Na pewno nie uszło twojej uwadze, że w ostatnich dniach wiedźmy (pod oficjalną nazwą „Strajk Kobiet”) zdominowały ulice polskich miast. Fascynujące, prawda? Nie kryję — sam z ciekawością obserwowałem to, co się działo. Szczególnie jedna rzecz nie dawała mi spokoju.
Dlaczego jedynym, o co potrafią walczyć nasze współczesne „silne i wyzwolone” kobiety, jest prawo do aborcji?
Nie to, że pod pretekstem fałszywej pandemii rząd każe nam nosić kagańce na ustach.
Nie to, że kolejna ustawa antycovidowa ładuje nam na barki więcej ograniczeń wolności, podatków i prawdopodobnie obowiązkowe szczepienia.
Nawet nie żadna cnota, która jest tradycyjnie kojarzona z kobiecością.
Nic z tych rzeczy. Wedle naszych cudownych kobiet fundamentem feminizmu jest aborcja. Najważniejszym filarem współczesnej kobiecości jest prawo do mordowania dzieci.
Ciekawe.
Bardzo dobitnie świadczy to o kondycji dzisiejszych kobiet.