Na blogu już kilkukrotnie pisałem, że to do mężczyzny należy rola przewodzenia — zarówno związkowi, jeśli w grę wchodzi jedynie para, jak i rodzinie, gdy do całości dołączają dzieci. Jednak do tej pory nie miałem jeszcze okazji dokładniej wyjaśnić, dlaczego tak jest.
Gdy temat wypływał w poprzednich artykułach, ograniczałem się tylko do żołnierskich, krótkich myśli i szybko wracałem do głównej treści danego tekstu.
Dzisiaj tą główną treścią będzie właśnie pozycja lidera. Pora wziąć pod lupę znany nam wszystkim termin: „głowa rodziny” i odpowiedzieć, dlaczego kojarzymy go z mężczyzną?
Dlaczego SŁUSZNIE kojarzymy go z mężczyzną?
Kim jest głowa rodziny?
W pierwszej serii wpisów (tutaj znajdziecie wpis rozpoczynający tę serię) przedstawiałem historię męskości, jak się rozwijała i jaki podział obowiązków naturalnie wytworzył się między kobietą a mężczyzną. Wyjaśniałem tam, dlaczego to mężczyźni byli przywódcami, dbali o bezpieczeństwo i decydowali o porządku — najpierw w małych plemionach, a z czasem i rozwojem ludzkości w dużych miastach.
Nie widzę sensu w pisaniu o tym po raz drugi, więc ugryzę temat od innej strony.
Działaniem typowym dla kobiety jest podporządkowanie się. To jej naturalna taktyka obronna, którą możemy zaobserwować u większości naczelnych. Dzieje się tak dlatego, że kobieta, z natury słabsza od mężczyzny:
- nie miała szans, by mu się przeciwstawić,
- była zmuszona szukać u niego obrony przed zagrożeniami z zewnątrz (szczególnie w czasie ciąży, kiedy była najbardziej narażona na niebezpieczeństwo).
Dla bezpieczeństwa jej i dzieci po prostu praktyczniej było oddać się pod męską opiekę, niż samej stanowić o sobie.
Tak ludzkość (z drobnymi wyjątkami) funkcjonowała od swoich początków, aż do drugiej połowy XX w. Trzeba być naprawdę naiwnym człowiekiem, żeby negować psychologiczny wpływ takiego ukształtowania stosunków międzyludzkich na rozwój mózgu i myślenia – zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
Dla mężczyzn naturalnym stało się przewodzenie, zarówno w sferze publicznej, jak i prywatnej, a dla kobiet podążanie za i słuchanie swoich towarzyszy życia.
Jednak myliłby się ten, kto pragnąłby widzieć tutaj niesprawiedliwość; kobiety przez swoją słabość fizyczną nauczyły się wyjątkowo sprawnie walczyć psychologicznie i katowały mężczyzn tymi umiejętnościami pewnie tak długo, jak same istnieją.
W dzisiejszych czasach powinność mężczyzn zatarła się. Wielu nie wie, jaką rolę winni pełnić w związku i późniejszej rodzinie.
Przejdźmy do pozycji męskiej. Jako głowa rodziny mężczyzna oczywiście ma swoje przywileje, ale okupuje je wieloma obowiązkami.
Po pierwsze, bierze na siebie ciężar utrzymania swoich bliskich (jeśli ktoś chce argumentować, że dziś już tak nie jest, niech pokaże mi chociaż jedną kobietę, która szanuje mężczyznę zarabiającego mniej od niej).
Po drugie (co poniekąd łączy się z pierwszym), bierze odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo.
Po trzecie, musi mieć w sobie siłę, żeby wytyczać szlak na przyszłość dla rodziny i rozwiązywać problemy, które pojawiają się na drodze. I musi mieć odwagę, by brać odpowiedzialność za ewentualne kłopoty, które z jego decyzji wynikną.
W dzisiejszych czasach, kiedy tak wielu mężczyzn jest mężczyznami tylko z nazwy, powyższe trzy punkty stają pod coraz większym znakiem zapytania. Większość wciąż realizuje swój obowiązek co do pierwszego, może co do drugiego. Ale punkt trzeci wydaje się prawie nieobecny we współczesnym, męskim życiu.
Lwia część mężczyzn oddaje pałeczkę przywództwa kobiecie zaraz po ślubie (niektórzy nawet przed), albo gdy pojawią się dzieci. Robią to w błędnym przekonaniu, że ich żony właśnie tego chcą – a nie chcą.
Tak naprawdę ostatnią rzeczą, jakiej pragnie kobieta, jest dowiedzieć się chwilę po ślubie, że jej mąż jest za słaby, by przewodzić świeżo założonej przez nich rodzinie. Kilka lat takiej zamiany ról i żona zacznie nienawidzić wybranka za słabość, którą okazuje.
Co się dzieje, gdy para zamieni się rolami?
Powtórzę ostatnie zdanie: kobieta — chcąc nie chcąc — znienawidzi mężczyznę za jego słabość. U mężczyzny mechanizm jest podobny — też znienawidzi kobietę, ale już za co innego.
Mężczyzna zaczyna czuć gniew w stosunku do swojej drugiej połówki, gdy ta mu matkuje, podkopuje jego autorytet albo uważa, że lepiej wie, jak należy postąpić.
Nie widzisz tej tendencji w małżeństwach i związkach? Mężczyzna zachowuje się przy kobiecie, jakby był małym chłopcem, a ona jego matką. Nie podejmuje żadnej decyzji w obawie przed jej reakcją albo zmienia swoje postanowienia, jeśli różnią się od jej widzimisię.
Właśnie taki los spotyka mężczyznę, który poddał się żonie; będzie za to cierpiał piekło do końca swoich dni albo do czasu, aż zmądrzeje — ale to rzadko się zdarza.
Kobieta, zmieniając swojego mężczyznę (bardziej lub mniej świadomie) w dziecko, również nie będzie miała kolorowego życia. Tym bardziej, jeśli w grę wchodzą prawdziwe dzieci. Żona nagle staje przed sytuacją, w której wszystko zostaje na jej głowie, bo mąż stracił jakąkolwiek ochotę na bycie osobą decyzyjną.
A już pisałem o tym, że dla kobiety „noszenie spodni” w domu, bycie liderem, jest równie męczące, co dla mężczyzny pozostawanie pod pantoflem.
Ponadto zamiana ról wpływa szczególnie druzgocąco na dzieci. Bo one wiedzą, a przynajmniej intuicyjnie czują, że coś w ich domu jest nie tak; że tatuś nie powinien słuchać się w każdej kwestii mamusi albo uciekać przed obowiązkami do swojego kąta, a znowu mamusia nie powinna siadać mu na głowie, dominować, o wszystkim decydować i być zupełnie bezkarną w tym, co robi.
Dzieci do pewnego wieku zdają sobie sprawę, że w ich domu dzieje się źle, a potem zaczynają brać przykład z rodziców, przeinaczają swoje role. Gdy znajdują w końcu towarzysza życia, błędny krąg toczy się na nowo – i nowemu pokoleniu zostanie skrzywiona psychika.
Dzieci do pewnego wieku wiedzą, że coś jest nie tak; że tatuś nie powinien słuchać się w każdej kwestii mamusi, a mamusia nie powinna dominować nad tatusiem. Ale z czasem "uczą się" błędnego postępowania rodziców.
Ale czyja to jest wina? To kobieta czy mężczyzna odpowiada za chorą sytuację w domu? Żeby być obiektywnym, muszę stwierdzić, że oboje.
Wina mężczyzny polega na tym, że jest za słaby i nie potrafi sobie poradzić z kobietą, co wreszcie kończy się oddaniem jej władzy za trochę świętego spokoju (którego i tak mieć nie będzie). Czy możemy go za to sądzić, jeśli nigdy nie miał dobrego kontaktu z ojcem? Albo jego ojciec był słaby i jedyny przykład, jaki zaoferował synowi, to schodzenie kobiecie z drogi lub przytakiwanie jej na podobieństwo samochodowego pieska?
Skąd młody mężczyzna miał wziąć wzór męskości, jeśli nie od ojca? Skąd miał wiedzieć, że ojciec nauczył go źle? Sytuacja młodego chłopaka wchodzącego w dorosłość wygląda jeszcze gorzej, jeśli nie miał żadnego przykładu męskości, bo taty nie było i chłopak jedyne nauki pobierał od matki.
A kobieta/żona? Od matki nauczyła się tego, że mężczyzną powinno się sterować, a od ojca, że mężczyzna jest na tyle słaby, że daje sobą sterować. Wynosząc takie nauki z domu, kobieta, znalazłszy sobie w końcu towarzysza, robi wszystko, żeby ociosać go na taki pieniek, który będzie pasował do wystroju.
Nawet jeśli jej wybranek sprawiał wrażenie silnego, nawet jeśli faktycznie był silny, po kilku latach wiercenia dziury w brzuchu zacznie ustępować – i błędny krąg znów zatoczy koło.
Jednak przypadku kobiety nie tylko wychowanie ma wpływ na te starania. W kobiecej naturze leży tendencja, która każe jej szukać w mężczyźnie słabości, a potem ją wykorzystać. W pewnym sensie nieustannie sprawdza, czy wybranek u jej boku naprawdę jest silny, czy tylko takiego udaje. A niech go ręka boska broni, żeby okazać słabość – zostanie ona wykorzystana jako pierwszy zryw, który pociągnie za sobą lawinę.
Jeśli kobiecie uda się "urobić" mężczyznę, następuje rozczarowanie nim i koniec związku — albo kontynuowanie go jako "szefowa" - z zerowym szacunkiem dla partnera.
Największym błędem mężczyzny w stałym związku jest myśl, że może w końcu opuścić gardę. Nic bardziej mylnego — wtedy dopiero zaczyna się praca i test charakteru. Jeśli mężczyzna nie podoła zadaniu, kobieta przejdzie po nim (po mężczyźnie, nie zadaniu) butami. Każda słabość zostanie wykorzystania przeciwko niemu i będzie za nią w oczach kobiety osądzony.
Recz, o której tu piszę, wydaje się na pierwszy rzut oka trudna, a może nawet bolesna do zaakceptowania, ale nie jest kłamstwem ani żadnym wymysłem.
Natura kobiety każe jej szukać męskich słabości. To czasem silniejsze od niej, jakby coś ją pchało, by działać w ten sposób. Jeśli macie jakąś zaufaną koleżankę, która nie boi się rozmów na podobne tematy, zapytajcie ją, czy to prawda? Czy w związku z mężczyzną nie szuka sposobu, by go sobie urobić, osłabić, znaleźć ścieżkę do uzyskania nad nim kontroli?
To wydaje się irracjonalne? Niekonieczne.
Jeśli zauważymy, że słabego mężczyznę da się kontrolować i owinąć sobie wokół palca, już mamy odpowiedź, dlaczego kobiety miałyby tak postępować. Paradoks ich zachowania polega na tym, że z jednej strony poszukują w mężczyźnie siły, a z drugiej starają się ją na wszelkie możliwe sposoby zachwiać i zniszczyć.
Jeśli to się uda, następuje rozczarowanie danym facetem i kobieta albo idzie dalej, albo ciągnie związek jako „kierowniczka”, którą nigdy nie chciała być. Darzy przy tym partnera zerowym szacunkiem. Mężczyzna staje się wtedy czymś w rodzaju dodatkowego mebla lub kolejnego dziecka takiej „szefowej”.
Nie najlepsza pozycja do spędzenia reszty swojego życia, mam rację panowie?
Co, gdy głowa rodziny staje na wysokości zadania...
…albo przynajmniej nie ustępuje kobiecie na każdym polu? Jak wtedy wygląda związek i rodzina?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie na własną rękę, bo wyjątkowo rzadko trafia się na mężczyznę, który mimo trudów życia i problemów towarzyszącej mu kobiety postanowił pozostać mężczyzną, głową rodziny, przywódcą. Mężczyznę, który zachował swoją godność i nie oddał jej za mrzonkę świętego spokoju, seks z łaski, czy na pozór proste rozwiązania (które ewentualnie prowadzą do poważnych problemów).
ALE!
Chociaż są w mniejszości, mężczyźni tego pokroju jeszcze istnieją i dają cichy przykład pozostałym, jak należy postępować. Zostańmy na chwilę przy nich. Jak żyją? Jak wyglądają ich związki i rodziny? Jak radzą sobie dzieci, kiedy ojciec-mężczyzna nie jest nim tylko z nazwy, ale faktycznie pełni rolę ojca i mężczyzny w domu?
Po pierwsze – partnerka/żona jest spokojna i szczęśliwa. Jej skłonna do dawania się porywać emocjom natura znajduje ukojenie w spokojnych, chłodnych i opanowanych ramionach męża, logicznym rozumem radzącego sobie z życiem (źle jest wtedy, gdy kobieta znajduje się w emocjonalnej rozterce, rozdrażniona, a może nawet wściekła, a jej mężczyzna jest równie porywczy – jak ma jej pomóc zapanować nad emocjami, skoro ze swoimi sobie nie radzi, ergo sam zachowuje się jak kobieta?).
Ponadto żona takiego męża ma pewność, że niezależnie od kłód, jakie życie rzuci im pod nogi, głowa rodziny zajmie się nimi jak należy – w przeciwieństwie do męża-chłopca, oczekującego rozwiązania z jej strony.
Mężczyzna "głowa rodziny" to nie tylko spokój i szczęście partnerki/żony, ale również dzieci, czujących miłość i uczących się od ojca tego, co słuszne.
Po drugie – dzieci wreszcie mają dobry przykład męskości i cichej, spokojnej miłości, jaką darzy mężczyzna (więcej o męskiej miłości pisałem tutaj). Córki uczą się, że matczyna niestabilność emocjonalna nie jest rozwiązaniem i chłoną ojcowski spokój, by w późniejszym życiu rozwiązywać problemy na chłodno, a nie w ferworze uczuć.
Oprócz tego córki, mając ojcowskie wparcie, zdobywają pewność siebie i nie rzucą się na pierwszego lepszego chłopaka, który powie im kilka miłych słówek (ani nie dadzą się nabierać na przejawy prymitywnej męskości, czyli agresję, albo brawurę). Nie będą również traktowały mężczyzn z przymrużeniem oka, uważając ich za nieporadne, problematyczne stworzenia i nie będą ich nienawidziły, bo dorastały w obecności prawdziwego mężczyzny, który pokazał im, że męskość to coś dobrego.
Natomiast synowie takiego ojca nie staną się ułomnymi kobietami, oddzielonymi od swojej męskości, tylko przejmą po tacie schedę i poprowadzą nie tylko swoje życie, ale również swoje wybranki ku lepszej przyszłości.
Na synów ojcowska miłość i przykład wpływają dużo bardziej z tej prostej przyczyny, że są mężczyznami. Od ojca uczą się stawiać pierwsze kroki w męskim świecie. Jeśli ich tata jest mężczyzną, prawdziwym mężczyzną, który nie siedzi pod pantoflem żony, tylko jest jej przewodnikiem i oparciem, tacy sami będą jego synowie. Sama idea Boga-ojca przelewa się wtedy przez takiego tatę i spływa z niego wprost na żonę i dzieci.
Nie chcę tutaj zabrzmieć zbyt patetycznie, ale mężczyzna tego pokroju jest prawdziwym światłem dla swojej rodziny.
Dorastający w tym świetle chłopcy będą czerpali z niego mądrość i tę samą, chłodną, rozumną miłość, którą później obdarzą swoje rodziny, „świecąc” dla nich dalszym przykładem. Tak zaczyna się toczyć słuszne koło.
Kobiety mają dość chłopców
Docierając do końca moich dzisiejszych wywodów, nie mogę nie podzielić się myślą od dłuższego czasu krzątającą mi się po głowie. Otóż: jako że kobieta jest z natury poddańcza, a nie władcza, a zakochana w mężczyźnie gotowa jest za nim podążać, choćby ciągnął ją do samych wrót piekła, należy wyciągnąć wniosek, że to nie w kobietach jest siła do – znowu użyję mocnego słowa – zbawiania świata.
Nawet feministki, obrażone na mężczyzn za w dużej mierze wymyślone zbrodnie, których prawdopodobnie żadna z nich osobiście nie doświadczyła, naśladują ich zachowania, myśląc, że to sprawiedliwe. Szkoda, że wybierają te zachowania, z których żaden szanujący się mężczyzna nie może być dumny, tj. rozwiązłość, brak odpowiedzialności, używki, agresja itp., itd.
Te „złe i nieznośne” dzisiejsze kobiety są efektem męskiego postępowania. Mężczyźni w pewnym sensie odpowiadają za to, jak funkcjonuje płeć piękna w teraźniejszości. Jeśli byliby silni, odważni i służyli temu, co słuszne (czyli byliby prawdziwymi mężczyznami), zwracające się do nich w poszukiwaniu przykładu postępowania kobiety czyniłyby tak samo.
Dlatego szczerze wierzę, że to w uczeniu siły i w odbudowie mężczyzn leży sekret do naprawy tego, co złe na świecie. Jeśli ktoś uważa inaczej, niech pokaże mi, gdzie w moim rozumowaniu popełniam błąd. Chętnie go wysłucham.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach. A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Photo by Brooke Cagle on Unsplash
Uff…dobrnąłem do końca i z przerażeniem stwierdzam, że tym artykułem trafiłeś w sedno moich problemów. Momentami miałem wrażenie, że opisujesz moje życie…Jak zacząć to wszystko ogarniać, i od czego zacząć zmiane?
Nie wiem, jak dokładnie wygląda Twoja sytuacja, więc trudno mi napisać coś konkretnego. Jednak skoro piszesz, że trafiam sedno, prawdopodobnie masz żonę (może dzieci).
Pierwszy krok już zrobiłeś, bo zauważyłeś, że masz problem. Teraz powinieneś poświęcić więcej czasu na poznanie siebie i źródła Twojego zachowania. Póki żyjesz, nie jest na to za późno.
Mężczyźni bardzo często mają problemy z kobietami z powodu swoich matek. Wychowują się przy niej, a ona narzuca im swoją naturę. Robi z chłopca coś w rodzaju kobiety płci męskiej. Taki chłopiec w dorosłym życiu nigdy nie będzie w stanie poradzić sobie z kobietą, a każdy związek w który wejdzie w końcu zamieni się w relację syn/zastępcza matka.
Dlatego tak ważna jest rola ojca, który ochroni dzieci przed niszczącym wpływem matki. Jeśli ojciec jest słaby, bo też wychowała go matka, dzieci będą miały bardzo ciężkie życie.
Zmierzam do tego, że większość dorosłych mężczyzn tak naprawdę nienawidzi swoich matek, mimo że wydaje im się, że je kochają. Zwykle jest to miłosno-nienawistna relacja. Matka staje się dla nich czymś w rodzaju boga, a oni przenoszą to wyobrażenie na inne kobiety.
Jeśli byłeś w takiej samej sytuacji (ja np. byłem i większość chłopców była), powinieneś udać się do niej i wybaczyć jej to, że zrobiła z ciebie dziewczynkę/ofiarę losu/słabego mężczyznę (zwał jak zwał). Następnie udać się do ojca i wybaczyć mu to, że był za słaby, żeby cię ochronić.
Dopiero gdy powrócisz do ojca na nowo połączysz się z męskością, którą odebrała Ci matka.
Wiedz jednak, że żona (jeśli ją masz) nie będzie zadowolona z Twojej przemiany. W momencie, w którym poczuje, że traci nad tobą kontrolę, wyjdzie z niej prawdziwy diabeł. Będzie Ci grozić rozwodem, szantażować na inne sposoby, wrzeszczeć, narzekać itp. Będzie starała się wywołać w tobie reakcję emocjonalną, bo w ten sposób odzyska kontrolę.
Różnica będzie taka, że Ty nie dasz się już wciągnąć w jej gierki. Powiesz swoje, skończysz dyskusję i pozwolisz jej oszaleć, jeśli się nie uspokoi.
Nie dawaj się wciągać w ogromne spory, bo kobiety je kochają. Będziesz tylko dolewał oliwy do ognia.
I przede wszystkim nie wierz w to, co podpowiadają Ci myśli. To wszystko kłamstwa. Żyj tym, co jest teraz i rób to, co masz przed sobą.
Każdy z nas ma tylko dzień dzisiejszy. Przeszłość już nie istnieje, przyszłość jeszcze nie istnieje.
O wszystkim, co tu poruszyłem, piszę bardziej szczegółowo w innych wpisach na blogu, więc zapraszam do lektury. Możesz też skontaktować się ze mną mailowo: kontakt@fabiankoziolek.pl
Tak jabyś opisał relacje mojego brata z mamą. Dzięki! :-*
Proszę 😉
Wszyscy mężczyźni w większym lub mniejszym stopniu tego doświadczyli. Niestety niektórym się wydaje, że to normalne
Trafilem tu przypadkiem, i muszę przyznać ze dawno nie czułem takiego zaciekawienia podczas czytania, dzięki! ps. bardzo dobrze piszesz, swietnie się to czyta.
Dzięki, cieszę się, że znalazłeś bloga 😉
Zapraszam do dalszej lektury i komentowania.
Masz racje. Kobieta potrzebuje w swoim zwiazku myslacego i stanowczego mezczyzny. Takiego moze trwale kochac i za to podziwiac, czyli nie slabego a silnego.
Prawda.
Kiedy mężczyźni nie wywiązują się ze swojej roli, nie tylko rodziny, ale cały świat schodzi na psy (co możemy dzisiaj obserwować).
Pięknie napisane! Też uważam że mężczyźni (nie chłopcy) mogą dokonać niesamowitych rzeczy! To niezwykle trudna i niedoceniana rola z którą obecnie na siłę się walczy. A jestem tą szczęściarą że znalazłam najwspanialszego mężczyznę na świcie, on prowadzi w naszym związku, życiu, jesteśmy bardzo szczęśliwi i nie przeszkadza mi „patriarchat” z kimś takim jak on, gdyż jest on właśnie prawdziwym mężczyzną. Nie muszę martwić się o wiele rzeczy bo on podejmuje najważniejsze decyzje, w żaden sposób mi to nie umniejsza, wręcz jestem dumna że mam tak zaradnego, silnego faceta który potrafi stawiać czoła ogromnym wyzwaniom. Rzeczywiście jestem gotowa pójść za nim wszędzie. Staram się najlepiej jak potrafię „piętnować” jego męskość, pokazując mu codzien jak bardzo doceniam to co robi i mówiąc mu kim jest. Podsumowując jest w nim kwintesencja męskości, i to jest zasługą tak dobrze prowadzonego związku w którym nie dochodzi do żadnych sprzeczek. czuję się bezpiecznie, jestem szanowana i kochana. Więc racja, na mężczyźnie tkwi ogromna odpowiedzialność, dlatego nie jest tak łatwo się nim stać. jeśli kobiety będą wspierać facetów w stawaniu się dojrzałym mężczyzną zamiast z nimi walczyć i na siłę pokazywać swoją dominację, świat będzie piękniejszy. Tak jak napisałeś, „błędne koło” musi się skończyć, i trzeba zatoczyć „zdrowe koło”.
Gabrysiu całkowicie się z Tobą zgadzam. Czytając Twój komentarz na moich ustach pojawił się słodki uśmich i odzyskałam nadzieje, że wciąż mogę spotkać mężczyzne zbliżonego do Tego co mogłabym nazwać ideałem!
Nic dodać, nic ująć. Życzę Wam wszystkiego, co najlepsze!
Ilono, na pewno spotkasz, ich jest wielu tylko trzeba dać im szansę się pokazać 🙂 trzymam kciuki i powodzenia! 🙂
Dobrze, że nie żyję w Twoim świecie. Na szczęście mogę być sobą i nikomu się nie poddawać tylko dlatego, że jestem kobietą. Żyję w harmonijnym związku z mężczyzną, który jest moim partnerem, a nie szefem. Kobiety też są pełnosprawnymi ludźmi, mają rozum, swoją ludzką godność i mogą kierować swoim, a także innych życiem. Świat wcale nie wygląda tak, jak go opisujesz. Jest dużo bardziej skomplikowany.
A gdzie ja odmawiam kobiecie rozumu i godności? Chyba sobie co nieco dopowiadasz, żeby obalać argumenty, których w ogóle nie podnoszę.
A w związku nigdy nie ma czegoś takiego, jak partnerstwo, bo zawsze jest strona dominująca. Skoro więc nazywasz swojego mężczyznę partnerem, prawdopodobnie to Ty jesteś tą stroną, co dobrze nie wróży. I widocznie jesteś zbyt arogancka, skoro aż tak Cię oburza poddanie się mężczyźnie.
Ale róbta co chceta, jak mówi klasyk.