Czy którykolwiek rodzic musi uczyć trzyletniego chłopca, aby mówił: „zrobię to sam”? Nie. Malec z własnej inicjatywy dąży do samodzielności.
Jasne, czasami jego starania są zabawne.
Rodzice śmieją się i robią zdjęcia, kiedy chłopak siada za kierownicą samochodu i próbuje dosięgnąć do pedału gazu, mimo że wciąż ma stanowczo za krótkie nogi. Albo pomaga tacie w budowie czegoś, chociaż ledwo potrafi unieść młotek.
Internet jest pełen takich filmików, bo rodzice chętnie chwalą się dokonaniami dorastających dzieci.
Oczywiście czasem instynkt niezależności wymaga korekty. Na przykład wtedy, gdy młody chłopak łapie za siekierę, bo chce wyruszyć na kolejną misję dobroczynności, eksploracji i walki. W takiej sytuacji kochający rodzice interweniują, mimo że malec ma dobre intencje.
W końcu kilkulatek z siekierą to nienajlepszy pomysł.
Jednak jest to dowód na coś, co obserwujemy również w dorosłym życiu. Mianowicie: mężczyźni i chłopcy wykazują znacznie wyższą tolerancję na niebezpieczeństwo. I jest to postawa dobra, właściwa, zdrowa, a także chrześcijańska. Bóg przecież nie stworzył chłopców po to, aby szukali bezpieczeństwa.
Wiem, że współczesne kościoły mogą sprawiać inne wrażenie, ale to dlatego, że kroczą błędną ścieżką.
Kościół Chrześcijański i chrześcijańska rodzina coraz częściej przypominają coś na wzór “pedalskich szklarni”. Wychowuje się w nich miękkich, zniewieściałych i wrażliwych mężczyzn, bo wszyscy wokół nalegają, aby chrześcijańska pobożność wyrażała się przede wszystkim w kobiecych cechach.
Dlaczego więc niektórzy dziwią się, że we wspólnotach chrześcijańskich wyrasta coraz więcej kryptogejów i nieudaczników? Oczywiście większość mężczyzn nie praktykuje homofilii, ale nie zmienia to faktu, że niektórzy wpadają w jej sidła z winy zniewieściałych narracji. Zaś pozostali marnują swoje męskie talenty w bezcelowej apatii i strachu.
Tak oto docieramy do sedna artykułu.
Na czym polega wychowywanie męskich chłopców? Jak można cieszyć się męskością? No i finalnie: dlaczego to właśnie męscy mężczyźni powinni przewodzić wspólnocie?
Fundament, czyli niezależność
Pragnieniem każdego rodzica powinno być wychowywanie chłopców, którzy są przepełnieni odpowiednim rodzajem niezależności. Dorastający mężczyźni nie powinni być “needy” (jak to określają amerykanie). Innymi słowy, nie powinni “wisieć” na innych i oczekiwać od nich nieustannego wsparcia fizycznego czy emocjonalnego.
Zasada jest prosta:
Niezależni mężczyźni tworzą wolne, niezależne i odnoszące sukcesy rodziny, firmy, kościoły, szkoły oraz narody. Z kolei “needy” mężczyźni tworzą marksistowskie i opresyjne rodziny, firmy, kościoły, szkoły oraz narody.
Zrobię to sam
Hasło „zrobię to sam” jest bliskie najbardziej podstawowej definicji męskości. Niestety, z racji jego kluczowego znaczenia, diabelskie siły zdołały wniknąć nawet tutaj i zniekształcić nasze postrzeganie niezależności.
Dlatego stwierdzenie „zrobię to sam” bardzo często kojarzy się dziś z dumą, egoizmem i próżnością.
Jednak wykorzenienie instynktu samodzielności z chłopca jest najgorszą rzeczą, jaką rodzic może zrobić. Instynkt ten sam w sobie jest bowiem słuszny, dobry i święty, nawet jeśli motywacje i działania jednostki mogą być czasem chaotyczne i grzeszne.
Właśnie dzięki instynktowi samodzielności mężczyźni wykonują zadania i biorą odpowiedzialność za trudności z nimi związane.
Ktoś mógłby teraz zauważyć, że faceci robią to, bo uganiają się za nagrodami i chwałą. Tak, to po części prawda. Mężczyźni cieszą się, gdy coś osiągną bez niczyjej pomocy (lub proszenia o wskazówki), bo raduje ich chwała samego osiągnięcia.
Dlatego też rywalizacja, nagrody i chwała są dobre. Bez nich nie byłoby zdrowej kultury ani społeczeństwa prowadzonego przez mężczyzn. Dlatego każda z tych rzeczy jest wbudowana w rzeczywistość w sposób, wedle którego Bóg zbawi cały świat.
W tym miejscu warto przypomnieć, że na końcu czasów odbędzie się wielka uroczystość wręczania nagród. Będą rozdawane korony i laury dla zwycięzców. Wszystko z Jego łaski, wszystko jako dar, a jednak w pewien sposób naprawdę zdobyte.
Coś, na co apostoł Paweł szczególnie oczekiwał, pisząc:
„Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali Jego pojawienie się” (2 Tym. 4:7-8)
Mężczyzna został więc stworzony do rywalizacji, dążenia do chwały, osiągnięć, zwycięstw czy kreatywności. Jednak jeszcze bardziej fundamentalne jest pragnienie bycia zdolnym do pomocy, służenia, gotowości, jak najpełniejszego przygotowania się oraz umiejętności rozwiązywania problemów, ratowania z trudności, poświęcania się dla dobra innych.
Dlatego chłopcy uwielbiają zestawy przetrwania, biwakowanie, narzędzia, szwajcarskie scyzoryki, liny i broń wszelkiego rodzaju.
Chłopcy chcą być gotowi. Jak najlepiej przygotowani na wszystko, co może ich spotkać.
Jako mężczyźni chcemy też to robić samodzielnie, ponieważ kiedyś może się okazać, że rzeczywiście będziemy musieli to zrobić samodzielnie. Jeśli nie potrafimy działać sami, nie jesteśmy przygotowani. Nie jesteśmy w stanie służyć, nie możemy wziąć odpowiedzialności za siebie i za naszą sytuację.
Wszystko to jest powodem, dla którego instynkt „zrób to sam” powinien być w pełni zachęcany u chłopców i mężczyzn.
Chrześcijańskie centrum męskości
Mężczyźni mają tendencję do bycia intensywnie praktycznymi. Koncentrują się na rzeczywistych problemach i rezultatach, takich jak naprawianie rzeczy, budowanie, polowanie i rybołówstwo, sport czy samoobrona.
Jednak chrześcijańscy mężczyźni muszą być również przygotowani duchowo, intelektualnie i akademicko.
ALE!
I teraz bardzo ważna uwaga: przygotowanie chrześcijańskie nie musi być realizowane w sposób, który deprecjonuje całą resztę męskości. Szkoła nie musi (i nie powinna) kastrować chłopca, jak robi to teraz.
Ba! Chłopiec, który potrafi czytać i myśleć, jest lepiej przygotowany do zmiany skrzyni biegów w swoim samochodzie, rozwiązania problemu hydraulicznego czy obrony swojej rodziny przed włamywaczem.
A chłopiec, który potrafi polować, łowić ryby, strzelać i obozować na łonie dzikiej natury, może również doceniać Odyseję Homera, Boską Komedię Dantego i Psalmy Dawida.
Jak pisał Tukidydes:
„Społeczeństwo, które oddziela swoich uczonych od wojowników, będzie zaprzęgać do myślenia tchórzy, a do walki — głupców.”
Ryzyko i wytrwałość
Nie należy zapominać, że instynkt „zrobię to sam” wiąże się również z niebezpieczeństwem.
Jednak życie samo w sobie jest ryzykowne. A życie mężczyzny wiernego męskiemu etosowi wiąże się z jeszcze większymi zagrożeniami.
Istnieje nawet powiedzenie: “komórki jajowe są drogie, a sperma jest tania”. W kontekście ludzkiej cywilizacji oznacza ono, że mężczyźni są bardziej zastępowalni, niż kobiety.
Dlatego naturalne, słuszne i dobre jest, aby mężczyźni mniej bali się niebezpieczeństwa. Ich strach musi być mniejszy, ponieważ to właśnie oni przyjmują na siebie ból, stawiają czoła zagrożeniom i umierają za swoją rodzinę, jeśli zachodzi taka potrzeba.
To jest właśnie męskość. To jest poświęcenie. To jest miłość.
A „zrobię to sam” w wykonaniu chłopców to instynktowna (i czasem naiwna) praktyka brania odpowiedzialności, bycia gotowym do służby, pomocy, rozwiązywania problemów i poświęcenia się.
Jednak warto pamiętać, że część wspomnianej naiwności jest w rzeczywistości chwalebna.
To właśnie ona sprawiła, że bracia Wright nie ustawali w próbach wzbicia w powietrze wielkiego kawałka drewna i metalu. Naiwność dała nam też żarówki, a pewna jej forma zawsze napędzała mężczyzn do bycia misjonarzami, kapłanami i męczennikami.
Chodzi tutaj o upór, wytrwałość, odwagę w obliczu niebezpieczeństwa, nadzieję w obliczu rozpaczy, determinację w obliczu szyderstw, wiarę w obietnice Boże i pewien rodzaj wyobraźni, która nie ustępuje.
Chłopcy, którym pozwala się działać samodzielnie, upadają, ponoszą porażki, popełniają błędy, ale muszą być zachęcani do powstania, bycia twardymi, dzielnego znoszenia upadków i siniaków oraz nieustępliwego dążenia do dobrych celów. W wyniku tych działań niektórzy polegną w bitwie, kolejni na misji zagranicznej, a jeszcze inni umrą z powodu parszywej choroby.
Bóg jest Panem wszystkich.
Jakby nie było, każdy mężczyzna oglądał kiedyś z wypiekami na twarzy film Braveheart i mocniej biło mu serce, gdy słyszał słowa Williama Wallace’a:
„Walcz, a możesz zginąć. Uciekaj, a będziesz żył — przynajmniej przez jakiś czas. Ale umierając w swoim łóżku wiele lat później, czy byłbyś skłonny zamienić te wszystkie dni na jedną szansę, tylko jedną szansę, by tu wrócić i powiedzieć naszym wrogom, że mogą odebrać nam życie, ale nigdy nie odbiorą nam wolności!”
Ta przemowa stała się kultowa nie dlatego, że jest dobrze napisana i świetnie zagrana, tylko dlatego, że rezonuje z męską naturą.
Ewangelia
Nie zapominajmy też, że w centrum historii naszej cywilizacji znajduje się opowieść o człowieku, który przyszedł na ziemię, aby zrobić to samemu. Dlaczego? Ponieważ nikt inny nie mógł. Nie było więc innego sposobu na ocalenie naszej upadłej rasy.
Tak więc mężczyzna ów oddał swoje życie, a gdy zadośćuczynił wymaganiom sprawiedliwości, odzyskał je. Wszystko zrobił sam, ponieważ mógł, a śmierć nie mogła go zatrzymać. Łamiąc przekleństwo grzechu i śmierci, rozpoczął odnowę wszystkiego, w tym mężczyzn i kobiet, chłopców i dziewcząt.
Ci, którzy zostali odnowieni, służą swojemu Panu z radością i odwagą.
Bo, tak szczerze, co może ich oddzielić od miłości Boga? Działają więc dla dobra, służą mu, a potem powstaną na nowo.
Chrześcijańscy mężczyźni
Mężczyźni, którzy zostali odnowieni przez Chrystusa, praktykują odpowiedni rodzaj niezależności i naprawiają świat bez konieczności przypominania im o tym.
Ale ci sami mężczyźni odmawiają też przepraszania za cokolwiek, co nie jest grzechem. Niezależnie od tego, kto próbuje ich do tego nakłonić.
Dlatego chłopcy uczący się „robić to samodzielnie” muszą być stosunkowo obojętni na to, co myślą o nich inni ludzie.
Zależy im, co myśli o nich Bóg, szanują swoich ojców i starszych, ale płonie w nich także głęboka, święta niezależność. Mają Biblię, ich grzechy są przebaczone, Duch jest w ich sercach, a oni są po zwycięskiej stronie Wielkiej Wojny, walcząc dla Króla Wszechświata.
Wszystko to czyni chrześcijańskich mężczyzn odpowiednio energicznymi.
Z powyższych powodów tak ważne jest, aby chłopcy nauczyli się myśleć samodzielnie i posiadali głęboką niezależność w formowaniu opinii, generalnie krytyczną wobec mody i trendów. Wszystkiego, co jest „cool”. Cały ich światopogląd powinien być kształtowany głównie (a może nawet wyłącznie) przez Słowo Boże.
Chłopcy, którzy boją się, jak wyglądają w oczach innych, nie rozumieją Ewangelii Jezusa i dlatego rzadko robią coś pożytecznego.
Strach przed człowiekiem i wina z powodu grzechu zawsze będą ich powstrzymywać. Tacy młodzieńcy staną się więc naśladowcami, a nie liderami.
Kobiety (i zniewieściali mężczyźni) tego nie rozumieją
Dla niektórych kobiet i wszystkich spizdołowaconych facetów niezrozumiałe jest, że mężczyźni lepiej pracują razem, gdy starają się być niezależni.
Owszem, grzeszne rywalizacje mogą zakłócać ten projekt, ale mężczyźni generalnie są zachęcani przez innych mężczyzn, aby dobrze wykonywać swoją pracę. Ponadto mężczyźni czerpią inspirację z tych, którzy długo, ciężko i samodzielnie do czegoś dochodzili.
Święta ambicja karmi świętą rywalizację. Jest to dobre i pobożne, o ile jest napędzane głębokim uznaniem łaski Bożej (por. 1 Kor. 15:10).
Dobrze wyszkolona jednostka wojskowa opiera się na tej koncepcji, podobnie jak drużyny sportowe. Im lepszy indywidualnie jest każdy zawodnik, tym lepszy jest zespół. Jasne, praca w drużynie wymaga praktyki, ale zwykle się udaje, gdy każdy wie, co robi.
Jednak jeśli jakaś drużyna skupia się głównie na pracy zespołowej, zniechęca mężczyzn do doskonalenia swoich umiejętności, przez co tworzy słabych zawodników.
Dlatego każdy rodzic powinien zadać sobie następujące pytania:
Czy wychowuję chłopca, który potrafi przyjąć instrukcje, zrealizować je do końca i cieszyć się z dobrze wykonanej pracy? Czy jednak wychowuję zniewieściałego facecika, który na każdym kroku potrzebuje trzymania za rękę i mnóstwa pochwał, aby cokolwiek zrobić?
Wspólnota tworzona przez silnych mężczyzn
Zdrowe chrześcijańskie wspólnoty to miejsca, gdzie mężczyźni są zajęci robieniem dobrych rzeczy na własną rękę.
Oczywiście wypełniają wszystkie swoje obowiązki przed Bogiem, takie jak dbanie o rodzinę, kochanie i nauczanie dzieci, budowanie Królestwa Bożego czy pomaganie sąsiadom. Jednak posiadają też pewną podstawową niezależność, która pozwala im zdobywać umiejętności na tyle cenne, aby się nimi dzielić.
Mężczyzna, który pracuje przy samochodach, może to robić samolubnie. Ale chrześcijanin może znaleźć radość w pracy w garażu nad starym samochodem, a lekcje, które przy tym zdobywa, są przekazywane jego synom lub przydają się, gdy samochód sąsiada nie chce odpalić.
Z kolei chłopcy, którzy uczą się o broni, polowaniu i umiejętnościach przetrwania, często spędzają na tym godziny, zazwyczaj sami. Próbując wszystko zrozumieć, myślą o różnych scenariuszach i wyciągają wnioski odnośnie tego, co może być najbardziej użyteczne i pomocne.
To, czego się uczą, w wielu przypadkach okazuje się błogosławieństwem w przyszłości.
Jasne, istnieją pewne formy izolacji, które są całkowicie niezdrowe dla chłopców. Jednak przy odpowiedniej zachęcie i zabezpieczeniach niezależność jest wielką siłą i cnotą.
Podsumowanie
Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni są przystosowani do tego, żeby pracować poza domem, a kobiety do tego, aby pracować w domu. Właśnie dlatego mężczyźni stoją na pierwszej linii frontu. Potrzebują więc okresów samotności na pracę, myślenie i naukę.
Powinność ta nie może stawać się wymówką do zaniedbywania innych obowiązków i odpowiedzialności, ale fakt pozostaje faktem.
Fundamentalna niezależność myśli i zdolności pozwala mężczyźnie lepiej służyć innym. Z kolei brak celebracji tej samodzielności prowadzi do katastrofy społecznej, rodzinnej i kościelnej.
Puenta może być tylko jedna. Potrzebujemy znacznie więcej chrześcijańskich mężczyzn podobnych do Jonatana i jego giermka, którzy stawili czoła przeważającym nieprzyjacielskim oddziałom, mówiąc:
„Chodźmy, może Pan za nas działać będzie, bo nie ma dla Pana przeszkody w wybawieniu przez wielu lub przez niewielu” (1 Sam. 14:6)
Są to mężczyźni z inicjatywą, którzy zakładają szkoły, firmy i kościoły. Dostrzegają możliwości i z nich korzystają. Kiedy inni są niepewni, oni widzą perspektywy, bo ufają Panu, podejmują ryzyko i mówią: „zrobię to sam.”
Uwagami, przemyśleniami albo osobistymi doświadczeniami w tym temacie możecie podzielić się w komentarzach (albo napisać do mnie bezpośrednio). A jeśli uznaliście tekst za ciekawy i/lub pomocny, podzielcie się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnijcie na stronę facebook’ową bloga i polubcie moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Tekst na podstawie: How to be a man: Do it myslf
Tym zdaniem: >>Kościół Chrześcijański i chrześcijańska rodzina coraz częściej przypominają coś na wzór “pedalskich szklarni”. Wychowuje się w nich miękkich, zniewieściałych i wrażliwych mężczyzn, bo wszyscy wokół nalegają, aby chrześcijańska pobożność wyrażała się przede wszystkim w kobiecych cechach.<< Bo dotąd myślałem, że jesteś typowym poto-katolem z kryptoagitacją na rzecz tej firmy wypisaną na czole. A tu zaskoczenie. Z większością opinii się całkowicie zgadzam, choć podlanie tego sosem wprost wynikającym z wiary – a żywię nadzieję, że nie kwitnącej na gruncie zdegradowanej obecnie religii – blokuje odbiór tych wpisów dla jakiejkolwiek osoby nie będącej ofiarą prania mózgu przez facetów od maskarady w damskich kieckach.
Dzięki, ale ja nie piszę tego, żeby zyskać czyjś szacunek, tylko dlatego, że to prawda.
Problem wspólnoty chrześcijańskiej nie wynika z tego, że jest chrześcijańska, tylko z tego, że jest coraz mniej chrześcijańska.
A sutanna to nie damska kiecka, tylko szata kapłańska. Jeden z najbardziej męskich strojów w historii ludzkości. Nawet mundur żołnierza jest mniej męski, bo dzisiaj nikt nie broni kobiecie go zakładać. A szat kapłańskich żadna kobieta nie może zakładać.
Kościół oczywiście ma swoje problemy, ale one wynikają z czegoś zupełnie innego. Z zarazy, która się wkradła w jego szeregi.
Jeszcze odnośnie tego „sosu wiary”, jak to napisałeś. Wbrew pozorom jest on bardzo ważny, bo mężczyzna nigdy nie będzie prawdziwie silny bez Boga, swojego duchowego Ojca.
Ja znałem ludzi silnych wiarą, ale to byli mężczyźni wraz z naturalnym stosunkiem do kobiet. Religia inna, ale system aksjologiczny identyczny. Tylko, że tam duchowny ma żonę i dzieci, a nie kolegę z seminarium do towarzystwa. Facet bez seksu nie jest zdrowy psychicznie i nie może prowadzić innych. Piszę to jako PRAKTYK, który pomaga na co dzień innym. Pod popularyzowaniem wiary podpisuję się wszystkimi członkami, pod powoływaniem się na ludzi zaburzonych wskutek niezgodnych z ludzką, Bożą przecież – naturą reguł tej czy innej sekty (bo do do mnie tak samo przychodzą JW jak i ofiary KK), żadną miarą.
Z tym zdrowiem psychicznych i seksem akurat się nie zgadzam. Tak może być u ludzi, którzy myślą w sposób materialistyczny.
Oczywiście jakby ktoś miał spłonąć z żądzy, lepiej żeby miał żonę i z nią swoje potrzeby realizował.
Jednak chrześcijaństwo nie bez powodu postuluje konieczność odnowienia umysłu. To pozwala się wyzwolić z materialistycznych łańcuchów, nawet seksualnych (które są jednymi z najcięższych).
Wiem, że to brzmi górnolotnie, ale to prawda. Mężczyzna może przeżyć całe życie bez seksu i nie odczuwać na tym polu żadnej straty. Z fizycznego punktu widzenia jedynym problemem mogą być polucje nocne, ale nawet ich można uniknąć, jeśli prowadzi się w miarę aktywne życie.
Wystarczy spalić trochę energii na siłowni każdego dnia i polucje znikają.
Nie mówię, że każdy powinien całe życie spędzić w celibacie, ale celibat (w rozumieniu nie tylko braku seksu, ale również braku kontaktu z jakąkolwiek pornografią) jest jak najbardziej przydatny i potrzebny. Mężczyzna ma wtedy czas na poznanie i zrozumienie siebie czy zbudowanie jakiegoś fundamentu życiowego.
Jeśli to zrobi, będzie też atrakcyjniejszy dla kobiet, gdy w pewnym momencie zdecyduje, że jednak chciałby z kimś być.
I taka kobieta z prawiczkiem z zerowym doświadczeniem będzie chciała….związku….nie wiesz, o czym piszesz.
Wiele lat temu miałem podobne przekonania, praktyka z kobietami, a przede wszystkim praktyka z ludźmi skrzywdzonymi przez tę po prostu złą ideologię uświadomiła mi bezmiar cierpienia, jakiego doznali ci ludzie ze strony propagatorów tzw. idiotycznej czystości. W Islamie też jest dekalog, a nie ma patologii dotyczącej związków, dlatego tam mężczyźni mają normalny testosteron, a nie tak jak tu – 22 lata i testosteron dziadka 85 lat.
A skąd taka kobieta miałaby wiedzieć, czy ktoś jest prawiczkiem, czy nie? Chyba jedynie, jak jej taki facet bezmyślnie powie.
I nie odpowiadaj, że doświadczenie w łóżku, bo zdecydowana większość nie ma doświadczenia w łóżku. Zresztą taki prawiczek i tak nie powinien się wiązać z kobietą przeoraną przez 20 innych typów, tylko z równie niedoświadczoną, jak on (najlepiej dziewicą).
No i nie do końca rozumiem, jaki związek z wiarą czy czystością ma testosteron. Niski testosteron jest wynikiem przede wszystkim siedzenia na dupie, złej diety i zatrucia środowiska sztucznym estrogenem. Oglądanie pornosów też nie sprzyja temu, żeby był wysoki.
Ale chętnie bym się dowiedział, co rozumiesz przez „idiotyczną czystość” i o jakich cierpieniach mówisz.
Nie rozumiesz mnie, bo Twoja robota tutaj to pisanie bloga, a nie kontakt z ludźmi. Ja znałem naprawdę trochę kobiet i wierz mi, że kobieta, która nie miała faceta w wieku 18 lat, a wieku 20 – z kilkunastu, jest po prostu oziębła, a najwięcej kobiet o przebiegu laski z pornosa mają dziewczyny z prowincji z rodzin, które 3x w tyg. meldują się w lokalnym kościółku. Z drugiej strony, znam facetów, którzy zgłaszają się do mnie po pomoc. To są często koledzy tych dziewuch z wiejskiej szkoły. Jak taka do miasta wyjedzie, to niejedna pani z „branży” ma mniejszy przebieg od niej. A taka nie tylko rozpozna prawiczka, zwłaszcza gdy Turek czy inny zawodnik – uchodźca pokazał jej o co chodzi, a jeszcze by go kijem tknąć nie chciała.
Doskonale zdaję się sobie sprawę z tego, co robią niektóre dziewczyny, kiedy wyrwą się ze swoich rodzinnych wsi. I zgadzam się z tym, że taka kobieta będzie oziębła. Dlatego już kiedyś pisałem, że ten typ kobiet nie nadaje się do związku.
Niestety, ale takim trzeba pozwolić umrzeć w samotności, zamiast ładować się na minę. Może nieliczne byłyby do odratowania, ale tylko wtedy, kiedy na kolanach i szczerze będą błagały Boga o wybaczenie.
Tylko nie rozumiem, w jaki sposób to, co napisałeś, jest sprzeczne z tym, co ja napisałem. No i dalej nie wiem, jak kobieta miałaby rozpoznać prawiczka. Nie każdy prawiczek musi być speszony. Tak samo nie każdy, kto już z kimś sypiał, jest odważny. Ale to i tak nie jest problem warty szczególnego rozważania, bo normalny mężczyzna nie będzie chciał mieć nic do czynienia z takimi kobietami.
No i procent kobiet, które tak postępują, też nie jest znany. Redpillowcy chcieliby mi wmówić, że wszystkie takie są, co jest oczywiście bzdurą. Nawet nie wiem, czy większość taka jest. Współczesna propaganda na pewno stara się zrobić z kobiet kurwy, więc w niedalekiej przyszłości może to być większość, jeśli nic się nie zmieni.
Errata, winno być: Tym zdaniem /tu cytat/ zyskałeś mój szacunek.