tym najbardziej traci? Ty. Także dla własnego dobra powinieneś znaleźć w sobie siłę i chęć do oczyszczenia swojego serca ze złości i żalu. W przeciwnym razie te emocje będą cię rozkładały od środka jak trucizna i możesz stać się zgorzkniałym człowiekiem. A to z kolei będzie wiązało się z niepotrzebnym stresem czy nawet problemami zdrowotnymi.
Dlatego powinieneś zrobić prezent przede wszystkim sobie, wybaczając. Jeśli to jest nadal trudne, zawsze możesz prosić Boga o pomoc w pozbyciu się dawnych żalów.