Dziś wszyscy jesteśmy nauczani, żeby podziwiać „silne kobiety”. Zaczyna się to od naszych osobistych matek, którym (jak wszyscy mówią) należy się szacunek, miłość i wdzięczność. Potem przechodzimy w świat szkolny, gdzie stanowcza większość nauczycieli to kobiety, a finalnie lądujemy w społeczeństwie, które uważa, że kobiety powinno się chronić, podziwiać, wspierać i motywować, a przy tym nie widzi żadnej hipokryzji w tym, żeby nadal określać je jako „silne kobiety”.
Problem polega na tym, że w całej tej zawierusze wokół kobiet gubi się mężczyzna. Gubi się ojciec, jego absolutnie niezbędna rola w życiu dziecka, a co za tym idzie – nikt młodych ludzi nie uczy szacunku do taty. Ba! Nikt nie uważa, że w ogóle istnieje taka konieczność! Ojciec dziś jest mylnie uważany za mało znaczący dodatek do rodziny (dzieci akceptujące ten pogląd będą cierpiały całe życie), którego równie dobrze mogłoby nie być.










