Mężczyzna zapewnia kobiecie bezpieczeństwo. Truizm? Być może. W końcu każdy w mniejszym lub większym stopniu zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli jednak zapytałbym, o jakie bezpieczeństwo chodzi, z odpowiedzią byłoby trudniej.
Obstawiam, że większość mężczyzn wskazałoby na bezpieczeństwo fizyczne i materialne.
Zero zaskoczenia.
Czy mieliby rację? Oczywiście. Ale tylko po części.
Bo choć z wymienionymi formami bezpieczeństwa przeciętny facet zazwyczaj sobie radzi, z pozostałymi już niekoniecznie. Ba! Większość nawet nie zdaje sobie sprawy, że w tych obszarach kobieta również musi czuć się bezpiecznie. A skoro nie wie, to nie dba…
Jakie rodzaje bezpieczeństwa zapewnia mężczyzna?
Istnieją cztery podstawowe rodzaje bezpieczeństwa, jakie mężczyzna zapewnia w relacji:
- Bezpieczeństwo fizyczne;
- Bezpieczeństwo materialne;
- Bezpieczeństwo emocjonalne;
- Bezpieczeństwo więzi (relacyjne).
Jak wspomniałem, z dwoma pierwszymi większość facetów radzi sobie w miarę dobrze. Schody zaczynają się dopiero od trzeciego i nabierają wysokości na czwartym. Bo w stosunku do bezpieczeństwa emocjonalnego i relacyjnego panowie zazwyczaj trwają w błogiej ignorancji, co prędzej czy później odbija się na związku.
Dlatego w kolejnych sekcjach przyjrzymy się każdej formie bezpieczeństwa zapewnianego przez mężczyznę.
1. Bezpieczeństwo fizyczne
Bezpieczeństwo fizyczne to poziom podstawowy. Wejściowy. Jak zapewne się domyślasz, nie ma tutaj wielkiej filozofii. Mężczyzna nie tylko nie powinien sam stanowić zagrożenia dla kobiety, ale jednocześnie ma być gotów ją obronić, gdyby niebezpieczeństwo nadeszło z zewnątrz.
Co to oznacza w praktyce?
- mężczyzna nie wnosi do związku agresji, chaosu ani przemocy,
- w sytuacji realnego niebezpieczeństwa potrafi ochronić,
- daje odczuć, że obok niego jest bezpiecznie i nie trzeba być czujnym.
Na tym poziomie mężczyzna ma o tyle łatwo, że częściowo tworzy wrażenie bezpieczeństwa samą posturą. W końcu z zasady jest większy od kobiety, więc w domyśle również silniejszy i lepiej wyposażony do radzenia sobie z “wrogiem”.
Dodatkowe umiejętności ochronne (sztuki walki, muskularna sylwetka, pozwolenie na broń, etc.) będą tutaj przyjemnym uzupełnieniem podstawowego pakietu.
2. Bezpieczeństwo materialne
Bezpieczeństwo materialne też brzmi jak coś oczywistego, ale posiada już pewne niuanse. Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, żeby zarabiać pieniądze i płacić rachunki. Bycie sponsorem kobiety nie jest tu nawet najistotniejsze.
W bezpieczeństwie materialnym liczy się przede wszystkim to, czy jeśli stanie się coś złego (coś się spieprzy, zawali, zrujnuje, etc.), mężczyzna ruszy dupę z fotela i się tym zajmie.
Chodzi zatem o kompetencję w sytuacjach kryzysowych. Pewność, że nie załamiesz się i nie znikniesz, gdy trzeba będzie coś naprawić, zorganizować albo unieść ciężar sytuacji.
Co to znaczy w praktyce?
- mężczyzna bierze odpowiedzialność,
- umie reagować na kryzysy,
- w trudnej sytuacji potrafi szukać rozwiązania,
- jest zaradny, sprawczy i gotowy do “doprowadzenia rzeczy do porządku”.
Nawet jeśli to kobieta zarabiałaby więcej pieniędzy w związku (czego nie polecam, ale jeśli), bezpieczeństwo materialne i męska postawa w tych kwestiach jest nadzwyczaj istotna.
3. Bezpieczeństwo emocjonalne
No i mamy pierwsze schody.
Dajcie fanfary, bo na scenę wchodzi bezpieczeństwo emocjonalne, czyli ten rodzaj bezpieczeństwa, o którego istnieniu wielu mężczyzn nawet nie słyszało. A skoro nie słyszało, jak więc mogą je zapewniać?
Podpowiem: nie robią tego.
Zacznijmy jednak od podstaw. Bezpieczeństwo emocjonalne jest silnie skorelowane ze stabilnością emocjonalną (czyli niską neurotycznością). A przekładając to z polskiego na nasze: kobieta powinna mieć świadomość, że może przyjść do mężczyzny z problemem, zgłosić swoje obawy, powiedzieć, że coś ją boli albo niepokoi, a on przyjmie ją spokojnie, z szacunkiem i delikatnie.
Bez wybuchu, obronnej agresji czy emocjonalnego chaosu. Ale też bez zbywania problemu, uciekania czy wycofywania się.
Co to oznacza w praktyce?
- mężczyzna powinien być emocjonalnie przewidywalny i opanowany,
- zdolny do przyjęcia problemu bez rozpadania się czy ataków,
- powinien też charakteryzować się emocjonalną dyscypliną i brakiem impulsywności.
Na koniec warto zaznaczyć, że w bezpieczeństwie emocjonalnym nie chodzi po prostu o “bycie miłym” czy miękkim. Nic z tych rzeczy. Liczy się dojrzałość i samokontrola. Kobieta po prostu nie powinna bać się twojej reakcji, gdy przychodzi do ciebie z problemem lub innymi rozterkami.
Ta bezpieczna przestrzeń do wyrażania mniej lub bardziej trudnej prawdy jest niezbędna, jeśli chcesz, by ona była wobec ciebie emocjonalnie lojalna.
4. Bezpieczeństwo więzi (relacyjne)
Niektórzy pewnie jeszcze nie doszli do siebie po bezpieczeństwie emocjonalnym, a poprzeczka bezlitośnie idzie wyżej. Ta bezduszna…
Nie. Spokojnie.
Nie będzie tak źle.
Chcesz wiedzieć, czym jest bezpieczeństwo więzi? Sposobem, w jaki mężczyzna traktuje kobietę w związku. A konkretnej? Czy traktuje ją jak zaufaną sojuszniczkę i wiceprezesa w biznesie zwanym rodziną, czy raczej jak coś w rodzaju dodatku do własnego życia?
To istotne pytanie, bo z niego wynikają konkretne, codzienne zachowania. W tym:
- lojalność,
- realne przywiązanie,
- czułość,
- ciepło,
- intymność,
- okazywanie bliskości,
- traktowanie jej jako ważnej części własnej egzystencji,
- i kogoś, z kim buduje się wspólne “my”.
Jeśli jest inaczej…
Jeśli ona jest tylko “dziewczyną od podawania piwa”, tłem, funkcją usługową albo kimś, kto tak naprawdę nie jest wpuszczany do serca i życia mężczyzny, prędzej czy później zacznie w tym związku czuć niepokój (stres). Po prostu będzie niepewna trwałości relacji.
Innymi słowy: kobieta powinna nie tylko wiedzieć, ale też czuć dzięki twojemu zachowaniu i postępowaniu, że dla niej (i tylko dla niej) rzuciłbyś się z gołymi pięściami na lwa.
Albo bardziej przyziemnie: że nie jest w twoim życiu przypadkowo ani tymczasowo. Za to jest kimś naprawdę ważnym, bliskim i lojalnie obecnym.
Jak te 4 poziomy łączą się w jedną całość? Piramida bezpieczeństwa
Podsumujmy. Wymienione wyżej poziomy bezpieczeństwa są potrzebne po to, by stworzyć niczym niezagrożoną przestrzeń, w której kobieta może być kobietą.
A wygląda to następująco:
- ona najpierw musi wiedzieć, że jest przy nim fizycznie bezpieczna,
- potem, że w praktycznym życiu może na niego liczyć,
- następnie, że może być przy nim emocjonalnie szczera,
- a na końcu, że łączy ich prawdziwa, trwała i lojalna więź.
Jeśli potrafisz zadbać o każdą z tych kwestii, prawdopodobnie spełnisz wszystkie jej potrzeby relacyjne.
No dobra…
Wszystkie to nawet Bóg miałby problem spełnić 🙂
Ale zdecydowaną większość? To już całkiem prawdopodobne.
Co mężczyzna otrzymuje w zamian?
Teraz ktoś pewnie chciałby zapytać: “no dobra, a co ja z tego będę miał?” Cóż… Mógłbym odpowiedzieć, że jeśli kochasz swoją żonę (albo jakąś tam konkubinę), takie interesowne pytanie byłoby nie na miejscu.
Ale załóżmy, że nie jesteśmy idealistami i jednak coś chciałbyś z tego mieć.
Pozwól, że cię uspokoję: będziesz miał.
Nawet dużo.
Już tłumaczę, dlaczego.
Kiedy kobieta otrzymuje od mężczyzny wszystkie 4 poziomy bezpieczeństwa, w jej organizmie i psychice dzieje się kilka istotnych rzeczy. Przede wszystkim:
- uspokaja się jej układ nerwowy,
- wychodzi ze stanu napięcia i czujności,
- rozluźnia się w relacji,
- bardziej ufa,
- bardziej się otwiera.
W efekcie wnosi do związku spokój, ciepło i bliskość.
Kobiecy pierwiastek nie bez powodu jest kojarzony z leczeniem i regeneracją. Jeśli ona czuje się przy tobie bezpiecznie, będzie dosłownie leczyć cię swoją energią. Naprawdę. Rozluźnisz się przy niej i zregenerujesz.
Żeby osiągnąć ten poziom relaksu samodzielnie, musiałbyś chyba przez 20 lat studiować medytację. Tylko po co, skoro towarzystwo oddanej kobiety potrafi wprowadzić w ten stan w kilka minut.
Możesz to sobie wyobrazić jako wzajemne ładowanie baterii.
Zapewnij jej przestrzeń do “opuszczenia gardy” i wewnętrznego spokoju, a ona w zamian będzie w stanie ukoić ciebie, kiedy będziesz tego potrzebował. I wcale nie mam tutaj na myśli seksu. Piszę o realnym, wewnętrznym wyciszeniu w jej towarzystwie.
Warunek konieczny: odpowiednia kobieta
“Wszystko to brzmi ładnie i pięknie,” — ktoś powie, — “ale w relacjach nic nie jest takie zero-jedynkowe.”
Prawda.
Dlatego powinieneś mieć świadomość, że to nie jest sposób na zlikwidowanie wszystkich zgrzytów w związku. Tak samo jak ty masz swoje problemy, tak samo kobieta może mieć swoje.
I ze względu na te wewnętrzne zawirowania ona pewnie nie będzie reagować pozytywnie za każdym razem na twoje starania.
Zdarza się w każdym układzie.
Jednak są też kobiety z problemami na tyle istotnymi, że nie potrafią (albo nie chcą) przyjąć męskiego bezpieczeństwa, nawet jeśli jest im oferowane. Jak zapewne się domyślasz, taka cecha w wielu przypadkach (szczególnie skrajnych) eliminuje delikwentkę z puli potencjalnych kandydatek do długoterminowej relacji.
Powinieneś więc mieć na uwadze, że odpowiednia kobieta jest warunkiem koniecznym, aby opisana piramida bezpieczeństwa w ogóle mogła zadziałać.
A jaka kobieta jest odpowiednia? Taka, która nie boi się być kobietą, gdy znajduje się w bezpiecznych ramach stworzonych przez swojego mężczyznę.
Masz uwagi, przemyślenia albo osobiste doświadczenia w tym temacie? Podziel się w nimi w komentarzu (albo napisz do mnie bezpośrednio). A jeśli uznałeś tekst za ciekawy lub pomocny, podziel się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnij na stronę facebook’ową bloga i polub moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.


Ktoś przejął tego bloga czy o co chodzi? Już dawno, jeśli w ogóle nie było tu takiego bluepilla.
Powiem szczerze, rozbawił mnie ten komentarz.
Ale z chęcią się dowiem, co takiego bluepillowego znalazłeś w tym tekście?
Wymaganie dziś czegokolwiek od mężczyzn (w pakiecie z takim nieszczególnie skrywanym „no może od kobiet też powinniśmy tam czegoś wymagać, ale nie za wiele, a poza tym to i tak nie na poważnie…”) jest niczym innym jak betonowaniem tej beznadziejnej sytuacji, w której tkwimy.
Dyskusje o męskich powinnościach, „zetkach”, „dawaniu świadectwa” będą jakkolwiek zasadne dopiero wtedy, gdy nastąpi jakaś fundamentalna społeczno-ekonomiczno-polityczna zmiana, a na tę mamy szanse już chyba tylko w przypadku krwawej rewolucji lub wojny powszechnej, czyli niemal żadne.
A czego byś oczekiwał? Żebym pisał „nie rób nic, bo nie warto, lepiej siedź wygodnie w piekiełku, które sam dla siebie stworzyłeś, i użalaj się nad sobą, i oskarżaj innych o swoje problemy”? Sorry, ale nie tutaj.
No i ciekawe, komu by to miało pomóc.
Poza tym sytuacja wcale nie jest beznadziejna. A myślenie w kategoriach „będę się starał dopiero, jak świat zacznie wyglądać tak, jak ja chcę” to nie jest postawa mężczyzny, tylko obrażonego nastolatka.
Także będę wymagał od mężczyzn, bo mężczyźni tego potrzebują.
Nie jest? Czyżby?
Można oczywiście posprzątać swój pokój, zacząć dźwigać czy cokolwiek innego, ale nie zmieni to niczego poza pewnymi aspektami twojego indywidualnego życia.
Religia jest martwa, rodzina jest martwa, zamiast społeczeństwa masz zbiór jednostek, państwo zupełnie wprost traktuje cię jako mięso armatnie, a zarazem wroga, wszystkie kobiety są funkcjonalnie feministkami. Na czym chcesz tu cokolwiek budować?
Jedyny, naprawdę jedyny sens w dywagacjach, jakie prowadzą kontestatorzy Systemu, to zadowolenie swojego sumienia. Nic więcej zrobić się nie da.
Świat nie jest i nigdy nie był idealny. Niezależnie jak byłby beznadziejny musisz sobie z nim radzić takim jakim jest i kropka.
Lepiej jest zaakceptować ten stan rzeczy i zrobić wszystko żeby wygrać życie, niżeli posłusznie zgiąć kark i się obrazić. To jest dokładnie to o czym mówimy i co agenda światowa chce z nami zrobić – rozbić nas na wystraszone jednostki pogrążone w beznadziei i w przeświadczeniu o braku mocy sprawczej
Dalej przestałem czytać…
Chyba Cię poniosło.
Skoro jedno zdanie tak zaszło Ci za skórę, może warto by było poświęcić 5 minut na autorefleksję i zadać sobie pytanie, dlaczego?