Fabian Koziołek
Menu
  • Start
  • Artykuły
    • O męskości
      • Fundamenty męskości
      • Doskonalenie w męskości
      • Męskie ciało
      • Męska psychika
      • Męski duch
    • O kobietach
      • Kobieca natura
      • Relacje z kobietami
      • Feminizm
    • O rodzinie
    • O życiu społecznym
    • Krótkie strzały
    • Wielkie chrześcijaństwo
    • Publicystyka polityczno-kulturowa
    • Studium przypadku
    • Męska czytelnia
    • Wideo
  • Serie wpisów
    • Tęsknoty męskiej duszy
    • Blackpill, Redpill, Godpill
    • Czerwone flagi w randkowaniu
    • Dosięgnąć męskości
    • Kręgosłup i serce
    • Męskość i jej cechy
    • Silne kobiety czy po prostu słabi mężczyźni?
    • Zamiana ról
  • O mnie
  • Kontakt
  • Oficjalna strona
Menu
Unia siły i miłości

Unia siły i miłości (czyli jak być mężem i ojcem, którego potrzebują twoja żona i dzieci)

Posted on 3rd sierpień 20263rd sierpień 2026 by Fabian Koziołek
Czas czytania: 11 min.

W dzisiejszych czasach trudno o jedną, spójną definicję męskości, co jest szczególnie kłopotliwe dla młodych chłopaków, którzy dopiero wchodzą w dorosłość. Ale również ci starsi, niby już dojrzali, bardzo często popadają w skrajności (albo, mimo wieku, dalej zachowują się jak chłopcy).

Co gorsza, problem rośnie do gigantycznych rozmiarów, jeśli jako mężczyzna chciałbyś być chrześcijaninem. Bo oto twoja dusza ciągnie do takich cech, jak siła, odwaga, mistrzostwo czy honor, a twoja religia zdaje się mówić, że masz być miękki i zniewieściały.

I nie, nie twierdzę, że prawdziwe chrześcijaństwo tego uczy. Ale jego współczesna wizja na pewno sprawia wrażenie, jakby bycie miękkim i zniewieściałym było głównym przesłaniem płynącym z ołtarza (nie będę tutaj rozwijał tej myśli, bo mam zamiar napisać o tym osobno).

Co w takim razie powinien zrobić młody mężczyzna, który chce służyć Bogu, ale jednocześnie nie stracić swojej męskości? Który chce, żeby jego żona była szczęśliwa, a dzieci podążały jego śladem?

Odpowiedź jest zarazem prosta i skomplikowana:

powinien być jednocześnie silny i kochający.

Dwie skrajne wizje męskości

Krótko po obu wojnach światowych dominująca wizja męskości (szczególnie ta płynąca z USA) była bardzo surowa. Mężczyzna to ktoś silny, twardy, chłodny, dominujący, nie okazujący słabości ani emocji… ktoś w typie Johna Wayna z jego najbardziej znanych ról filmowych.

I choć jest w tym trochę prawdy, jest też sporo ignorancji.

Nic więc dziwnego, że wielu facetów niepotrafiących wpasować się w wizję “twardego, silnego i chłodnego” skrycie czuło się gorszych, bo brakowało im męskości. Przynajmniej męskości w tym wydaniu.

Kulminacją powyższych sentymentów i resentymentów było wykucie terminu “mit męskości” przez niejakiego Josepha Pecka. Napisał on nawet książkę pod tym tytułem, w której argumentował, że kulturowa męskość jest tak naprawdę szkodliwa dla mężczyzn i należy ją porzucić.

Stąd już nie było daleko do powstania tezy o “toksycznej męskości”, która zaczęła dominować w kulturze Zachodu. I tak oto z wizji twardego, niedostępnego mężczyzny przeskoczyliśmy do wizji miękkiego, uczuciowego i zniewieściałego mężczyzny. Wizji, która towarzyszyła nam przez dziesiątki lat i pozostaje wpływowa nawet dziś.

Ale jak to bywa w kulturze, przyszedł czas na kontrrewolucję (widoczną szczególnie w manosferze). Coraz więcej mężczyzn wyciąga na tapetę starą wizję męskości, starając się być silnymi, twardymi itd. Czy to mnie dziwi? Nie. Bo w końcu jaki mężczyzna byłby na dłuższą metę szczęśliwy w roli słabego i żałosnego piz*eusza.

Tylko jest jeden problem. Każą ci wybierać między dżumą a cholerą:

  • Albo będziesz miękkim, uczuciowym, zniewieściałym “miłym gościem”.
  • Albo będziesz silnym, zimnym, dominującym, egoistycznym “gnojem”.

Uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili!

Większość mężczyzn nie chce być ani jednym, ani drugim. Dlatego kiedy stawia się ich przed podobnym wyborem, wolą nie wybierać. Zamiast tego wycofują się z kultury i ze świata, bo nie mają dla siebie miejsca.

Na szczęście jest trzecia droga (nie mylić z partią polityczną). Wizja męskości celebrowana przez prawdziwe chrześcijaństwo, chwaląca tradycyjną siłę mężczyzny, ale bez destrukcyjnego maczyzmu. Taki mężczyzna nie jest ani dominujący, ani pasywny. Ani sentymentalny, ani surowy.

I — jak wskazują badania — właśnie taki mężczyzna jest tym, czego potrzebują kobiety i dzieci.

Łagodny obrońca

Jeśli chcesz być idealnym mężem i ojcem (albo przynajmniej do tego ideału zmierzać), powinieneś celować w postawę łagodnego obrońcy.

Co to znaczy?

Odpowiem w dwóch częściach. Najpierw zajmiemy się relacją z żoną, potem z dziećmi.

Atrakcyjna siła

W lutym 2025 roku Instytut Studiów nad Rodziną przeprowadził we współpracy z Instytutem Wheatley badanie (1), w którym wzięło udział 2000 mężów i żon w wieku 18-55 lat. Jednym z jego najciekawszych wyników był fakt, że postawa ochronna (ang. protectiveness) miała bardzo silną pozytywną korelację z satysfakcją ze związku.

A konkretnie:

Kobiety, które na pytanie: “czy twój mąż wykazuje taką postawę?” odpowiedziały “zdecydowanie tak”, miały o 137% większą szansę na czerpanie dużej radości z małżeństwa w porównaniu do kobiet z mężami wypadającymi gorzej pod tym względem.

No dobra, ale co dokładnie oznacza “postawa ochronna”?

Zdaniem badaczy, w przypadku kobiet ma to przede wszystkim związek z fizycznym poczuciem bezpieczeństwa. Poczuciem, że przy mężu są bezpiecznie zarówno poza domem, jak i w domu.

Przykładami postawy ochronnej mogą być:

  • obrona przed napastnikiem,
  • trzymanie blisko siebie w trakcie przemierzania podejrzanej okolicy,
  • zajmowanie zewnętrznej strony chodnika podczas spaceru,
  • dbanie o fizyczne zabezpieczenie domu przed nocą.

Nie wyssałem tych przykładów z palca. To prawdziwe odpowiedzi kobiet pytanych w ankiecie. Co jeszcze ciekawsze, zarówno kobiety o prawicowych, jak i lewicowych poglądach wypowiadały się podobnie.

Powyższa teza jest całkiem sensowna, jeśli zestawimy ją z innymi danymi.

Szersza literatura naukowa wskazuje bowiem, że kobiety cenią fizyczną postawę ochronną mężczyzny, ponieważ traktują ją jako dobry prognostyk przyszłej inwestycji w związek (2). Idzie to w parze z innymi dowodami, tym razem wskazującymi, iż silny fizycznie mężczyzna jest bardziej atrakcyjny dla kobiety (3).

Dodatkowego potwierdzenia istotności postawy ochronnej możemy upatrywać w fakcie, że kobiety częściej niż mężczyźni martwią się o swoje codzienne fizyczne bezpieczeństwo (4).

Nic więc dziwnego, że poczucie bezpieczeństwa jest fundamentalne dla kobiecego szczęścia. W końcu tylko w bezpiecznym środowisku człowiek może się zrelaksować i “opuścić gardę” (albo, co bardziej pasuje do kobiety, “rozpuścić włosy”). A dopiero kiedy się zrelaksuje, może poczuć szczęście.

Ale, jak już pisałem w tekście poświęconym czterem poziomom bezpieczeństwa zapewnianym przez mężczyznę, fizyczno-materialna strona życia nie wyczerpuje tematu.

Autorzy badania też to zaznaczają, sugerując, że postawa ochronna w relacji dotyczy również bycia lojalnym (fizycznie i emocjonalnie). Tutaj mówimy o takich kwestiach, jak:

  • nieobgadywanie za plecami,
  • słowna obrona w towarzystwie przed negatywnymi komentarzami,
  • dbanie o jej komfort w środowisku, którego nie zna,
  • wierność (to już oczywista oczywistość).

Co z tego wszystkiego wynika? U mężczyzny siła, zdolność oraz chęć do walki w obronie rodziny nie jest czymś opcjonalnym. To jeden z fundamentów udanego związku małżeńskiego.

drive-gosling
Przykład postawy ochronnej. Scena z filmu Drive (klasyk, kto nie widział, polecam. Tylko ostrzegam, że miejscami brutalny).

Tylko że tutaj nie stawiamy kropki. Gdyby tak było, moglibyśmy w dużej mierze pozostać przy wizji silnego, chłodnego wojownika, który dzięki tężyźnie fizycznej, wysokiemu testosteronowi i agresji broni rodziny.

A gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość?

Właśnie do niej zmierzamy, bo w tym samym badaniu przeczytasz, że trzema innymi filarami udanego małżeństwa są:

  • pełne zaangażowanie w związek,
  • wspólne praktyki religijne,
  • regularne randki małżeńskie.

Nie będę tutaj tego rozwijał, żeby nie robić za mocnej dygresji. O całym badaniu pogadamy w innym tekście, bo jest ciekawe.

Teraz przejdziemy do istotnej roli miłości w wychowaniu dzieci.

Fundamentalna miłość

Tradycja chrześcijańska celebruje wiele męskich cech i postaw — nie tylko chęć obrony rodziny. Dla przykładu, mąż i ojciec powinien też przewodzić bliskim duchowo.

Dzisiejsze nauki społeczne potwierdzają tę biblijną wizję małżeństwa. W szczególności fakt, że ojcowie mają unikalny, bardzo silny wpływ na to, czy wiara zostanie przekazana z jednego pokolenia na drugie.

Dowody zawarte w obszernym zbiorze badań z kilku ostatnich dekad nie pozostawia pod tym względem wątpliwości.

Jednym z najpotężniejszych przykładów jest praca obejmująca okres 40 lat, autorstwa Verna Bengtsona. Śledził on 350 rodzin i ponad 3000 jednostek na przestrzeni kilku pokoleń w celu odkrycia tajemnicy udanego przekazania wiary. Całe badanie doczekało się nawet formy książkowej pt. Families and Faith: How Religion is Passed Down across Generations (5) (niestety nie ma polskiego wydania). 

Co się okazało?

Że istnieje znacznie silniejsza korelacja między praktykami religijnymi dzieci oraz ojców i dziadków, niż między praktykami religijnymi dzieci oraz matek i babć. Mówiąc inaczej, jeśli ojciec jest aktywny i zaangażowany w życie dziecka, istnieje większa szansa, że pójdzie ono w jego ślady, jeśli chodzi o religię.

Do podobnych wniosków doszli autorzy badania z 2023 roku (6), dotyczącego wiary i relacji. Na podstawie danych wydobytych z 19 000 chrześcijańskich rodzin (różne denominacje), ustalili, że:

Gwałtowny i kulturowo destrukcyjny spadek liczby żonatych ojców w ciągu ostatnich 60 lat wydaje się być przyczyną spadku aktywnego uczestnictwa w życiu Kościoła na poziomie społecznym w ciągu ostatnich 40 lat.

W tym samym badaniu przeczytamy, że między dziećmi emocjonalnie bliskimi ojcu a tymi, które nie czuły takiej bliskości, występowała różnica 25 p.p. (punktów procentowych), jeśli chodzi o podobieństwo deklarowanej wiary. Zaznaczam jeszcze raz: nie 25%, tylko 25 p.p.

To znacznie więcej.

W przypadku więzi z matkami różnica wynosiła tylko 1 p.p. Wyniki były podobne zarówno wśród ewangelików, jak i katolików czy protestantów.

Kolejnym dowodem jest książka Porzuceni przez ojca: Psychologia ateizmu, autorstwa Paula C. Vitza. Autor (nota bene profesor psychologii) udowadnia w niej, że tzw. “wielcy ateiści” częściej niż rzadziej mieli słabe lub bardzo słabe relacje ze swoimi ojcami. (7)

Więcej o książce przeczytasz w krótkim artykule ateizm, czyli nienawiść do ojców, który dawniej popełniłem. Co prawda napisałem w nim, że książka nie ma polskiego wydania, ale jednak ma. W 2023 roku fundacja Prodoteo przygotowała polskie tłumaczenie.

Swego czasu kupiłem nawet jeden egzemplarz dla siebie. Ciekawa lektura, polecam.

porzuceni przez ojca
Mój egzemplarz książki.

Należy jednak zaznaczyć jedną istotną kwestię. Wyniki badań sugerują, że skuteczne przekazanie wiary kolejnemu pokoleniu wymaga czegoś więcej, niż tylko aktywnego jej praktykowania przez ojca.

Jasne, praktyka jest ważna. Dziecko powinno widzieć, że ojciec się modli, chodzi do kościoła, mówi o swojej religii i przewodzi rodzinie zgodnie z zasadami wiary.

Bardziej rygorystyczne badania sugerują jednak, że chodzi o coś więcej. Ojcowie, którzy najskuteczniej przekazują wiarę swoim dzieciom, wykazują się nie tylko praktyką religijną, ale również głęboką emocjonalną więzią z potomstwem.

We wspomnianym badaniu Bengtsona autorzy wymienili dwa kluczowe czynniki przy przekazywaniu wiary:

  1. Bliskość emocjonalna między dziećmi i rodzicami;
  2. Regularnie utwierdzanie dzieci w poczuciu własnej wartości.

Pobożność, choć istotna, sama w sobie nie była tak skuteczna. Nawet jeśli rodzice wszystko inne robią dobrze — dają solidny przykład, uczą dzieci doktryny, kultywują praktyki religijne — brak ciepła w rodzinie może podkopać wszystkie te wysiłki.

W badaniu Bengtsona respondenci, którzy opisali swoje relacje z rodzicami jako ciepłe, byli o 27% bardziej skorzy do pozostania wiernymi chrześcijanami.

Fakt, że pobożny ale zdystansowany ojciec jest mniej skuteczny od pobożnego i ciepłego ojca, widać w kolejnym badaniu Instytutu Badań nad Rodziną, przeprowadzonym we współpracy z Communio (8). Wynika z niego, że dzieci posiadające bardzo dobrą relację z ojcem (w odróżnieniu od tych z bardzo złą, złą albo średnią) wykazują:

  • 58% większą szansę na cotygodniowy udział w mszy,
  • 45% większą szansę na codzienną modlitwę,
  • 40% większą szansę czytania Pisma Świętego,
  • 64% większą szansę na twierdzenie, że religia jest dla nich bardzo ważna,
  • 73% większą szansę na wiarę w Boga.

Jak widać, ojcowie przekazują wiarę nie tylko poprzez instrukcje i przykład, ale również ciepło, zaufanie i budowanie relacji z dziećmi. Jak pisał Vern Bengtson:

W przypadku przekazywania wiary bliska więź z ojcem ma jeszcze większe znaczenie niż bliska relacja z matką. Jakość więzi dziecka z ojcem wyraźnie wpływa na to, w jakim stopniu przyswaja ono religijne tradycje, przekonania i praktyki swoich rodziców. Emocjonalna bliskość z matką również pozostaje ważna dla przejmowania religijności, jednak nie w takim stopniu jak bliskość z ojcem.

Dodajmy, że chodzi tutaj o internalizację wiary. Nie postawę “jestem chrześcijaninem, bo moi rodzice byli chrześcijanami”, tylko “jestem chrześcijaninem, bo to MOJA wiara”.

Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że ojciec jest obrazem Boga Ojca na ziemi (dosłownie). Jeśli więc ten obraz budzi złe wspomnienia i nastroje, istnieje większe ryzyko, że dziecko odwróci się od Stwórcy.

Brzmi logicznie.

Na koniec warto jednak zaznaczyć, że najskuteczniejszym sposobem na przekazanie wiary dzieciom jest stabilne, nierozbite małżeństwo, w którym zarówno ojciec, jak i matka aktywnie praktykują.

Jest to szczególnie ważne dla chłopców, co nie powinno dziwić, ponieważ obecność ojca w domu pozostaje kluczowa dla kształtowania ich wizji męskości.

Podsumowanie

Zebrane w artykule dowody wskazują nam męskość, która łączy cechy często traktowane przez współczesną kulturę jako przeciwstawne. Mężczyzna powinien być zarówno silny, aby mógł skutecznie bronić swojej rodziny, jak i pokorny, aby mieć cierpliwość oraz chęć do zabawy i budowania więzi z dziećmi.

Własne przekonania, odwaga i stabilność łączą się tutaj z przestrzenią na czułość, rozmowy i intymność emocjonalną. Krótko mówiąc, męskość to unia siły i miłości.

Źródła:

  1. Jeffrey Dew, Brad Wilcox, Jason Carroll, “For Better: Four Proven Ways to a Strong and Stable Marriage”, Institute for Family Studies, luty 2025.
  2. Pelin Gul, and Tom R. Kupfer, “Benevolent Sexism and Mate Preferences: Why Do Women Prefer Benevolent Men Despite Recognizing That They Can Be Undermining?” Personality and Social Psychology Bulletin 45, no. 1 (2019): 146-161.
  3. Aaron Sell, Aaron W. Lukazsweski, and Michael Townsley, “Cues of Upper Body Strength Account for Most of the Variance in Men’s Bodily Attractiveness,” Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences 284 (2017).
  4. Elizabeth A. Stanko, “The Case of Fearful Women: Gender, Personal Safety, and Fear of Crime,” Women & Criminal Justice 4, no. 1 (1993): 117-135; Jodi Lane, Angela Gover, Sara Dahod, “Fear of Violent Crime Among Men & Women on Campus: The Impact of Perceived Risk and Fear of Sexual Assault,” Violence and Victims 24, no. 2 (April 2009).
  5. Vern L. Bengtson, Norella M. Putney, Susan Harris, “Families and Faith: How Religion is Passed Down across Generations”, Czerwiec, 2017.
  6. JP De Gance, “Nationwide Study on Faith & Relationships”, Communio, 2023.
  7. Paul C. Vitz, “Porzuceni przez ojca: Psychologia ateizmu”, Fundacja Prodoteo, Warszawa, 2023.
  8. Jesse Smith, Jane Lankes Smith, “Passing the Torch: How Faith Moves Across Generations”, Institute for Family Studies oraz Communio, Czerwiec 2026.
Rozwiń

Masz uwagi, przemyślenia albo osobiste doświadczenia w tym temacie? Podziel się w nimi w komentarzu (albo napisz do mnie bezpośrednio). A jeśli uznałeś tekst za ciekawy lub pomocny, podziel się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnij na stronę facebook’ową bloga i polub moją twórczość.

Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.

Wesprzyj bloga i pomóż mi pomagać innym! Kliknij przycisk i postaw mi kawę!

Zajrzyj też na:

  • Facebooka (gdzie najszybciej pojawia się info odnośnie artykułów lub ich braku)
  • Twittera (gdzie wrzucam luźniejsze i nieraz zabawne komentarze polityczno-społeczne)

6 thoughts on “Unia siły i miłości (czyli jak być mężem i ojcem, którego potrzebują twoja żona i dzieci)”

  1. Janusz pisze:
    4th sierpień 2026 o 6:07 pm

    Relacja męskości i chrześcijaństwa jest dość problematyczna, bowiem ta religia nie ma z nią problemu tak długo, jak służy ona obronie tradycyjnych chrześcijańskich cnót, czyli – mówiąc po ludzku – cierpiętnictwa i męczeństwa. Wzorcowym chrześcijaninem nie jest wojownik jako taki, jest nim zakonnik spędzający całe życie w (częściowym lub pełnym) odosobnieniu, a najlepiej oddający je za swoją wiarę. Dlatego też uważam, że jeżeli zwracać się ku męskiej sile/aktywności, to nie w wersji, w której służy ona utrwalaniu słabości i pasywności.

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      8th sierpień 2026 o 3:02 pm

      Pamiętajmy, że chrześcijaństwo to również rycerze zakonni, którzy dokonywali cudów na placu boju dzięki swojej wierze, sile i poświęceniu.

      Z tym zakonnikiem to tylko częściowo masz rację. Wzorcowym chrześcijaninem jest ten, który wypełnia obowiązki swojego stanu. A takie podstawowe stany wyróżniamy trzy: kapłański (czyli m.in. zakonnik), małżeński i wolny. Czyli mąż-chrześcijanin powinien wypełniać obowiązki, które należą do męża i ojca rodziny chrześcijańskiej, a nie do duchownego.

      Ale rozumiem Twoje spojrzenie. Nie da się ukryć, że w głównym nurcie kulturowym utarła się wizja chrześcijanina ofiary losu. Niestety przeniknęło to też w dużej mierze do ogólnie pojętego Kościoła (nie tylko Katolickiego).

      Odpowiedz
      1. Janusz pisze:
        9th sierpień 2026 o 8:33 pm

        Rycerze zakonni są przede wszystkim rycerzami, czyli to ten przypadek, o którym napisałem.
        Nie, nie miałem na myśli współczesnej wizji chrześcijanina, tylko tego, co jest zawarte w samej istocie tej religii. Zdrowe, męskie postawy, jakie reprezentowali rycerze były wtórne wobec figury zakrwawionego mężczyzny na krzyżu (Jezus) albo wychowującego nieswoje dziecko (św. Józef) itp. Jeśli ktoś stoi na gruncie chrześcijaństwa, to męskość nie jest celem samym w sobie, tylko ma służyć umacnianiu postaw dyskusyjnie męskich albo wprost sprzecznych z męskością.

        Odpowiedz
        1. Fabian Koziołek pisze:
          14th sierpień 2026 o 1:39 pm

          Mylisz się, rycerze zakonni byli przede wszystkim mnichami. Zaczynali jako mnisi, którzy później swój zakon uzbroili. Ale ich życie nadal polegało w dużej mierze na życiu duchownym (oprócz walki). Zdarzało się też, że do takiego zakonu wstępowali mężczyźni, którzy już byli rycerzami, ale to nie zmienia wcześniejszych faktów. Widzisz to tył na przód.

          Jezus właśnie reprezentuje prawdziwie męską postawę, czyli ofiarne przyjmowanie odpowiedzialności i poświęcenie dla innych. To nie jest internetowa pseudo-męskość, w której dorosły chłopczyk samolubnie myśli tylko o sobie i swojej przyjemności. Prawdziwa męskość zawsze się odnajduje w służbie, czyli kiedy może zaoferować swoją siłę dla dobra innych. Ale żeby to zrobić, trzeba tę siłę najpierw mieć.

          Swoją drogą, chrześcijańskie rozumienie zniewieściałości jest bardzo ciekawe, bo dotyczy braku kontroli nad swoimi popędami i pożądliwościami. Zniewieściały jest więc ten mężczyzna, który pozostaje niewolnikiem swoich żądz.

          A patrzenie na św. Józefa jak na faceta, który wychowywał nie swoje dziecko, to już jest wyższy poziom pigularskiego zaczadzenia umysłowego. Już pomijam fakt, że Józef mógł być wdowcem, który miał dorosłe dzieci z pierwszego małżeństwa (jedna z tradycji chrześcijańskich tak głosi). Józef był obrońcą Boga Żywego, który (jako dziecko) pozostawał bezbronny. Był też ziemskim wzorem męskości i ojcostwa dla dorastającego Jezusa. Męskości pracowitej, odważnej, ofiarnej i opiekuńczej.

          Odpowiedz
  2. Janusz pisze:
    15th sierpień 2026 o 6:05 pm

    W zasadzie potwierdziłeś prawdziwość zarzutów, które (nie tylko ja) stawiam chrześcijaństwu. Pozwolę sobie tu w odpowiedzi przekleić tekst Ronalda Laseckiego, który trafnie oddaje istotę sprawy.

    Katolicka publicystka, pani Ewa Polak-Pałkiewicz ubolewa na łamach „Zawsze Wiernych”, nad tym że świat odkrywa swoje „ohydne pogańskie oblicze”, że wraca „Wszystko co pierwotne, ociekające zgnilizną moczarów, owiane odorem szuwarów, oblepione pleśnią jaskiń, w czym odzywają się echa tam-tamów, rytm afrykańskiej dżungli, melancholijna muzyka traw bezkresnych stepów, jęki szamanów”. Jej odrazę budzi „bulgotanie otchłani leśnych stawów, porośniętych grubą cuchnącą rzęsą, odgłosy dzikich zwierząt na sawannie, czy plemienne zawodzenia przy ogniskach, przy których (…) „ludzie pierwotni” odprawiają swoje magiczne rytuały”. Pani Polak-Pałkiewicz nie podoba się wykorzystanie energii słonecznej, ograniczenie śmiecenia, samowystarczalność i niezależność gospodarstw domowych od „zawirowań rynku”. Autorce nie podoba się idea „powrotu do korzeni” (jej zdaniem, „w aspekcie cywilizacyjnym dosłowny powrót do korzonków”), gdyż staje w opozycji do przyjęcia chrześcijaństwa i „wraz z nim, przy okazji, ekspansji cywilizacji naukowo-technicznej na cały świat”. Dostaje się nawet Wiktorowi Woroszylskiemu za powieść dla młodzieży „I ty zostaniesz Indianinem”, ponieważ zamiast gloryfikować średniowiecznych „chrześcijańskich rycerzy”, podobno gloryfikował „dzikich” (autorka chyba nie czytała tej powieści). Autorka boi się, że źli neoprymitywiści „wyłączą nam światło i zabiorą laptopy”.
    Wszystkie te złe rzeczy dzieją się, gdyż Charles Darwin i Ernst Haeckel wprowadzili „myśli człowieka na powrót na drogę mitologizacji”. Tymczasem, „przejście od myślenia mitycznego do myślenia metafizycznego, jakie pojawiło się wraz z Objawieniem i przyjęciem zasad filozofii realistycznej św. Tomasza, oznaczało najważniejszy w dziejach człowieka przełom”. Redakcja periodyku wtóruje pani Polak-Pałkiewicz, że „filozofia Akwinaty stanowi zwieńczenie, trwającego od samych początków filozofii, procesu odchodzenia od mitologii i zastępowania jej racjonalnym tłumaczeniem rzeczywistości”.
    I właśnie dlatego, nie uważam by powrót do integralnego katolicyzmu (abstrahując od tego, że nie wierzę w jego realność – katolicyzm ewokowany przez dzisiejszych integrystów jest amalgamatem mitu katolickiego Średniowiecza oraz katolicyzmu barokowego i Fin-de-siècle’owego, czyli historyczną obocznością powstałą w niepowtarzalnych warunkach), był rzeczywiście rozwiązaniem dla ludności aryjskiej. Opozycja katolickich konserwatystów wobec dzisiejszej cywilizacji liberalnej nie dotyczy jej substancji, tylko przypadłości, czyli faktu że esencja tej cywilizacji nie jest już dłużej wyrażana językiem religii katolickiej – do samej esencji, katoliccy konserwatyści nie mają jednak zastrzeżeń. Realnym problemem dla ludów aryjskich jest tymczasem to, co Nietzsche określał mianem Décadence, czyli zanik instynktów życiowych pochodny oderwaniu od naturalnych warunków życia. Prognostykiem losu cywilizacji ludów aryjskich jest Eksperyment Calhouna.
    Katolicyzm występował tu w roli katalizatora, czego obrazem jest właśnie przywoływane przez panią Polak-Palkiewicz średniowieczne rycerstwo: oryginalnie aryjscy mężczyźni walczyli dla potęgi i chwały, sile i pięknu podporządkowując to co słabe i brzydkie (archetyp pokonania smoka-żmija) – po chrystianizacji męska siła stała się o tyle dopuszczalna, o ile zwalczała to co silne i piękne w imię tego co słabe i brzydkie (imperatyw „obrony słabszych”).
    Podobnie tłumaczy się kwestia popularności literatury „indianistycznej” w PRL: słusznie zauważa autorka, że ówczesnym młodym chłopcom i dorastającym mężczyznom w żaden sposób nie mogły imponować technokratyczne i konsumpcyjne rojenia marksizmu o wiecznej szczęśliwości i wiecznym pokoju bez chorób i pracy (zapomina jednak dodać, że były one kalką chrześcijańskiej wizji Nieba – tyle, że to co chrześcijanie zapełniali aniołami, Marks zapełnił maszynami a dzisiaj Yuval Noah Harari zapełnia robotami, cyborgami i sztuczną inteligencją).
    Mężczyźni ówcześni, mający wyższy niż dziś poziom testosteronu, mniej czy bardziej świadomie wyznawali aryjski ideał heroiczny – archetyp bohatera, poprzez próby, osiągającego wyższy poziom świadomości. Mężczyźni tęsknią za honorem, wyzwaniem i przygodą. Każdy chce być „Indianinem” ale nie słyszałem, by ktokolwiek tęsknił za byciem męczennikiem lub ascetą. Każdy bawił się w dzieciństwie podchody ale nikt w ukrzyżowanie. Każdy malował twarz w barwy bojowe ale nikt nie bawił się w noszenie włosiennicy ani habitu.
    W chrześcijaństwie ideał heroiczny, tak więc ideał męski, jest nieobecny. Chrześcijaństwo podmienia go na „męstwo”, czyli nieugiętość w obliczu zadawanych mąk i cierpień, co jednak poza podobnie brzmiącą nazwą nie ma nic wspólnego z męskością i może równie dobrze być przymiotem kobiety. Nie jest przypadkiem, że do XVIII wieku w Europie a do połowy XX wieku w Ameryce Łacińskiej, podczas plądrowania klasztorów, zakonnicy byli traktowani jak kobiety i gwałceni. Jest bodaj nawet taka grafika Gustava Dore’a „Nowicjusz”, przedstawiająca młodego chłopca w habicie, delikatnego, przerażonego i bezbronnego niczym dziewczyna-dziewica, w otoczeniu ponurych starców, sprawiających wrażenie wyciągniętych z grobów „trupów za życia”.
    Ideałem chrześcijańskim jest bowiem negacja męskości, obniżenie poziomu testosteronu, zamienienie ideału heroicznego na ideał męczeński, negacja honoru refleksyjnego („nadstawianie drugiego policzka”) będącego wszak odruchem przetrwania nawet wśród najbardziej zdegenerowanych zwierząt (nawet nastraszone chihuahua i pudle warczą i stroszą się, próbując udawać większe niż są w rzeczywistości). Nawet katoliccy pisarze jak Sienkiewicz czy Raspail, gdy chcieli nadać katolicyzmowi siłę, przebierali żołnierzy za zakonników lub kazali wstępować do zakonów byłym żołnierzom, pisząc później że ci poruszali się z dumą i energią nie do pogodzenia z etosem zakonnym.
    No więc, pani Polak-Pałkiewicz wpisuje się w tendencję katolickiego atakowania Życia (Natury) w imię (podobno istniejącego) „post-Życia”. W tej tendencji mieści się opozycja „kultury” i „Natury”, która rzeczywiście, jak zauważa ta autorka, filozoficzny i religijny wyraz znalazła w doktrynie chrześcijańskiej (a jak już nie dodaje: także w doktrynach materialistycznych Zachodu, zrodzonych poprzez oczyszczenie ideału chrześcijańskiego z jego warstwy mitologiczno-religijnej i pozostawienie rdzenia etyczno-aksjologicznego).
    Wyleczeniem się z tej „choroby cywilizacji zachodniej” byłoby dla zrodzonych na eurazjatyckim stepie ludów aryjskich Nietzscheańskie „wyjście ku Nadczłowiekowi”, czyli zbudowanie męskiej, solarnej kultury, opartej na Micie, symbolu i archetypie heroicznym, zwróconej nie przeciw Naturze, ale w kierunku intensyfikacji naturalnych instynktów, pobudek i sił. Bo inaczej niż wydaje się to filozofom katolickim wychodzącym z przesłanek racjonalistyczno-indywidualistycznych, najbardziej racjonalne jest to co ponadosobowe i ponadindywidualne, to co wiecznie wraca i nigdy nie przemija, zapisane jest zaś w pamięci zbiorowej ludu-etnosu jako przesąd, baśń i tym podobne, obecne w jego życiu jako Mit.

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      21st sierpień 2026 o 2:25 pm

      Napisałem Ci, że się mylisz i napisałem dlaczego, ale potwierdziłem prawdziwość Twoich zarzutów? Okej 😀

      Widzę, że nieważne, co bym napisał, i tak to przekręcisz, żeby było po Twojemu.

      No i nie wiem, po co wklejasz czyjś komentarz do innego tekstu, którego nawet nie czytałem. Pierwsza połowa skupia się wprost na tekście tej kobiety, a druga brzmi, jakby ktoś się naczytał Nietzschego i nagle zaczęło mu się wydawać, że wie, jak kulturę naprawić. Ja też kiedyś byłem fanboyem Nietzschego… jak miałem 20 parę lat i byłem zakompleksionym chłopczykiem. Zresztą Fryderyk jest jednym z tych tzw. „wielkich ateistów”, którzy wychowywali się bez ojców. Możesz o tym przeczytać w książce wspomnianej w moim artykule.

      Nie twierdzę, że nie napisał nic mądrego, ale jego tęsknotę za „siłą życiową” i „nadczłowiekiem” łatwiej zrozumieć, kiedy się wie, jak dorastał. I że był dość chorowity.

      A ten Pan Lasecki sam się plącze w tym, co mówi. Pisze, że nikt nie marzy o tym, żeby być męczennikiem. Kłamstwo. Wielu Ojców Kościoła marzyło o tym, żeby oddać życie za wiarę. Oczywiście większość „zwykłych” chrześcijan nie chciałoby tego robić, ale sytuacja nie zawsze jest kolorowa. Dlatego wytrwanie w wierze w czasie prześladowań jest powodem do dumy i nagradzane w Niebie.

      Pisze też, że żaden chłopiec nie marzy o chrześcijańskich wartościach. Jak to nie? A ilu chłopców za młodu chciało być rycerzami? Rycerstwo i etos rycerski to twór chrześcijański. Poza kulturą chrześcijańską tego nie było.

      No i odniosę się jeszcze do rozumienia siły. Tak, w chrześcijaństwie siła rozumiana jest przede wszystkim jako to, ile człowiek jest w stanie wytrzymać, a nie jak mocno potrafi przywalić. I to jest dużo mądrzejsze rozumienie siły. Bo co z tego, że ktoś ma „parę w łapie”, jak się poskłada po jednym ciosie. Bokserzy i inni zawodnicy sztuk walki o tym wiedzą. „Szklane działo” nie jest szczególnie praktyczne.

      Najzabawniejsze w tekstach takich ludzi jest to, że oni sami nie chcieliby żyć w społeczeństwie, które promują. Już was wszystkich widzę, jak sobie radzicie w otoczeniu, gdzie męskość jest rozumiana jako brutalna siła, agresja, dominacja, prawo odwetu i nie wiadomo, co jeszcze.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O blogu

Witaj!

Męskość to termin, który dziś wydaje się pusty. Najwyższa pora przywrócić mu dawny blask, a mężczyzn zwrócić z powrotem w stronę ich słusznej natury. To misja, która przyświeca blogowi.
Jeśli powyższe cię interesuje, trafiłeś/łaś w dobre miejsce.
A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej odnośnie mojej osoby i bloga, zrobisz to tutaj.

Nowy artykuł w (prawie) każdą niedzielę o 19:00, zapraszam!

Znajdź wpis

Ostatnie wpisy

  • Unia siły i miłości (czyli jak być mężem i ojcem, którego potrzebują twoja żona i dzieci)
  • Dopaminowe związki nie działają! 5 filarów dobrego związku
  • Podobno zmiękłem…
  • 4 poziomy męskiego bezpieczeństwa w relacji
  • Depresja u mężczyzn: objawy, przyczyny i skuteczne leczenie

Najnowsze komentarze

  • Fabian Koziołek - Męska czytelnia #4: Kobiety, Charles Bukowski
  • Fabian Koziołek - Unia siły i miłości (czyli jak być mężem i ojcem, którego potrzebują twoja żona i dzieci)
  • Janusz - Unia siły i miłości (czyli jak być mężem i ojcem, którego potrzebują twoja żona i dzieci)
  • Fabian Koziołek - Unia siły i miłości (czyli jak być mężem i ojcem, którego potrzebują twoja żona i dzieci)
  • Jakub Fornagiel - Męska czytelnia #4: Kobiety, Charles Bukowski

Archiwa

Tagi

asertywność beta Bóg charakter córka depresja dojrzewanie dorastanie dorosłość dosięgnąć męskości feminizm kobiecość kobieta kobiety książka literatura matka małżeństwo miłość męska czytelnia męskość mężczyzna nienawiść odwaga ojciec ojcostwo pewność siebie prawdziwy mężczyzna psychologia płeć recenzja relacje rodzice rodzina rozwój seks siła socjalizm status sukces syn szacunek do siebie słabość upadek mężczyzn związki

Tu też mnie znajdziesz:

© 2026 Fabian Koziołek | Theme by Superb Themes
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.