Na pewno słyszałeś twierdzenie, że mężczyźni z wysokim poziomem testosteronu są bardziej agresywni. Istnieją nawet statystyki, które wskazują na korelację między jednym i drugim.
A jeśli uczono nas źle? Co, jeśli testosteron wcale nie sprawia, że mężczyzna staje się bardziej agresywny?
Dzisiaj włożymy kij w szprychy jednej z najpopularniejszych tez współczesnej nauki.
Badania w kontrze do konsensusu
Dlaczego więź między wysokim poziomem testosteronu a agresją nie jest tak jasna, jak niektórzy uważają? Ponieważ mamy do dyspozycji świeże badania, które sugerują coś innego.
Pierwsze z nich jest metaanalizą kilku eksperymentów i zwraca uwagę na ciekawy fakt. Otóż wyniki badań sugerują, że niski cholesterol zwiększa poziom agresji u ludzi i naczelnych małp.

Taka obserwacja sama w sobie jeszcze nic nie oznacza, ale jeśli dodamy do niej kolejną poszlakę, wszystko się rozjaśni.
Metaanaliza kilku innych badań pokazuje, że dieta niskotłuszczowa (czyli jednocześnie niskocholesterolowa) drastycznie redukuje poziom testosteronu u mężczyzn. Co więcej, obniża jego produkcję w jądrach.

Co to oznacza? Istnieje związek między niskim poziomem testosteronu, a wzrostem agresji. Taka teza jest całkowicie sprzeczna z tym, czego nas uczyli.
To jeszcze nie wszystko.
Do dyspozycji mamy jeszcze jedno badanie, które jest wisienką na torcie naszych rozważań. Sugeruje ono, że długotrwała konsumpcja produktów sojowych i fitoestrogenów skutkuje wzrostem agresji i zachowań antyspołecznych u małp płci męskiej.

Wnioski z badań
Podsumujmy, co do tej pory ustaliliśmy:
- Niski cholesterol zwiększa poziom agresji.
- Dieta niskotłuszczowa (niskocholesterolowa) drastycznie obniża poziom testosteronu u mężczyzn.
- Długotrwałe spożycie soi oraz fitoestrogenów zwiększa poziom agresji i zachowań antyspołecznych u samców małp.
Wniosek? Przejdź na weganizm, a staniesz się agresywną kobietą płci męskiej 😉
Żarty żartami, ale fakty mówią same za siebie. Na podstawie powyższych wyników badań możemy podejrzewać, że wysoki poziom testosteronu niekoniecznie prowadzi do wzrostu agresji.
Wręcz przeciwnie!
Spadek stężenia testosteronu i wzrost stężenia estrogenu (tzw. żeńskiego hormonu) zwiększa agresję i zachowania antyspołeczne. Jaki z tego wniosek? Istnieją podstawy, by twierdzić, że im bardziej kobiecy staje się mężczyzna, tym większa u niego tendencja do agresji.
Podsumowanie
Na koniec dodajmy, że testosteron sprzyja również kilku innym rzeczom. Wysokie stężenie hormonu sprawia, że mężczyźni są bardziej niezależni, mniej podatni na wpływy otoczenia i wierniejsi swoim przekonaniom.
Innymi słowy: trudniej nimi manipulować.
Nic więc dziwnego, że “starsi i mądrzejsi” od lat próbują nam wmówić, że mięso jest złe, a styl życia wege cudowny. Chcą nas (mężczyzn) osłabić.
Nie dajmy się.
Nie zapominajmy również, że dla kobiet cholesterol i testosteron też są ważne.
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Zdjęcie wpisu autorstwa Tsvetoslav Hristov z Unsplash
Tak jak zgadzam się z większością materiałów na tym blogu, tak niestety z tym wpisem nie mogę się zgodzić.
To nie jest takie zero jedynkowe jak przedstawiasz. Żywiąc się roślinami, nie ma problemu z dostarczeniem dużej ilości tłuszczów. Z kolei to, że jemy mięso (gnijące zwłoki pomordowanych, czujących istot) nie oznacza że dostarczymy organizmowi ich odpowiednią ilość.
A skoro już mówimy o męskości, honorze i tak dalej to gdzie się ona podziała w stosunku do zwierząt? To żonę i dzieci bronimy ale braci mniejszych (zwierzęta) mordujemy? Ostry przypadek hipokryzji.
Problem z tłuszczami roślinnymi jest taki, że oleje z nasion roślin (bo zakładam, że piszesz o olejach roślinnych) są wprost szkodliwe dla człowieka. Utleniają cholesterol, co sprzyja zatorom żylnym i zawałom serca. Ponadto istnieją dość solidne wyniki badań, które sugerują, że oleje roślinne zwiększają także ryzyko zachorowania na raka.
Człowiek nigdy w swojej historii nie jadł olejów roślinnych, tylko zwierzęce. Dlatego dobrze ci radzę, jeśli chcesz zrobić coś dla swojego zdrowia, wywal z domu wszystkie oleje roślinne i nigdy więcej ich nie kupuj. A tym bardziej na nich nie smaż, bo wtedy stają się wprost trujące.
Zastąp je smalcem, masłem albo łojem wołowym.
A jeśli chodzi o samo mięso, są niepodważalne dowody na to, że bez mięsa nie da się dostarczyć organizmowi wszystkich niezbędnych substancji. Większość wegan wie o witaminie B12, ale to tylko początek.
Istnieje cały szereg mikro i makro elementów, które znajdziesz wyłącznie w mięsie i organach zwierzęcych. Wymieńmy tutaj choćby witaminę K2 i kreatynę. Większość kojarzy kreatynę z budową mięśni, ale ma ona bezpośredni związek również z inteligencją.
Poza tym rośliny też gniją, więc nazywanie mięsa gnijącymi zwłokami nie robi na mnie wrażenia.
Co prawda mogę się zgodzić, że zwierzęta hodowane przemysłowo powinny być traktowane lepiej, ale nie mam problemu z ich zabijaniem, jeśli jest ono uprawiane w cywilizowany sposób.
Tym bardziej, że kiedy jem steka (krwistego lub średnio wypieczonego), mój organizm śpiewa hymny pochwalne na cześć Boga, że takie dobre jedzenie stworzył 😉
Dodam jeszcze na koniec, że uprawa roślin wiąże się z zabijaniem nie mniejszej liczby zwierząt (a może nawet większej). W końcu taki rolnik nie tylko musi wykarczować dziki teren na pole uprawne, ale jeszcze odganiać lub wprost mordować wszystkich roślinożerców, którzy próbują mu zeżreć hodowane rośliny.
Obrońcy zwierząt jakoś w ogóle nie chcą zwracać uwagi na ten fakt.