Fabian Koziołek
Menu
  • Start
  • Artykuły
    • O męskości
      • Fundamenty męskości
      • Doskonalenie w męskości
      • Męskie ciało
      • Męska psychika
      • Męski duch
    • O kobietach
      • Kobieca natura
      • Relacje z kobietami
      • Feminizm
    • O rodzinie
    • O życiu społecznym
    • Krótkie strzały
    • Wielkie chrześcijaństwo
    • Publicystyka polityczno-kulturowa
    • Studium przypadku
    • Męska czytelnia
    • Wideo
  • Serie wpisów
    • Tęsknoty męskiej duszy
    • Blackpill, Redpill, Godpill
    • Czerwone flagi w randkowaniu
    • Dosięgnąć męskości
    • Kręgosłup i serce
    • Męskość i jej cechy
    • Silne kobiety czy po prostu słabi mężczyźni?
    • Zamiana ról
  • O mnie
  • Kontakt
  • Oficjalna strona
Menu
listo do mężczyzn na 2026 rok

List do mężczyzn na 2026 rok

Posted on 12th styczeń 202626th styczeń 2026 by Fabian Koziołek
Czas czytania: 22 min.

Należę do manosfery. Nieistotne, czy mi się to podoba, czy nie. Z technicznego punktu widzenia należę do manosfery. Prowadzę bloga, który od momentu powstania był skierowany do mężczyzn i z biegiem czasu nic pod tym względem się nie zmieniło.

Jeśli jednak ktoś śledzi moją pracę od wielu lat (albo czyta starsze artykuły), na pewno zauważył, że ja się zmieniłem.

Nie ma w tym przypadku. Bo jeśli chcę żyć w zgodzie z Bogiem i prawdą, nie mogę już bezmyślnie kolportować wątpliwych idei, które żerują na męskiej krzywdzie. Znajdziesz tego pełno w innych zakątkach “męskiego internetu”, więc po co mam się dokładać do chaosu tworzonego przez samozwańczych guru?

Do treści, które tylko pozornie pomagają mężczyznom, ale w rzeczywistości wpędzają ich w jeszcze większą beznadzieję?

Ja nie chcę żerować na twoich ranach, drogi czytelniku, chociaż prawdopodobnie mogłoby mi to przynieść sporo popularności i pieniędzy. Ja chcę, żeby twoje rany się zagoiły. Żebyś stał się prawdziwie silnym mężczyzną, a nie zahukanym gościem z mentalnością ofiary, który boi się wszystkiego i wszystkich (szczególnie kobiet).

Bo manosfera — a przynajmniej znaczna jej część — albo będzie utwierdzała cię w przekonaniu bycia ofiarą systemu, samic, całego świata (do wyboru, do koloru), albo zaoferuje ci alternatywę w postaci stania się oprawcą.

Albo chora przyjemność z własnej krzywdy, albo chora przyjemność z krzywdzenia innych.

Niesamowita alternatywa, nieprawdaż? Dlatego tutaj nie będziemy tego robić. Za to skupimy się na sprawach, które realnie mogą ci pomóc.

1

Zacznijmy od oddania honoru diabłu tam, gdzie ma rację. Bo to nie jest tak, że nie rozumiem genezy i przyczyn powstania całej manosfery (z redpillem na czele). Doskonale zdaję sobie sprawę, skąd to się wzięło.

Już to pewnie kiedyś pisałem, ale warto powtórzyć.

Sam byłem zagubionym chłopaczkiem praktycznie do 23 roku życia. W dużej mierze wynikało to z mojej sytuacji rodzinnej, a przede wszystkim z faktu, że matka zagarnęła mnie dla siebie, uczyniła “swoim dzieckiem” i czymś w rodzaju zastępczego męża. Zaś mój ojciec, mimo że jest porządnym człowiekiem, nie za bardzo potrafił cokolwiek z tym zrobić.

Tak więc moja matka i jej emocje rządziły rodziną, co — jak można się domyślić — nie było dobrym prognostykiem na przyszłość.

Zmierzam do tego, że z pierwszej ręki wiem, jak to jest być opóźnionym w męskim rozwoju. Bo fizycznie może i wyglądałem jak młody mężczyzna, ale psychicznie i emocjonalnie bardziej znajdowałem się gdzieś na poziomie dziecka, a najlepszym razie — nastolatka.

I nie ma w tym nic dziwnego.

Chłopak, który dorasta zbyt blisko matki, nigdy w życiu nie stanie się mężczyzną. Bo droga do męskości wymaga odrzucenia tego, co kobiece. A mówiąc bardziej poetycko: odrzucenia bezpiecznego świata matki i przejścia do niebezpiecznego świata ojca. W tym przejściu chłopakowi powinien pomóc właśnie ojciec (albo jakaś inna ojcowska figura).

Niestety w dzisiejszych czasach tak się nie dzieje. Co prawda nie mam tutaj żadnego potwierdzenia w danych, ale obstawiałbym, że nawet w 7-8 przypadkach na 10 tak się nie dzieje.

Efektem braku tego przejścia jest późniejszy bunt. Chłopiec nie chce słuchać matki, otwarcie się jej sprzeciwia, a w niektórych przypadkach może być nawet wulgarny i agresywny. Nie dlatego, że ma coś przeciwko matce per se, tylko dlatego, iż instynktownie czuje problematyczność takiej sytuacji.

Gdzieś tam w środku wie, że jeśli ma stać się mężczyzną, musi zerwać z matką i jej parasolem bezpieczeństwa.

Jeśli jednak nie ma żadnego mentora, który przeprowadziłby go przez ten proces, będzie szukał po omacku. Często objawia się to chęcią przypodobania się jakieś grupie równie zagubionych młodych mężczyzn, jak on sam. Albo sięganiem po alkohol i inne używki. Albo — co też jest bardzo popularne — szukaniem potwierdzenia swojej męskości u kobiet.

Ostatecznie, gdy próby się nie powiodą, wielu dorosłych chłopców wpada w marazm i apatię.

Jeśli zaś młody mężczyzna zechce dowiedzieć się czegoś na temat męskości dzisiaj, w cyfrowym świecie, prędzej czy później trafi na treści pochodzące z manosfery. Bo — prawdę mówiąc — nie ma wielu alternatyw. A nawet jeśli jakieś istnieją, zwykle są zakopane pod bardziej “klikalnymi”, toksycznymi treściami.

Dorastający chłopak chce odnaleźć swoją męską siłę, dlatego imponuje mu siła. To nic złego.

Problem polega na tym, że główny nurt manosfery oferuje fałszywą namiastkę siły. Pozerstwo podszyte kłamstwem i strachem. Obraz męskości, który mógłby się narodzić w umyśle nastolatka, ale nie dojrzałego, dorosłego mężczyzny.

Obraz męskości tworzony przez równie zagubionych “dorosłych chłopców”, jak sam poszukujący.

Weźmy na przykład gloryfikowanego w manosferze alfonsa, Andrzeja Tate’a. Cała jego persona opierała się na tym, jaki to jest twardy, niepokonany i ogólnie najbardziej alfa ze wszystkich samców alfa.

Do czasu, aż ostatnio w meczu bokserskim dostał łomot od pedała w różowych rękawiczkach, który nawet nie potrafi boksować.

Andrzej Tate, samozwańczy wielokrotny mistrz kickboxingu, został sprany przez kompletnego amatora. Gdyby mecz był jeszcze wyrównany, ale gdzie tam… idol wielu młodych facetów od początku do końca dostawał łomot.

Teraz cały internet się z niego śmieje.

I nie piszę tego po to, żeby się tutaj naigrywać. Chociaż uważam Andrzeja i jego brata za złych ludzi, wiem też, że ich publiczne persony mają wiele wspólnego z doświadczeniami rodzinnymi. Byli wychowywani przez samotną matkę, bo ich ojciec wolał przewalać pieniądze na swoje kosmiczne pomysły, a kiedy wracał do domu, wmawiał swoim synom, jaki to jest zajebisty.

A nie był. Wszystko wskazuje na to, że robił co najwyżej za marnego oszusta.

Żaden ze mnie psycholog, ale obstawiałbym, że publiczna persona Tate’a jest przedłużeniem psychiki małego chłopca, który ciągle próbuje zadowolić swojego tatusia.

W wyniku tych starań Andrzej stał się takim samym oszustem, jak jego ojciec.

Jest to również kolejny dowód na to, żeby nie robić sobie bożka z żadnego człowieka. Bo każdy ludzki idol prędzej czy później cię zawiedzie. Ale Bóg cię nie zawiedzie.

Dlatego przykazanie brzmi:

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

2

Też byłem zagubionym chłopcem — ponad dwudziestoletnim chłopcem — więc wiem, o czym mówię. Miałem wtedy mentalność zranionego szczeniaczka. Moim największym marzeniem było to, żeby związać się z jakąś ładną dziewczyną, która się mną zaopiekuje i nada sens mojemu życiu.

Jako że nigdy nie przeszedłem drogi do męskości, moja natura wydawała mi się podejrzana. Wszystko, co męskie, traktowałem jako gorsze. Z kolei kobiecość uważałem za tą lepszą część człowieczeństwa.

I choć na przestrzeni lat zdarzało się, że różne dziewczyny były mną zainteresowane, zazwyczaj nie były to te, za którymi ja się oglądałem. Poza jednym czy dwoma wyjątkami, które rzeczywiście były bardzo ładne.

Nie wiem, co one we mnie widziały, ale cóż…

Tak czy inaczej w wieku dwudziestu paru lat dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, co to znaczy “być mężczyzną”. Zacząłem więc szukać odpowiedzi.

Zgadnij, gdzie najpierw skierowałem swe kroki.

Zaznaczę tylko, że działo się to ponad 10 lat temu. Manosfera i redpill były wtedy jeszcze w powijakach (przynajmniej w Polsce), a jeśli już młodzi mężczyźni zrzeszali się wokół czegoś, dotyczyło to uwodzenia kobiet. Wtedy tzw. “artyści podrywu” rzeczywiście cieszyli się dużo większą popularnością.

A że jedną nogą tkwiłem już w temacie, bo miałem kumpla, który obracał się w podobnych kręgach, wszedłem w ten świat głębiej.

Byłem zatem jednym z tych facetów, co myślą, że odpowiedź na pytanie o swoją męskość znajdą u kobiet. Bo dużo kobiet na koncie to oznaka męskości, prawda? Heh, śmiechu warte. Zresztą wielu artystów podrywu ma poważne problemy z sobą samym — kilku poznałem osobiście, więc wiem, o czym mówię.

Dlatego koniec końców nie zabawiłem długo w tym świecie. Może to kwestia wychowania, ale nie czułem się dobrze w roli tresowanej małpy skaczącej wokół kobiety tylko po to, żeby ją zmanipulować do seksu i zmyć się po fakcie.

Tak robią oszuści i złodzieje.

Przeskoczyłem więc do redpilla, który w tych czasach dopiero nabierał rozpędu w USA. Wydawał się sensowniejszy, bo nie skupiał się tylko i wyłącznie na tym, jak wykorzystywać kobiety. Co prawda kobiety nadal były centralnym elementem tej pożal się Boże ideologii, ale bardziej w kontekście tego, jak działają.

Byłem jeszcze młody, przez co nie bardzo potrafiłem stwierdzić, czy “odkrycia” redpillowe rzeczywiście miały oparcie w rzeczywistości i w badaniach, jak zarzekali się twórcy tego ruchu.

A powiedzmy sobie szczerze: młody mężczyzna jest zainteresowany tym, jak działają kobiety, więc redpill chociażby z tego względu wydawał się ciekawy.

Jednak w tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie wchodziłem w ten świat z pozycji kogoś, kogo kobieta skrzywdziła. Prywatnie nie miałem żadnych złych doświadczeń z kobietami — może poza tym, że tu czy tam zdarzało mi się dostać kosza. No i oczywiście dorastałem zbyt blisko matki, o czym już pisałem.

Kiedy zatem czytałem książkę Racjonalny mężczyzna, autorstwa samozwańczego “ojca chrzestnego redpilla”, Rollo Tomassiego, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest ona podszyta jakimś urazem. Do dzisiaj pamiętam to uczucie, chociaż minęło już 10 lat. Mimo że autor oczywiście powoływał się na wybrane przez siebie badania (wyniki których w wielu przypadkach są obecnie mocno wątpliwe), to jednak coś mi tam nie grało.

Zresztą…

Jeśli miałbym się nad tym zastanowić trochę dłużej, musiałbym stwierdzić, że osobiście nie pozostawałem w kręgach redpillowych po to, aby “zyskać przewagę nad kobietami i je sobie podporządkować”. Nie. Chociaż oczywiście chciałem się podobać kobietom, moim głównym celem było naprawienie siebie. Stanie się mężczyzną.

Brałem z redpilla to, co pozwalało mi “być lepszym w byciu mężczyzną”, a cała reszta obchodziła mnie co najwyżej umiarkowanie.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, dlaczego również z redpilla wyrosłem. Nie potrzebowałem czerwonej pigułki, żeby być lepszym mężczyzną. Odkryłem doskonałe źródło męskości, oparte na Bogu i prawdzie. Poza tym z biegiem lat cały ten redpillowy ruch stawał się coraz bardziej toksyczny, jadowity i pozbawiony skrupułów.

W internecie pojawiało się coraz więcej influencerów i szarlatanów próbujących coś ugrać na całkiem bogatym rynku, jakim są zranieni mężczyźni.

Zacząłem więc dusić się w tym otoczeniu, bo coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać, że redpill jest mentalnym więzieniem, które tak naprawdę blokuje rozwój mężczyzny, zamiast go wspierać. Pod płaszczykiem zrozumienia i “skutecznych rozwiązań” sprzedaje mu wizję świata, w której jest wieczną ofiarą. Więc albo dołączy do oprawców, albo będzie dymany.

A ja się pytam…

Jak możesz stać się silnym mężczyzną, jeśli żyjesz w wiecznym strachu przed kobietami, światem i systemem? Jak możesz stworzyć zdrową, wieloletnią relację z drugą istotą ludzką, jeśli “samica to twój wróg”?

W takim systemie myślowym albo będziesz uciekał przed światem jak tchórz, albo z zemsty i nienawiści będziesz ranił wszystkich wokół.

3

Wróćmy jeszcze na chwilę do oddawania honoru diabłu tam, gdzie ma rację. Bo redpill — i ogólnie manosfera — nie wzięły się znikąd. Ruchy te w dużej mierze są odpowiedzią na realną dyskryminację mężczyzn w wielu przestrzeniach życia społecznego:

  • w sądach rodzinnych,
  • w sprawach rozwodowych,
  • w codziennym życiu (weźmy np. przyznawanie dodatkowych punktów za samo bycie kobietą w przyjmowaniu na niektóre kierunki studiów).

Dlatego pierwotne skargi manosfery na nieuczciwe traktowanie mężczyzn były w dużej mierze uzasadnione. Mężczyźni rzeczywiście są dyskryminowani w wielu przestrzeniach życia społecznego. Istnieje też sporo miejsc, w których kobiety mają więcej praw i przywilejów.

Poza tym współczesna kultura ciągle motywuje i zachęca kobiety do działania, a mężczyzn w najlepszym razie ignoruje.

Jednak musiałbym tutaj zaznaczyć, że Polska to nie USA. U nas szaleństwo feministyczne przez długi czas nie było tak mocno rozwinięte, przez co obecny waginet Donalda Tuska staje na głowie, żeby dogonić Zachód pod tym względem.

Napiszę zatem jeszcze raz: rozumiem, skąd wzięły się te ruchy. I rozumiem, przez co wielu mężczyzn przechodzi.

Nie zamierzam tutaj nikomu wmawiać, że mężczyźni mają łatwo, albo że problemy naświetlane przez manosferę nie istnieją. To realne zagrożenia, których ostrze jest wymierzone przeciwko mężczyznom.

Jednak czym innym jest zwracanie uwagi na prawdziwe problemy, a czym innym rysowanie katastrofalnej wizji świata, która demotywuje, pozbawia nadziei i wpędza wielu mężczyzn w paranoję.

Właśnie to czyni redpill tak podstępną ideologią. Jej promotorzy biorą realne problemy i fragmenty prawdy, a następnie wykorzystują je przeciwko cierpiącym mężczyznom, czyniąc z nich wieczne ofiary, które potrzebują ideologii, żeby czuć się bezpiecznie.

Tylko ten kult jest w stanie cię obronić.

Czy to nie brzmi znajomo? Chyba właśnie tak postępują samozwańczy guru różnej maści, którzy zbijają majątek na ludziach z problemami. “Tylko my wiemy, jaka jest prawda. Tylko my możemy cię uratować przed cierpieniem.”

4

Oczywiście każda ideologia tego typu potrzebuje wroga, więc tutaj też jest on obecny.

A zatem w kogo został wymierzony nieubłagany palec redpilla? Cóż… w gruncie rzeczy we wszystkich spoza kultu. A już na pewno w każdą kobietę, która kiedykolwiek żyła lub będzie żyła, oraz w każdego mężczyznę, który w jakikolwiek sposób ją wspiera, motywuje czy kocha.

Tak, dobrze czytasz. Wedle wielu redpillowych kultystów darzenie kobiety miłością czyni cię simpem. Jeśli powiesz, że kochasz swoją żonę (albo córkę), jesteś stracony. Znajdujesz się w matrixie i w niewoli gynocentryzmu.

Fanatyczni fani redpilla odjechali już tak daleko, że nieironicznie w to wierzą.

Oczywiście promotorzy tej ideologii nie opierają się tylko i wyłącznie na wytworach swojego umysłu. Ich taktyka jest prosta:

Bierzemy skrajne przykłady kobiet z ostrymi zaburzeniami osobowości i tendencjami antyspołecznymi lub psychopatycznymi, które wykorzystują mężczyzn i znęcają się nad nimi, a następnie wmawiamy naiwnym facetom, że każda kobieta taka jest.

Te ekstremalne przypadki serwowane regularnie łatwowiernym mężczyznom sprawiają, że fani czerwonej pigułki rozciągają ów obraz na wszystkie kobiety.

Nie powinno cię zatem dziwić, że wielu pigularzy uważa, iż kobiety są fundamentalnie niezdolne do miłości i w gruncie rzeczy stanowią coś w rodzaju seksualnego bydła, którym trzeba sprawnie zarządzać.

Wszystkie te pomysły istnieją swobodnie w redpillowym świecie, mimo że nie znajdują poparcia w jakichkolwiek badaniach psychologicznych czy z szerszego zakresu nauki.

Przypomina to raczej znane z siłowni bro-science, co można by przetłumaczyć jako “kolesiowską naukę”. Banda kolesi na podstawie anegdot i stronniczych opowiastek (a nie badań naukowych) tworzy wspólny system przekonań i pseudowiedzy o świecie.

5

Oto, jak ów proces mniej więcej działa:

Mężczyźni, którzy mają problemy sami ze sobą — najczęściej charakteryzujący się lękowym stylem przywiązania i zinternalizowanym przekonaniem o tym, że nie zasługują na miłość (bo np. dorastali przeświadczeni, że muszą zadowalać własną matkę) — znajdują kobiety z poważnymi zaburzeniami (gdyż takie przyciągają), a następnie starają się im służyć w nadziei, że w zamian otrzymają trochę upragnionej miłości.

Ale te kobiety, jako że są fundamentalnie uszkodzone, nie będą wobec nich ani uczciwe, ani wierne. Może i zapewnią facetowi pewne przyjemne emocje, ale w sposób transakcyjny, stopniowo go wypompowując.

W efekcie dochodzi do dramatycznego zakończenia związku, a my otrzymujemy kolejną historię o “miłym facecie”, który został zniszczony przez bezlitosną babę.

Później ten głęboko zraniony mężczyzna szuka pocieszenia u innych mężczyzn z podobnymi historiami. Tak powstaje „echo komora” — przestrzeń, w której każdy, kogo zna, został zraniony przez podobny typ kobiety.

Łatwo się domyślić, do czego taka sytuacja doprowadzi.

Z biegiem czasu ci mężczyźni zaczną się wzajemnie pocieszać tłumaczeniem, że każda kobieta taka jest. Że przecież oni nie zrobili nic złego. To wszystko wina kobiet.

Do tego dochodzi manosfera, gdzie samozwańczy guru, liderzy i influencerzy podręcają do kwadratu podobne nastroje w zranionych mężczyznach. Bo często jest tak, że te gadające głowy z internetu, które teraz przedstawiają się w roli ekspertów od relacji, same zostały wcześniej zranione w mniej lub bardziej podobny sposób.

Dlatego mężczyźni wpadający w pułapkę redpilla — często dobrzy mężczyźni — przeważnie nie kończą wyleczeni. A już na pewno nie uczą się bezpiecznego stylu przywiązania, który jest kluczowy do budowania udanego, długotrwałego związku.

Wyobraź sobie “miłego faceta”, który został zraniony. Albo w ogóle nie potrafi zainteresować sobą kobiety. Jednocześnie na lewo i prawo widzi silniejszych, odważniejszych mężczyzn, niemających z tym problemu.

Taki facet idzie potem do internetu i szuka odpowiedzi na pytanie: czemu kobiety nie są dla mnie dobre? Czemu nie chcą ze mną sypiać?

I jaką odpowiedź znajduje?

Kobiety nie chcą z tobą sypiać, bo kobiety to niezdolne do miłości potwory, które nie są w stanie tworzyć zdrowych związków opartych na lojalności. Trudno powiedzieć, czy kobiety są w ogóle ludźmi. Wszystko wskazuje, że to bardziej zwierzęta.

Tylko ty jako mężczyzna jesteś w pełni racjonalny i tylko ty jako mężczyzna jesteś celem ataku, a nasza społeczność to jedyne miejsce, w którym możesz czuć się bezpieczny.

Chodź do nas, a nauczymy cię, jak wyłudzić trochę seksu od tych zwierząt.

Jakbyśmy odarli redpill z tych wszystkich intelektualnych sformułowań i narracji ubranych w wymyślne słówka, to właśnie z czymś takim byśmy zostali. To jest szkielet tej ideologii. Walka klasowa (a raczej płciowa) i manipulacja.

Nie patrz na ich słowa, patrz na owoce ich pracy.

6

Tym, co redpill tak naprawdę robi na gruncie psychologicznym, jest przerabianie mężczyzn z lękowymi tendencjami na facetów z unikowym stylem przywiązania. W efekcie stopniowo tracą oni zdolność do nawiązania zdrowej relacji z kimkolwiek, bo uczą się patologicznego braku zaufania do wszystkich istot ludzkich poza ich „bezpiecznym kultem”.

Oczywiście głównym wrogiem są tu kobiety.

Jakby nie było, w wielu przypadkach to kobieta była źródłem pierwotnej rany tych mężczyzn. Niejeden nadal skrywa w sobie niechęć do własnej matki, bo albo nie dała mu miłości, której potrzebował jako dziecko, albo z powodu własnych lęków dawała jej za dużo (tak, jest coś takiego jak nadmiar miłości).

Właśnie stąd — z dzieciństwa — biorą się patologiczne style przywiązania.

7

Wiesz, co się stanie, kiedy pod wpływem redpillowej ideologii mężczyzna skończy postępować w sposób lękowy, a zacznie w sposób redpillowo-unikowy? Zmieni się rodzaj kobiet, które będzie przyciągał (i które sam będzie chciał “zdobywać”).

Facet z lękowym stylem przywiązania przyciągał do siebie kobiety, które z powodu swoich zaburzeń go kontrolowały, a finalnie raniły i zdradzały. Z kolei facet z unikowym stylem przywiązania wabi kobiety z poważnymi brakami na polu poczucia własnej wartości, które szukają aprobaty i zrobią wszystko, żeby poczuć się kochanymi.

Taki delikwent wykorzystuje potem techniki manipulacji wyniesione z manosfery, aby tę zakompleksioną kobietę emocjonalnie zmusić do seksu na warunkach, które mu odpowiadają.

Wykorzystuje obecny w niej, silny lęk przed porzuceniem, żeby trzymać ją na seksualnej smyczy. A kobieta z lękowym stylem przywiązania jest w stanie zrobić naprawdę dużo, żeby uniknąć ryzyka urzeczywistnienia swoich lęków. I żeby zatrzymać przy sobie mężczyznę, w którym „się zakochała”.

NAPRAWDĘ dużo. Nawet bardzo poniżających praktyk seksualnych.

Tak więc redpill zmienia słabych i zranionych mężczyzn w oprawców, którzy żerują na słabych i zranionych kobietach, wykorzystując ich traumy i braki z dzieciństwa.

Ludzie charakteryzujący się zdrowym (bezpiecznym) stylem przywiązania — zarówno kobiety, jak i mężczyźni — zazwyczaj nie dają się nabrać na takie sztuczki. Oczywiście może się od czasu do czasu zdarzyć, że okażą zainteresowanie i dają szansę “pozerowi”, ale przeważnie potrafią stawiać rozsądne granice.

Poza tym ludzie cechujący się bezpiecznym stylem przywiązania zazwyczaj nie bawią się w feminizm i maskulinizm, bo potrafią tworzyć szczęśliwe związki. Dla nich ta cała narracja i zabawa w manipulację jest głupia.

Bo dlaczego ktokolwiek miałby chcieć manipulować swoim wybrankiem/wybranką? Przecież to jest wykańczające psychicznie. Dlaczego po prostu — no nie wiem — nie być szczerym?

8

Jaki zatem jest cel redpillowej ideologii? Życie skrajnie hedonistyczne.

„Ruchać i obserwować”, prawda? To jest dzisiaj popularne powiedzonko w polskim redpillu.

Jako mężczyzna masz wykorzystywać kobietę, dopóki dostarcza ci przyjemności, ale gdyby jakimś cudem ta niepewna siebie panienka wykazała się choćby odrobiną kręgosłupa i własnego zdania, powinieneś ją porzucić i poszukać sobie innej ofiary do seksualnych eskapad.

Ci mężczyźni nawet przybijają sobie piątkę, kiedy tak robią.

9

A co z mężczyznami, którzy jednak chcieliby mieć rodziny? Dla których sam hedonizm to nie jest dobry sposób na życie?

Wtedy redpill radzi, żebyś sprawował totalną kontrolę nad tym seksualnym bydłem.

Jeśli już masz (lub planujesz mieć) żonę i dzieci, powinieneś swoją wybrankę trzymać w ciągłej niepewności i strachu. To ma nawet swoją nazwę — dread game — kiedy regularnie dajesz kobiecie do zrozumienia, że może zostać porzucona lub zdradzona, jeśli nie będzie robiła tego, czego chcesz.

W redpillu seks, strach i mania kontroli rządzi każdym związkiem.

10

Dla wielu mężczyzn czerwona pigułka jest przekonująca, bo zdaniem jej promotorów wszystkie te idee opierają się na „nauce”. Na psychologii ewolucyjnej.

Nie będę się tutaj szczególnie zagłębiał w temat, ale powiem, że pigularze tak się znają na psychologii ewolucyjnej, jak ja na fizyce kwantowej.

Już parokrotnie na łamach bloga pokazywałem, że cały wysiłek intelektualny redpilla sprowadza się do wzięcia jednego badania pod tezę (którego wyniku nieraz nie da się nawet jednoznacznie powtórzyć!) i stworzenia na jego podstawie całej ideologii przy zupełnym zignorowaniu dziesiątek innych badań pokazujących zgoła inne dane.

Co gorsza, czasem nawet to jedno badanie będące fundamentem myśli redpillowej jest przez pigularzy źle czytane i interpretowane.

11

Finał ideologii czerwonej pigułki sprowadza się do stwierdzenia, że kobiety wyewoluowały do bycia seksualnym bydłem dla mężczyzn i w gruncie rzeczy nie są zdolne do korzystania z wyższych funkcji umysłowych, więc trzeba z nimi postępować w odpowiedni sposób.

Powiedziałbym, że tylko skrajni pigularze dochodzą do takich wniosków, ale z dnia na dzień coraz bardziej przekonuję się, że mnóstwo członków tej społeczności tak myśli.

Wygląda to na męski ruch supremacyjny, który coraz wyraźniej przypomina lustrzane odbicie żeńskiego ruchu supremacyjnego — feminizmu.

12

Oczywiście świętym graalem redpilla jest teoria hipergamii, którą też podkręca do kwadratu. Do tego stopnia, że redpillowym kultystom wydaje się, że każda kobieta tylko czeka, żeby się z nimi związać, ograbić z majątku i zacząć uganiać za innym facetem, który ma 5 zł więcej w portfelu.

Bo jak wiadomo w “czerwonych” kręgach, kobiety nie są zdolne do żadnej lojalności ani miłości. Hipergamia wyewoluowała w nich po to, żeby mogły wbić mężowi nóż w plecy i natychmiast zacząć rozglądać się za zasobami innego mężczyzny.

Tak jak pisałem wcześniej, w świecie redpillowym każda kobieta to ukryta socjopatka.

Tacy mężczyźni w ogóle nie dopuszczają do głowy myśli, że mąż też może być winien rozpadowi małżeństwa.

Np. w USA zdecydowaną większość rozwodów przypisuje się totalnemu brakowi zaangażowania emocjonalnego ze strony męża. Bo prawdopodobnie nigdy nie nauczył się, jak wygląda prawdziwa intymność emocjonalna.

Jasne, część z tego może być wymówką dla kobiet, które i tak chciałyby się rozwieść, ale fakt pozostaje faktem.

Poza tym sama teoria hipergamii nie wygląda tak, jak wielu pigularskich influencerów próbuje ją przedstawiać. Bo chociaż rzeczywiście kobiety w swoich deklarowanych preferencjach bardziej zwracają uwagę na status i zasoby, a mężczyźni na młodość i urodę, to w przypadku realnego dobierania się w pary ludzie przeważnie łączą się na podobnym poziomie atrakcyjności.

Pod słowem “atrakcyjność” rozumiem tu zestawienie wszystkich cech wpływających na pożądalność danego człowieka, takich jak wygląd, wiek, status, majątek, wykształcenie, charakter, etc.

Niektóre badania sugerują nawet, że im bardziej egalitarne jest społeczeństwo, tym mniej hipergamiczne kobiety się stają.

13

Redpill, jak każda szarlataneria, bierze fragmenty prawdy, żeby zbudować swoją wiarygodność, a następnie tworzy wokół nich kosmiczne teorie, które nie mają oparcia nawet w tych badaniach, na które sami szarlatani się powołują.

14

To nie znaczy, że każdy mężczyzna wchodzący w świat redpilla jest zły. Większość to po prostu zagubieni chłopcy (tak jak ja byłem kiedyś zagubionym chłopcem), którzy próbują odnaleźć się w tym świecie, bo albo nikt ich nie nauczył być mężczyzną, albo doświadczyli cierpienia.

Takim facetom manosfera (i redpill) daje namiastkę zrozumienia i pokrętnej miłości, bo ktoś wreszcie nazywa ich problemy. Ale zamiast propozycji wyleczenia i naprawy samego siebie redpill wmawia im, że powinni nosić swoje patologiczne style przywiązania jak odznakę honorową i najlepiej zrobią, ucząc się wykorzystywać i krzywdzić innych ludzi.

To nie ty jesteś problemem, to oni (albo one) są problemem.

Przypomina ci to coś?

I to nie jest tak, żebym nie rozumiał, że niektórzy mężczyźni zostali zranieni. Część została nawet poważnie zraniona.

I nie ma nic złego w tym, żeby to czuć.

Ale wypełnianie tych ran nienawiścią, żalem i strachem nie jest rozwiązaniem. Tym bardziej nie jest, jeśli toksyczne emocje napędzają cię potem do krzywdzenia siebie albo innych ludzi poprzez wykorzystywanie ich własnych ran do manipulowania nimi.

15

Musisz zrozumieć jedno.

Większość mężczyzn, którzy dali się omamić redpillowi, nie cechuje się bezpiecznym stylem przywiązania. Zazwyczaj pochodzą z rodzin w najlepszym razie dysfunkcyjnych, gdzie nigdy nie nauczyli się, jak w bezpiecznych warunkach darować komuś miłość i otrzymywać ją.

  • Może byli wychowywani przez samotną matkę.
  • Może mieli słabego ojca, który pozwolił apodyktycznej matce rządzić wszystkim i wszystkimi.
  • Może mieli matkę, która się nad nimi znęcała. A teraz próbują sprawować totalną kontrolę nad kobietami, żeby poczuć się bezpiecznie.

Tak czy inaczej wielu z nich wyrosło na facetów, którzy panicznie boją się kobiet. I chociaż nie chcą być sami, nie są w stanie zaprosić żadnej dziewczyny na randkę, bo każda wyczuwa ich strach na kilometr.

Zaś redpill tylko pogłębia męską paranoję. Czyni z mężczyzn wieczne ofiary, a następnie wmawia im, że jeśli nie chcą już być ofiarami, powinni stać się oprawcami.

A tak się składa, że byłe ofiary potrafią być jednymi z najbardziej okrutnych oprawców, jeśli otrzymają trochę władzy.

16

Oczywiście to, o czym piszę, nie dotyczy tylko facetów. Wedle najnowszych szacunków nawet 50-60% ludzi charakteryzuje się niezdrowym stylem przywiązania — zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Jeśli więc sam masz problemy na tym polu, prawdopodobnie już znajdujesz się w „basenie matrymonialnym” pełnym równie uszkodzonych ludzi. A w tym basenie panuje jeden wielki chaos.

  • Jako lękowy mężczyzna będziesz albo kobiety odstraszał, albo przyciągał te wyrachowane, które z chęcią będą cię wykorzystywały.
  • A jako unikowy mężczyzna (do tego wyszkolony przez redpill) będziesz przyciągał złamane kobiety, które chcą, żeby ktoś je kontrolował i ranił, bo to jedyna namiastka miłości, którą znają.

Także nie tylko mężczyźni są zagubieni w tym świecie. Kobiety też.

17

Dlatego rozwiązaniem nie jest utwierdzanie się w swoim skrzywionym stylu bycia, ale wyleczenie samego siebie i przeniesienie się z zepsutego „basenu matrymonialnego” do tego zdrowszego, w którym kobiety zdolne do bezpiecznego okazywania miłości szukają kandydata na męża, któremu można się lojalnie oddać i budować wspólne życie.

Bo prawda jest taka, że większość kobiet (również tych złamanych) szuka miłości.

Dlatego wiele z nich trzyma się kurczowo pierwszego faceta, z którym wejdą w związek, a następnie próbują robić wszystko, żeby ten związek utrzymać. Nie dlatego, że związały się z jakimiś milionerami, którzy mają sylwetki modelów rodem z rozkładówek Calvina Kleina. W wielu przypadkach ci mężczyźni to ledwo funkcjonujące przegrywy, którzy w najlepszym razie są w stanie zapewnić kobiecie przeciętne życie.

Jakby nie było, to kobiety w większości szukają kursów poprawy relacji, albo terapii dla par, albo same chodzą na terapię dla polepszenia związku.

I nie piszę tego po to, żeby bronić kobiet. Chcę, żebyś zrozumiał, że kobiety jako ogół nie są bezlitosnymi i nielojalnymi potworami, jakimi próbuje je uczynić redpill.

Jasne, istnieją takie kobiety. Są na tym świecie kobiety wyrachowane, samolubne i złe do szpiku kości. Takie, które potrafią fałszywie oskarżyć męża o gwałt lub znęcanie się, a kiedy ten zostanie wywalony z domu, sprowadzić sobie na jego miejsce kochanka.

Ale to nie jest norma. To jest skrajność. Efekt patologicznych zaburzeń osobowości. A redpill rozciąga tę charakterystykę na WSZYSTKIE kobiety.

18

Redpill nie jest zatem żadnym wyjściem z matrixa — chyba że wyjściem z matrixa nazywasz przeniesienie się do jeszcze ciaśniejszej celi własnego strachu i nienawiści. To nie jest czerwona pigułka, to pigułka przerażenia.

Obsesja na punkcie kontroli i wzajemne poklepywanie się po plecach, żeby kultyści tego ruchu nigdy nie musieli zabrać się za rozwiązanie swoich własnych problemów.

Dlatego wielu facetów nie lubi samych siebie, kiedy przejdą redpillowe pranie mózgu.

A ci, którzy zostają w tym środowisku, bardzo często kończą jako ohydni, złośliwi, agresywni kultyści, którzy zaczynają na ciebie wrzeszczeć i zrównywać cię z błotem w momencie, w którym podważysz jakąkolwiek pseudonaukę przepychaną przez ich kult.

Bo kult daje im poczucie bezpieczeństwa.

Prawdę mówiąc, zatwardziali pigularze w swoim zachowaniu niewiele różnią się od rozbujanych emocjonalnie feministek.

19

I nie chodzi o to, żebyś nagle wrócił do naiwności i zaczął traktować kobiety jak ziemskie anioły. Nic z tych rzeczy. Powinieneś nauczyć się filtrować kobiety pod kątem zdrowia psychicznego i niebezpieczeństwa tak samo, jak kobiety (przynajmniej te rozsądne) filtrują mężczyzn.

Bo oczywistym jest, że nie każda kobieta to dobra partia i nie każda nadaje się do związku.

Napraw siebie, a połączysz się ze zdrowszym „basenem matrymonialnym”, gdzie znajdziesz kobiety zdolne do bezpiecznej miłości, tworzenia długoterminowej relacji i budowania wspólnego życia.

Czy to możliwe? Oczywiście, że tak.

20

Tak się składa, że nawet sam „ojciec chrzestny” redpilla trwa w wieloletnim związku małżeńskim, mimo że publicznie wmawia młodym mężczyznom, żeby nigdy się nie żenili. Podobno ma nawet córkę, mimo że publicznie wmawia młodym mężczyznom, żeby nigdy nie mieli dzieci.

Co ci to mówi? Brzmi to może jak hipokryzja? Albo jak słowa kogoś, kto celowo próbuje pozbawić cię szczęścia i chce trzymać w wiecznych kajdanach strachu, bo przynosi mu to zyski?

Jak to mówią o współczesnej medycynie: wyleczony pacjent to stracony pacjent.

Swoją drogą ciekawi mnie, jak jego córce żyje się z ojcem publicznie głoszącym, że nie ma czegoś takiego, jak kobieta wysokiej wartości. Oczywiście nie wiem, jaki jest wobec niej prywatnie, ale jeśli tak ją traktuje, na rynku matrymonialnym prawdopodobnie pojawi się kolejna złamana kobieta gotowa do bycia wykorzystaną lub nienawidząca mężczyzn.

Uwaga, tutaj ciekawostka.

Jest pełno kultystów redpillowych, którzy mają córki. I którzy w wyniku zranienia (np. paskudnego rozwodu) tak głęboko wchodzą w redpill, że potem dają ujście swojemu gniewowi, wyżywając na tych biednych dziewczynach, dla których powinni być opiekunami i wzorami.

A wszystko dlatego, że ich córki miały tego pecha, iż urodziły się kobietami.

W ten sposób sami wychowują uszkodzone laski, na które kolejne pokolenie pigularzy będzie narzekało.

21

Dlatego moje przesłanie na ten rok jest następujące: nie spędzaj całego życia w strachu i nienawiści. I nie pozwól, żeby te emocje doprowadziły cię do krzywdzenia innych ludzi, którzy i tak są już poranieni.

Zgodnie z tym motywem przewodnim w kolejnych tygodniach i miesiącach będziemy zajmowali się tematami mogącymi realnie poprawić twoje życie. Będziemy też kontynuowali rozbrajanie różnych kłamstw i nie tylko, żebyś zobaczył, że większość influencerów z manosfery to tylko aroganccy głupcy, którzy nie wiedzą, o czym mówią.

Bo ja osobiście życzyłbym sobie i tobie, żebyśmy byli jak najlepszymi mężczyznami — dobrymi, mądrymi, silnymi i odważnymi. I abyśmy godnie reprezentowali naszego Stwórcę na ziemi.

Amen.

Masz uwagi, przemyślenia albo osobiste doświadczenia w tym temacie? Podziel się w nimi w komentarzu (albo napisz do mnie bezpośrednio). A jeśli uznałeś tekst za ciekawy lub pomocny, podziel się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnij na stronę facebook’ową bloga i polub moją twórczość.

Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.

Wesprzyj bloga i pomóż mi pomagać innym! Kliknij przycisk i postaw mi kawę!

Zajrzyj też na:

Facebook X-twitter Youtube

17 thoughts on “List do mężczyzn na 2026 rok”

  1. Janusz pisze:
    13th styczeń 2026 o 10:11 pm

    Odkryłem doskonałe źródło męskości, oparte na Bogu i prawdzie.

    Jednak czym innym jest zwracanie uwagi na prawdziwe problemy, a czym innym rysowanie katastrofalnej wizji świata, która demotywuje, pozbawia nadziei i wpędza wielu mężczyzn w paranoję.

    Innymi słowy: nie masz do zaproponowania żadnej alternatywy, bo też nie możesz takowej mieć, a trudno za takie uznać fanatyzm religijny + rytualne klepanie formułek czy też chowanie głowy w piasek i udawanie, że jest lepiej niż w rzeczywistości.

    Nie powinno cię zatem dziwić, że wielu pigularzy uważa, iż kobiety są fundamentalnie niezdolne do miłości i w gruncie rzeczy stanowią coś w rodzaju seksualnego bydła, którym trzeba sprawnie zarządzać.

    Kobiety nie chcą z tobą sypiać, bo kobiety to niezdolne do miłości potwory, które nie są w stanie tworzyć zdrowych związków opartych na lojalności. Trudno powiedzieć, czy kobiety są w ogóle ludźmi. Wszystko wskazuje, że to bardziej zwierzęta.

    Kobiety są fundamentalnie niezdolne do takiej miłości, jaką okazują im mężczyźni, a mówiąc wprost – kobiety są niezdolne do miłości „romantycznej” wobec mężczyzn. Kiedyś nie było to najmniejszym problemem, bo ludzi nieszczególnie obchodziła i miłość „romantyczna”, i zdanie kobiety. Relacja między mężczyzną a kobietą jest z natury rzeczy nierówna, podobnie jak między kobietą a jej dzieckiem, nie mówiąc już o tej między dzieckiem a jego ojcem. Jedni mogą to akceptować, inni nie, ale ci, którzy liczą na otrzymanie od kobiety „miłości” podobnej do tej, jakiej ją darzą, zawsze się rozczarują.

    Poza tym ludzie cechujący się bezpiecznym stylem przywiązania zazwyczaj nie bawią się w feminizm i maskulinizm, bo potrafią tworzyć szczęśliwe związki. Dla nich ta cała narracja i zabawa w manipulację jest głupia. Bo dlaczego ktokolwiek miałby chcieć manipulować swoim wybrankiem/wybranką? Przecież to jest wykańczające psychicznie. Dlaczego po prostu — no nie wiem — nie być szczerym?

    A właściciele zakładów pracy nie bawią się w związki zawodowe. A ludzie bogaci nie bawią się w solidaryzm czy tym bardziej socjalizm. Ciekawe, dlaczego? Jeśli naprawdę wierzysz w to, że ludzie sobą nie manipulują na potęgę ani się nie okłamują, to… jest gorzej, niż sądziłem.

    Jaki zatem jest cel redpillowej ideologii? Życie skrajnie hedonistyczne. „Ruchać i obserwować”, prawda? To jest dzisiaj popularne powiedzonko w polskim redpillu. Jako mężczyzna masz wykorzystywać kobietę, dopóki dostarcza ci przyjemności, ale gdyby jakimś cudem ta niepewna siebie panienka wykazała się choćby odrobiną kręgosłupa i własnego zdania, powinieneś ją porzucić i poszukać sobie innej ofiary do seksualnych eskapad. Ci mężczyźni nawet przybijają sobie piątkę, kiedy tak robią.

    Ach, ten prawdopośrodkizm. Nie będę rozliczał moralnie tych mężczyzn, którzy są na tyle atrakcyjni i śmiali, by zagrać z kobietami w grę, w którą grają z nami od dawna na wiele większą skalę. Sam tego nie robię, ale nie będę tego krytykował, bo to nie na mężczyznach spoczywa główna wina za to, jak jest. Być może redpill jest grypą, ale w takim razie emancypacja kobiet i jej skutki są gruźlicą.

    A co z mężczyznami, którzy jednak chcieliby mieć rodziny? Dla których sam hedonizm to nie jest dobry sposób na życie? Wtedy redpill radzi, żebyś sprawował totalną kontrolę nad tym seksualnym bydłem. Jeśli już masz (lub planujesz mieć) żonę i dzieci, powinieneś swoją wybrankę trzymać w ciągłej niepewności i strachu.

    Trzymanie kobiet „w niepewności i strachu”, jak to nazwałeś, ma być kontrowersyjne? To jest dosłownie absolutne minimum, jakie powinien robić mężczyzna, by nie wejść na prostą ścieżkę do rozpierdolenia relacji, w której jest. Jeśli już grać w tę grę – co nie jest obowiązkiem, podkreślam – to należy wiedzieć, że na powodzenie bardziej może liczyć zimny skurwiel, nieraz przestępca, a nawet morderca niż miły buchalter, wykładowca czy inny do bólu przewidywalny biały kołnierzyk.

    Finał ideologii czerwonej pigułki sprowadza się do stwierdzenia, że kobiety wyewoluowały do bycia seksualnym bydłem dla mężczyzn i w gruncie rzeczy nie są zdolne do korzystania z wyższych funkcji umysłowych, więc trzeba z nimi postępować w odpowiedni sposób.

    Aż tak daleko bym się nie zapędzał, ale co do istoty rzeczy – również prawda.

    Oczywiście świętym graalem redpilla jest teoria hipergamii, którą też podkręca do kwadratu. Do tego stopnia, że redpillowym kultystom wydaje się, że każda kobieta tylko czeka, żeby się z nimi związać, ograbić z majątku i zacząć uganiać za innym facetem, który ma 5 zł więcej w portfelu. Bo jak wiadomo w “czerwonych” kręgach, kobiety nie są zdolne do żadnej lojalności ani miłości. Hipergamia wyewoluowała w nich po to, żeby mogły wbić mężowi nóż w plecy i natychmiast zacząć rozglądać się za zasobami innego mężczyzny. Tak jak pisałem wcześniej, w świecie redpillowym każda kobieta to ukryta socjopatka. Tacy mężczyźni w ogóle nie dopuszczają do głowy myśli, że mąż też może być winien rozpadowi małżeństwa. Np. w USA zdecydowaną większość rozwodów przypisuje się totalnemu brakowi zaangażowania emocjonalnego ze strony męża. Bo prawdopodobnie nigdy nie nauczył się, jak wygląda prawdziwa intymność emocjonalna.

    Hipergamia jest „przewlekłą chorobą” ludzkości, której negatywne skutki w różnych okresach mniej lub bardziej, ale neutralizowano. Czas przeszły jest tu istotny – w dużej części świata już się tego nie robi i mamy to, co mamy. Jeśli musi nas w ogóle interesować kwestia tego, czy kobiety są lojalne same z siebie (spoiler: nie są), to znaczy, że dawno przegraliśmy. Powoływanie się na statystyki produkowane przez feministki i bzdurzenie o „intymności emocjonalnej” przemilczę, to już cios (zadany sobie samemu) poniżej pasa.

    Dlatego rozwiązaniem nie jest utwierdzanie się w swoim skrzywionym stylu bycia, ale wyleczenie samego siebie i przeniesienie się z zepsutego „basenu matrymonialnego” do tego zdrowszego, w którym kobiety zdolne do bezpiecznego okazywania miłości szukają kandydata na męża, któremu można się lojalnie oddać i budować wspólne życie. Bo prawda jest taka, że większość kobiet (również tych złamanych) szuka miłości. (…) Jakby nie było, to kobiety w większości szukają kursów poprawy relacji, albo terapii dla par, albo same chodzą na terapię dla polepszenia związku. I nie piszę tego po to, żeby bronić kobiet. Chcę, żebyś zrozumiał, że kobiety jako ogół nie są bezlitosnymi i nielojalnymi potworami, jakimi próbuje je uczynić redpill. Jasne, istnieją takie kobiety. Są na tym świecie kobiety wyrachowane, samolubne i złe do szpiku kości. Takie, które potrafią fałszywie oskarżyć męża o gwałt lub znęcanie się, a kiedy ten zostanie wywalony z domu, sprowadzić sobie na jego miejsce kochanka. Ale to nie jest norma. To jest skrajność. Efekt patologicznych zaburzeń osobowości. A redpill rozciąga tę charakterystykę na WSZYSTKIE kobiety.

    Wiara w istnienie takich zjawisk to jest zwykły cope, co już wcześniej starałem się tłumaczyć. Nie ma żadnego znaczenia, czy tu albo gdzie indziej istnieje sobie jakieś bractwo Piusa X, gdzie może uchowała się jakaś normalna kobieta (oaz, neokatechumenatów i reszty posoborowego wleczenia się w ogonie demoliberalizmu) – realia systemowe są fundamentalnie wrogie wszystkiemu, co można by nazwać tradycyjnym, konserwatywnym itp. Oczywiście to nie tak, że wcześniej wszyscy byli święci, ale nawet jeśli tu i ówdzie trafiła się jakaś kurewka, to system mniej lub bardziej, ale sprzyjał rodzinie i ww. wartościom. „Kursy poprawy relacji” i „terapie dla par” również pominę, nie wierzę, że naprawdę możesz wierzyć w rzetelność żydowskiej z gruntu paranauki, jaką jest psychologia (o psychoterapii nie wspominając). No i na koniec się powtórzę – mniejsze znaczenie ma to, jaka w tym momencie jest dana kobieta, a większe to, że obracamy się w świecie, który daje jej narzędzia do stania się potworem i zniszczenia twojego życia.

    Napraw siebie, a połączysz się ze zdrowszym „basenem matrymonialnym”, gdzie znajdziesz kobiety zdolne do bezpiecznej miłości, tworzenia długoterminowej relacji i budowania wspólnego życia. Czy to możliwe? Oczywiście, że tak.

    Znów cope, który wyżej wyjaśniłem.

    Odpowiedz
    1. Janusz pisze:
      14th styczeń 2026 o 12:07 am

      PS. Miało być „(oaz, neokatechumenatów i reszty posoborowego wleczenia się w ogonie demoliberalizmu nie liczę)”, zapomniałem edytować w porę.

      Odpowiedz
    2. Fabian Koziołek pisze:
      18th styczeń 2026 o 1:16 pm

      Innymi słowy: nie masz do zaproponowania żadnej alternatywy, bo też nie możesz takowej mieć, a trudno za takie uznać fanatyzm religijny + rytualne klepanie formułek czy też chowanie głowy w piasek i udawanie, że jest lepiej niż w rzeczywistości.

      Mam alternatywę: przestań narzekać i zajmij się sobą. Chcesz żebym cały świat naprawił jednym pstryknięciem palców, czy co?

      Poza tym udawanie, że jest gorzej niż w rzeczywistości, prowadzi do jeszcze gorszych rezultatów.

      Kobiety są fundamentalnie niezdolne do takiej miłości, jaką okazują im mężczyźni, a mówiąc wprost – kobiety są niezdolne do miłości „romantycznej” wobec mężczyzn

      Masz na to jakiś dowód, czy to tylko opinia wyssana z palca?

      A właściciele zakładów pracy nie bawią się w związki zawodowe. A ludzie bogaci nie bawią się w solidaryzm czy tym bardziej socjalizm. Ciekawe, dlaczego? Jeśli naprawdę wierzysz w to, że ludzie sobą nie manipulują na potęgę ani się nie okłamują, to… jest gorzej, niż sądziłem.

      A co ma piernik do wiatraka? Piszę o związkach i o niczym innym. Możesz sobie w to nie wierzyć, ale normalni, wewnętrznie stabilni ludzie sobą nie manipulują. Manipulacja jest strategią ludzi niezdolnych do budowania relacji opartych na zaufaniu — i to dotyczy obu płci.

      Sam tego nie robię, ale nie będę tego krytykował, bo to nie na mężczyznach spoczywa główna wina za to, jak jest. Być może redpill jest grypą, ale w takim razie emancypacja kobiet i jej skutki są gruźlicą.

      Tak tak, feministyczna hipokryzja redpilla. Mężczyzna jest jednocześnie silny i racjonalny, a także słaby i niezdolny do poradzenia sobie z kobietami.

      Poza tym jeśli nie widzisz w tym problemu, nie masz żadnych moralnych podstaw, żeby w jakikolwiek sposób krytykować kobiety.

      Trzymanie kobiet „w niepewności i strachu”, jak to nazwałeś, ma być kontrowersyjne? To jest dosłownie absolutne minimum, jakie powinien robić mężczyzna, by nie wejść na prostą ścieżkę do rozpierdolenia relacji, w której jest. Jeśli już grać w tę grę – co nie jest obowiązkiem, podkreślam – to należy wiedzieć, że na powodzenie bardziej może liczyć zimny skurwiel, nieraz przestępca, a nawet morderca niż miły buchalter, wykładowca czy inny do bólu przewidywalny biały kołnierzyk.

      Bzdura kompletna wyssana z palca przez manosferę. Hybristofilia, czyli pociąg seksualny do przestępców, to przypadek zdarzający się skrajnie rzadko w populacji. Ale oczywiście pigularze również to rozdmuchali to takich rozmiarów, jakby każda kobieta leciała na przestępców.

      Aż tak daleko bym się nie zapędzał, ale co do istoty rzeczy – również prawda.

      😀 Ok, typie. Jak już pisałem wcześniej, z takim światopoglądem nie masz żadnych podstaw, żeby kogokolwiek krytykować. Jesteś lustrzanym odbiciem feministki.

      Hipergamia jest „przewlekłą chorobą” ludzkości, której negatywne skutki w różnych okresach mniej lub bardziej, ale neutralizowano. Czas przeszły jest tu istotny – w dużej części świata już się tego nie robi i mamy to, co mamy. Jeśli musi nas w ogóle interesować kwestia tego, czy kobiety są lojalne same z siebie (spoiler: nie są), to znaczy, że dawno przegraliśmy. Powoływanie się na statystyki produkowane przez feministki i bzdurzenie o „intymności emocjonalnej” przemilczę, to już cios (zadany sobie samemu) poniżej pasa.

      Jasne jasne, każde badanie mówiące co innego niż to, w co ja wierzę, jest „produkowane przez feministki”. Chyba nie muszę tłumaczyć, że używanie takich durnych argumentów to miecz obosieczny?

      A sama hipergamia jest mocno przerysowana w środowiskach manosfery.

      Wiara w istnienie takich zjawisk to jest zwykły cope, co już wcześniej starałem się tłumaczyć. Nie ma żadnego znaczenia, czy tu albo gdzie indziej istnieje sobie jakieś bractwo Piusa X, gdzie może uchowała się jakaś normalna kobieta (oaz, neokatechumenatów i reszty posoborowego wleczenia się w ogonie demoliberalizmu) – realia systemowe są fundamentalnie wrogie wszystkiemu, co można by nazwać tradycyjnym, konserwatywnym itp.

      A co Ty mi tu z jakimś bractwem wyjeżdżasz, kiedy ja ani razu nie poruszyłem tematu ani konserwatyzmu, ani Kościoła, ani niczego podobnego. Wyobraź sobie, że w świeckim świecie też istnieją kobiety chcące stworzyć zdrowy związek.

      „Kursy poprawy relacji” i „terapie dla par” również pominę, nie wierzę, że naprawdę możesz wierzyć w rzetelność żydowskiej z gruntu paranauki, jaką jest psychologia (o psychoterapii nie wspominając).

      Dla mojego argumentu to nie jest istotne. Istotny jest sam fakt, że kobiety dużo częściej starają się aktywnie ratować swoje związki. Co już samo w sobie zadaje kłam pigularskim wierzeniom.

      No i na koniec się powtórzę – mniejsze znaczenie ma to, jaka w tym momencie jest dana kobieta, a większe to, że obracamy się w świecie, który daje jej narzędzia do stania się potworem i zniszczenia twojego życia.

      To, że istnieją takie narzędzia, nie znaczy, że każda kobieta to socjopatka, która tylko czeka, żeby ich użyć. No i nie potęgujmy strachu, bo jeśli mielibyśmy się zagłębić w statystyki, to jednak wilk (przynajmniej w Polsce) nie jest taki straszny, jak go rysują.

      Znów cope, który wyżej wyjaśniłem.

      Wiem wiem, wszystko, co miałoby Cię zmotywować do spojrzenia na siebie i działania to cope. Ale wszystko, co pozwala narzekać i nic nie robić to szczerza prawda.

      A teraz bardziej ogólnie:

      Z Twoich wypowiedzi wyłania się skrajnie fatalistyczny światopogląd. Zakłada on z góry, że zdrowa relacja, miłość i odpowiedzialność nie są realnie możliwe, a każda próba wskazania alternatywy zostaje unieważniona jako „cope”, „iluzja” albo element wrogiego systemu.

      W takiej konstrukcji nie ma miejsca na weryfikację empiryczną ani na rozróżnianie skali zjawisk — każda obserwacja sprzeczna z tezą jest z definicji odrzucana. To sprawia, że Twoje stanowisko nie jest ani realistyczne, ani analityczne, tylko dogmatyczne.

      Co więcej, światopogląd oparty na założeniu, że relacje muszą opierać się na strachu, kontroli i cynizmie, nieuchronnie produkuje dokładnie te same zjawiska, które następnie są przedstawiane jako dowód „zepsucia świata”. To nie jest opis rzeczywistości, tylko samospełniająca się przepowiednia.

      Jeśli każdą próbę rozmowy o odpowiedzialności, pracy nad sobą i realnych różnicach między ludźmi uznajesz za naiwność, a każdy argument oparty na badaniach za ideologiczną manipulację, to w istocie rezygnujesz z dyskusji na rzecz wiary we własne przekonania. A to nie jest realizm — to jest bezsilność i kapitulacja ubrana w cynizm.

      Odpowiedz
      1. Janusz pisze:
        19th styczeń 2026 o 4:20 am

        To nie tak. Ty prostu bardzo chciałbyś wierzyć, że jest lepiej, niż jest naprawdę (no chyba, że prowadzisz tak zajebiste życie, że nie musisz dodatkowo znajdować powodów do optymizmu). Widocznie miałeś już dość tego, z czym zderzałeś się wcześniej w szeroko pojętej manosferze. Ja akurat miałem i mam tak, że zgadzam się z dużą częścią ich argumentów, ale wyciągam z nich biegunowo odmienne wnioski – oni mówią, że trzeba dostosować się do kobiecej gry, a ja uważam, że najlepiej dać sobie z tym spokój, bo: 1) to samo w sobie jest uwłaczające, 2) warunki wejścia do niej są ciągle zawyżane, 3) szansa na sukces jest stale ograniczana. Niezbyt chce mi się oglądać każde źdźbło trawy i szukać tego bardziej zielonego – uważam, że lepiej zmierzyć się z prawdą, że życie bez znieczulaczy (dla każdego będzie to coś innego: alkohol, hazard, hobby, polityka, religia, inne zabobony w postaci horoskopów czy znaków zodiaku) jest z natury rzeczy chujowe, a człowiek to dość odrażająca istota.

        Odpowiedz
        1. Fabian Koziołek pisze:
          21st styczeń 2026 o 12:18 pm

          Ja nie chcę wierzyć, że jest lepiej, niż jest naprawdę. Staram się być obiektywny i nie przerzucać całej winy na drugą stronę, jak to robi maskulinizm i feminizm. Dlatego rozbrajam argumenty, które nie mają żadnego oparcia w rzeczywistości.

          W poprzednim komentarzu napisałeś, że:
          1) Nie widzisz nic złego w wykorzystywaniu drugiego człowieka (w tym przypadku kobiety) i brzmienie tego zdania pozwala podejrzewać, że źródłem takiego poglądu jest chęć zemsty.
          2) Kobiety to w ogóle nie są pełnoprawni ludzie. Tym samym odbierasz człowieczeństwo połowie populacji ludzkiej.

          Więc o czym mamy rozmawiać? Chyba swoimi poglądami próbujesz udowodnić, że człowiek to jest odrażająca istota.

          Odpowiedz
          1. Janusz pisze:
            21st styczeń 2026 o 6:10 pm

            Oczywiście, że odrażająca. Nawet bardzo.
            1) Nie widzę powodu, aby potępiać mężczyzn, którzy chcą się zabawić i odegrać na kobietach. Sam bym tego nigdy nie zrobił, bo to marnowanie czasu i energii, ale nie mam problemu z faktem, że jakaś socjopatka i manipulatorka trafi na socjopatę i manipulatora.
            2) Kobiety nie są dziećmi, ale nie są też mężczyznami. Z natury, nie tego, co napiszę ja czy ktokolwiek inny. Mam nadzieję, że to zrozumiałe.

            Odpowiedz
            1. Fabian Koziołek pisze:
              22nd styczeń 2026 o 9:31 am

              1) Skoro nie stosujesz tej samej moralności do mężczyzn, jaką stosujesz do kobiet, to sorry, ale jesteś hipokrytą i Twoje zdanie nie ma żadnego znaczenia. Swoją drogą przyznałeś mi rację, że Twoje myślenie jest powodowane chęcią zemsty.

              2) Nie, Ty wyraźnie zgodziłeś się ze stwierdzeniem, że kobiety to seksualne bydło. Teraz tylko próbujesz to łagodzić.

              W zasadzie niczym się nie różnisz od zatwardziałych feministek.

              Odpowiedz
              1. Janusz pisze:
                22nd styczeń 2026 o 5:58 pm

                ok

                Odpowiedz
  2. PSYCHOLOGIAKOBIET pisze:
    14th styczeń 2026 o 1:04 am

    Kolego łaskawy, tym wpisem, mnie, psychologa specjalizującego się w psychologii relacji zwaliłeś z nóg. Twarda i obiektywna merytoryka zamiast zwyczajowych, kaznodziejskich elkubracji. BRAWO, BRAWO!!!

    Tym niemniej mam kilka uwag, niekoniecznie krytycznych:

    Po pierwsze, manosfera, RedPill i ten cały internetowy obłęd bazuje na niepowątpiewalnej cesze naszego społeczeństwa (w Polsce). Polska obecnie to naród genetycznie, podług przekazywanych tradycji rodzinnych, zwłaszcza wychowawczych, w sense klasowym – chłopski. Chłopstwo w Polsce nie posiadało, w odróżnieniu od np. nacji semickich – tradycji dobrego, wspierającego, sprawiedliwego i motywującego wychowania. U nas normą jest krytykowanie, poniżanie, uderzanie w poczucie własnej wartości dziecka w ramach metodyki pedagogicznej sprowadzającej się do zasady: trzeba przemocą, często fizyczną zwalczać to, co u dziecka nieakceptowalne, a siłą, przymusem i terrorem egzekwować to, co „dobre” – głównie chodzenie do kościoła. Skutkuje to zniszczeniem poczucia własnej wartości człowieka i reperkusjami wynikającymi z traum na resztę życia, o ile nie podejmie się terapii.

    Dlatego właśnie zarówno mężczyźni jak i kobiety posiadają bardzo niską samoocenę, a także dysfunkcyjne schematy co do budowania więzi intymnej, emocjonalnej z drugim człowiekiem.

    I tutaj do gry wchodzi właśnie RedPill, który usiłuje zaburzonym chłopcom, którzy nie wykształcili sobie właściwych wzorców męskich, bo ich nie mieli w rodzinie, wszak Polska alkoholem, a w konsekwencji matriarchatem stoi, wmówić, że:

    jako unikowy mężczyzna (do tego wyszkolony przez redpill) będziesz przyciągał złamane kobiety, które chcą, żeby ktoś je kontrolował i ranił, bo to jedyna namiastka miłości, którą znają.

    i to faktycznie działa. Niestety.

    Zaś:

    Powinieneś nauczyć się filtrować kobiety pod kątem zdrowia psychicznego i niebezpieczeństwa tak samo, jak kobiety (przynajmniej te rozsądne) filtrują mężczyzn.

    Bo oczywistym jest, że nie każda kobieta to dobra partia i nie każda nadaje się do związku.

    Jest postulatem dość trudnym w realizacji praktycznej w naszym społeczeństwie, gdyż:

    Jest pełno kultystów redpillowych, którzy mają córki. I którzy w wyniku zranienia (np. paskudnego rozwodu) tak głęboko wchodzą w redpill, że potem dają ujście swojemu gniewowi, wyżywając na tych biednych dziewczynach, dla których powinni być opiekunami i wzorami.

    A wszystko dlatego, że ich córki miały tego pecha, iż urodziły się kobietam

    I trzeba pamiętać, że ludzi pociąga ten schemat więzi, który znają, nawet jeśli jest on krzywdzący, rodzi cierpienie i ból, to jego kliniczny mechanizm jest tak silny, że partner, kompetentny w relacjach, posiadający bezpieczny styl przywiązywania się, odznaczający męskimi cechami osobowości, który szanuje, wspiera i akceptuje, ale nie odrzuca, nie karci, nie poniża i nie wywołuje napięcia, wydaje się albo nudy, albo generuje jeszcze większe poczucie lęku i zagrożenia niż ktoś, kto przypomina zaburzonego ojca omawianej tu, statystycznie przeciętnej dziewczyny, ponieważ coś, co znamy i rozumiemy wydaje nam się pewniejsze i bezpieczniejsze niż coś, co być może jest znacznie lepsze, ale obce i bardziej nieprzewidywalne.

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      21st styczeń 2026 o 12:32 pm

      Dzięki za pochwały, ale nie będę tutaj pozował na eksperta, bo po prostu kolekcjonuję wiedzę i staram się ją w sensowny sposób przekazywać na blogu 😉

      Nie wiem, jak wyglądało wychowanie w chłopskich domach, więc nie będę się mądrzył. Jednak wydaje mi się, że trochę przerysowujesz ten obraz na nadmiernie czarne barwy. Ja bym bardziej upatrywał zniszczenia męskości w bliższych nam czasach, a konkretnie w XX w., kiedy to masa mężczyzn po prostu wyparowała z tego świata z powodu dwóch Wojen Światowych. A ci, którzy nie wyparowali, byli poważnie poranieni psychicznie. To w dużej mierze dało początek całej maskulinizacji kobiet i stworzyło rzeczywistość, w której całe pokolenia młodych mężczyzn były wychowywane głównie przez kobiety.

      partner, kompetentny w relacjach, posiadający bezpieczny styl przywiązywania się, odznaczający męskimi cechami osobowości, który szanuje, wspiera i akceptuje, ale nie odrzuca, nie karci, nie poniża i nie wywołuje napięcia, wydaje się albo nudy, albo generuje jeszcze większe poczucie lęku i zagrożenia niż ktoś, kto przypomina zaburzonego ojca omawianej tu, statystycznie przeciętnej dziewczyny, ponieważ coś, co znamy i rozumiemy wydaje nam się pewniejsze i bezpieczniejsze niż coś, co być może jest znacznie lepsze, ale obce i bardziej nieprzewidywalne.

      Prawda. Ale tutaj w gruncie rzeczy następuje samoselekcja. Ci z bezpiecznym stylem przywiązania postrzegają z tych z niebezpiecznym jako dziwnych — i vice versa. W efekcie te dwie kategorie ludzi naturalnie rozdzielają się na dwie odrębne grupy. Ktoś z bezpiecznym stylem przywiązania może nawet na początku wydawać się nudny, bo np. nie pędzi na łeb na szyję do związku, tylko daje sobie czas na poznanie człowieka.

      Odpowiedz
  3. Henryk Rolicki pisze:
    14th styczeń 2026 o 9:27 pm

    Zawsze pisałem w komentarzach że namawianie do nie zawierania małżeństw nie jest rozwiązaniem. Należy mądrze wybierać kobiety i nie bagatelizować czerwonych flag i z takimi zawierać małżeństwa. Ja np. mam pretensje tylko do samego siebie bo uczucia i chęć bycia z kimś przysłoniła mi rozum i źle wybrałem. .. A znaki były były ale je lekceważyłem. Ja mówię zawsze małżeństwo tak ale mądrze wybierać albo nie wybierać wcale. Pozdrawiam, Łukasz

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      18th styczeń 2026 o 3:06 pm

      I to jest słuszne podejście!

      Człowiek zawsze powinien brać pod uwagę, co sam zrobił źle, jeśli chce cokolwiek poprawić i osiągnąć jakąkolwiek mądrość w życiu. W dzisiejszych czasach zbyt wielu ludzi pochopnie zwala odpowiedzialność na innych, tym samym pozbawiając samych siebie jakiejkolwiek sprawczości i możliwości rozwoju.

      Oczywiście to nie znaczy, że mamy naiwnie zdejmować odpowiedzialność z drugiej osoby, jeśli jest czemuś winna. Ale mimo wszystko powinniśmy być uczciwi wobec siebie i innych.

      Również pozdrawiam.

      Odpowiedz
  4. Shawn pisze:
    15th styczeń 2026 o 5:34 pm

    Dziękuję za ten tekst, chyba jeden z lepszych na blogu trafiający w samo sedno. Mam podobne obserwacje i chyba bardzo podobną ścieżkę rozwoju xd. Niektóre punkty wręcz jakbym się przeglądał w lustrze. Dobrze jest przeczytać coś tak odświeżającego, w internecie mam wrażenie że praktycznie nie ma zestawienia wszystkich nurtów męskich w jedną całość, zwłaszcza dla katolika. Albo męskość bez oglądania się na religię albo jakaś ugrzeczniona wersja oazowa xd. Jak chce się połączyć oba światy trzeba rzeźbić samemu dlatego doceniam włożony wysiłek i dzięki za utwierdzenie w przekonaniu że da się, tylko trzeba wejść głębiej w szczegóły.

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      18th styczeń 2026 o 3:22 pm

      Cieszę się, że tekst przypadł do gustu.

      Ja to poniekąd widzę tak, że męskość została całkowicie zniszczona na Zachodzie z kilku powodów, jednym z których były dwie Wojny Światowe. W ich wyniku miliony mężczyzn po prostu zniknęły ze świata. Męskie więzi zostały w dużej mierze zerwane.

      W efekcie kobiety chcąc nie chcąc musiały wejść w męskie role i mieliśmy kilka pokoleń mężczyzn wychowywanych przez kobiety. A jak wiadomo, kobieta nie zrobi z chłopca mężczyzny.

      W ciągu ostatnich kilkunastu lat powoli obserwujemy ponowne narodziny męskiej świadomości zbiorowej. Oczywiście na początku była ona dziecinna i prymitywna, potem przeszła w okres — powiedzmy — nastoletni (razem z redpillem i innymi ruchami). Teraz najwyższa pora, abyśmy powoli wyszli w stronę dojrzałej męskości. Zdrowej męskości.

      Takiej, która może być światłem tego świata.

      Ale masz rację, że jeśli ktoś nie chce ani męskości proponowanej przez niedojrzałych chłopców udających siłę, ani męskości zniewieściałej, w dużej mierze musi rzeźbić samemu z tego, co jest dostępne. Jednak z czasem powinno być lepiej, bo coraz więcej mężczyzn dostrzega, że ta cała manosfera stała się „feminizmem dla mężczyzn”. Toksycznym środowiskiem.

      Odpowiedz
  5. Prado pisze:
    25th styczeń 2026 o 2:11 pm

    Generalnie jest to dobry opis sytuacji, niemniej mam wrażenie pewnego kręcenia się w kółko. Dobra analiza, dobre postrzeganie problemów i co dalej? Bez dalszego planu działania można sobie tylko ponarzekać i poklepać się współczująco po plecach.
    Problem tkwi w modnym psychologizowaniu i liczeniu, że to będzie pomocne w szukaniu rozwiązań. Jeśli nawet, to w niewielkim stopniu. Podstawą jest zmiana mentalności.
    Ostatnio nie bez racji pojawia się stoicyzm jako remedium na fatalne w skutkach emocjonalne, czyli bezmyślne postrzegania świata przez mężczyzn. Zasady stoickie uruchamiają myślenie. Tu nie ma zmiłuj się, to ciężka praca nad własną wolą. Tak w skrócie – ja panuje nad swoją d**ą, czy ona nad mną? Emocjonalność ma swoje miejsce np dla rodziny, nie może być jednak najważniejszym kryterium postrzegania rzeczywistości.
    Św Jan Paweł II wygłosił kiedyś dla młodzieży na Westerplatte uniwersalna zasadę – wymagaj od siebie nawet wówczas, kiedy nikt nie wymaga od ciebie. To podstawa działania w dzisiejszym świecie. W momencie wymagań i panowania nad sobą człowiek staje się wolny.
    Niedawno byłem na trekkingu w górach Atlas (Maroko). Przewodnik, wierzący muzułmanin codziennie wieczorem modlił się, powściągliwy w zachowaniach (informatyk z zawodu), życzliwy mądry człowiek robił wrażenie na niewiastach, było w nim dla nich coś. Stałość, zasady będą zawsze w cenie, szczególnie w obecnym rozhisteryzowanym świecie.
    Rzecz jasna nie wszyscy są wierzący i mogą znaleźć oparcie w Bogu co ułatwia sprawę. Trudno tu mędrkować, po prostu trzeba znaleźć sobie jakieś inne oparcie. Starożytni stoicy mieli nadzieje na marne istnienie po śmierci, podobnie jak Rzymianie. Wszystko ograniczało się praktycznie do ziemskiego życia. Mimo to zbudowali cywilizacje i wykształcili duchowość i to bez pomocy armii psychologicznych, tudzież wybitnych ekspertów wspierających.
    Reasumując, praca nad sobą, maksymalne ograniczenie bodźców zewnętrznych typu nieustanne śledzenie smartfona pozwoli odbudować się, nadać jakiś sens życiu.
    Sensem jest ojcostwo, poświęcenie, nie życie dla własnej przyjemności. Tak jak brzmi banalnie, tak samo jest wartością samą w sobie.

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      28th styczeń 2026 o 12:42 am

      W gruncie rzeczy w większości zgadzam się z tym, co napisałeś. Wiedz jednak, że żeby zacząć z czymś działać, trzeba najpierw zdiagnozować problem. Właśnie to zrobiłem w tekście.

      Jeśli chodzi o stoicyzm, mam takie przeczucie, że on podoba się mężczyznom nie bez powodu. Mężczyźni po prostu gdzieś intuicyjnie czują, że nie powinni być ani rozhisteryzowanymi panienkami, ani dzikusami pochłoniętymi przez żądze. A właśnie tego uczy stoicyzm. Panowania nad sobą.

      Czegoś podobnego uczy chrześcijaństwo. Ciało ma być podporządkowane duchowi.

      Jeśli chodzi o Islam… przepraszam, ale nie jestem w stanie traktować tej religii poważnie. Mam za sobą trochę studiów nad pismami muzułmańskimi i mogłem się przekonać, że jedynym, co trzyma ludzi w tej herezji, jest albo skrajna niewiedza, albo przymus, albo fanatyzm.

      Tak, życiu trzeba nadać sens. A męskość odnajduje sens w kierowaniu swoich sił na zewnątrz siebie. Oferowaniu ich innym. Pisząc inaczej: dojrzała męskość jest ofiarna (w dobrym znaczeniu tego słowa), a nie masturbacyjna.

      Odpowiedz
  6. Wróg feminizmu oraz kapitalizmu pisze:
    7th luty 2026 o 3:19 pm

    Ciekawy tekst, ale ja wolę ufać statystyce, a ta jest brutalna. Tak mniej więcej między 20 a 25% mężczyzn, którzy mają dziś między 30 a 50 lat będzie samotnymi na starość. Nie mają oni szans na żaden związek. Nie ma tutaj w tym momencie znaczenia czy mówimy o małżeństwie czy o jakimkolwiek innym związku. Poprostu będą sami. To jest bardzo proste. Według spisu NSP 2021 w grupie wiekowej 25-44 (wtedy) było 2,5 miliona kawalerów oraz 1,6 mln panien. To daje nadwyżkę 900 tysięcy. Zakładam, że przez te 5 lat, ta liczba spadła w obu grupach proporcjonalnie, więc ta nadwyżka jest ta samo. Przypuśćmy 2,2 miliona kawalerów i 1,3 miliona panien. To teraz załóżmy optymistycznie, ze połowa tych kobiet nagle stwierdzi, że musi się związać z jakimś mężczyzną. To i tak 1,5 miliona mężczyzn będzie kawalerami. Mogą się starać, mogą być najlepsi we wszystkich możliwych dziedzinach i nic im to nie da. Nie mówiąc o tym, że taka postawa jest niewolnicza, bo ja u współczesnych kobiet nie widzę jakiegoś starania się i chęci bycia najlepszymi. Więc dlaczego niby jedna strona ma się starać? Tutaj nie ma już znaczenia czy facet jest typem „samca alfy” , nowoczesnego metro-chłopca czy poczciwego przegrywa. Każdy tutaj jest na straconej pozycji.

    Dlaczego jest taka nadwyżka? Z prostej przyczyny, o ile 90% mężczyzn jest zainteresowanymi związkami jako takimi, to u kobiet wskutek propagandy feministycznej to jest jakieś 20% mniej. To jest ta różnica, która o tym wszystkim decyduje. Dodajmy większy odsetek kobiet, które na stałe wyjechały z Polski za granicę i postępujący niż demograficzny (a jednak ogromna większość mężczyzn chciałaby mieć młodszą żonę) to mamy tutaj pełnie dramatu.

    To będzie gigantyczny problem społeczny. Dobrze jest o tym dziś mówić za wczasu. Alkoholizm, narkomania, wszystkie negatywne tendencje społeczne one będą galopowały. Nie mówię już nawet o sytuacjach prozaicznych, takich jak ludzie umierający samotnie w czterech ścianach. Polska staje się na naszych oczach krajem ludzi starych. Ostatni wyż demograficzny to są lata 80. Minęło już 40 lat. Politycy oczywiście mają to gdzieś, to nie jest temat medialny, ale on w pewnym momencie tematem medialnym się staniee.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O blogu

Witaj!

Męskość to termin, który dziś wydaje się pusty. Najwyższa pora przywrócić mu dawny blask, a mężczyzn zwrócić z powrotem w stronę ich słusznej natury. To misja, która przyświeca blogowi.
Jeśli powyższe cię interesuje, trafiłeś/łaś w dobre miejsce.
A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej odnośnie mojej osoby i bloga, zrobisz to tutaj.

Nowy artykuł w (prawie) każdą niedzielę o 19:00, zapraszam!

Znajdź wpis

Ostatnie wpisy

  • Nowy tekst ??.??.?? (aktualizacja)
  • Tekst w produkcji…
  • Dlaczego dobry mężczyzna powinien być niebezpieczny?
  • Kreatyna: czy warto?
  • List do mężczyzn na 2026 rok

Najnowsze komentarze

  • Henryk Rolicki - Dlaczego dobry mężczyzna powinien być niebezpieczny?
  • Henryk Rolicki - Dlaczego dobry mężczyzna powinien być niebezpieczny?
  • Wróg feminizmu oraz kapitalizmu - List do mężczyzn na 2026 rok
  • PieroMizzogini - Dlaczego dobry mężczyzna powinien być niebezpieczny?
  • Monika - Głowa rodziny.
    Dlaczego to mężczyzna jest liderem?

Archiwa

Tagi

asertywność beta Bóg charakter córka depresja dojrzewanie dorastanie dorosłość dosięgnąć męskości feminizm kobiecość kobieta kobiety książka literatura matka małżeństwo miłość męska czytelnia męskość mężczyzna nienawiść odwaga ojciec ojcostwo pewność siebie prawdziwy mężczyzna psychologia płeć recenzja relacje rodzice rodzina rozwój seks siła socjalizm status sukces syn szacunek do siebie słabość upadek mężczyzn związki

Tu też mnie znajdziesz:

© 2026 Fabian Koziołek | Theme by Superb Themes
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.