Fabian Koziołek
Menu
  • Start
  • Artykuły
    • O męskości
      • Fundamenty męskości
      • Doskonalenie w męskości
      • Męskie ciało
      • Męska psychika
      • Męski duch
    • O kobietach
      • Kobieca natura
      • Relacje z kobietami
      • Feminizm
    • O rodzinie
    • O życiu społecznym
    • Krótkie strzały
    • Wielkie chrześcijaństwo
    • Publicystyka polityczno-kulturowa
    • Studium przypadku
    • Męska czytelnia
    • Wideo
  • Serie wpisów
    • Tęsknoty męskiej duszy
    • Blackpill, Redpill, Godpill
    • Czerwone flagi w randkowaniu
    • Dosięgnąć męskości
    • Kręgosłup i serce
    • Męskość i jej cechy
    • Silne kobiety czy po prostu słabi mężczyźni?
    • Zamiana ról
  • O mnie
  • Kontakt
  • Oficjalna strona
Menu
relacje damsko-męskie

Relacje damsko-męskie w upadłym świecie

Posted on 16th listopad 202516th listopad 2025 by Fabian Koziołek
Czas czytania: 17 min.

Wykastrowany mąż i kontrolująca wszystko żona — brzmi znajomo? Zgaduję, że aż za bardzo. Każdy z nas (niestety) zna ten układ albo z własnego doświadczenia, albo z obserwacji związków rodziców, dziadków, dalszej rodziny czy znajomych. Nie każdy zadaje sobie jednak trud, by zapytać: “dlaczego?”

Dlaczego relacje damsko-męskie tak wyglądają?

Na szczęście odpowiedzi nie trzeba szukać daleko. Bo to, co dzisiaj mniej lub bardziej nieporadnie próbuje głosić manosfera (z czerwoną pigułką na czele), było znane ludzkości już od tysięcy lat. Sam Stwórca wszechświata osobiście nam to powiedział.

Wstrzymaj się z unoszeniem brwi w zdziwieniu. Zaraz wyjaśnię, o co mi chodzi.

Upadek pierwszej kobiety

Wszyscy znamy historię wygnania z raju, ale nie wszyscy rozumiemy zawartą w niej treść. A szkoda, bo właśnie tutaj — na samym początku biblijnej historii ludzkości — dowiadujemy się, jak grzech pierwszych ludzi wpłynął na relacje damsko-męskie.

Tak, dobrze czytasz. W pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju, w jednym zdaniu, Biblia streszcza główną ideę manosfery.

Bo gdy Bóg osądza kobietę, co jej mówi?

Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.
(Rdz 3, 16)

Większość czytających skupia się tutaj na pierwszej części wypowiedzi, która dotyczy ciąży. Jeśli jednak chcesz lepiej zrozumieć dynamikę między płciami, powinieneś spojrzeć na drugi (pogrubiony przeze mnie) fragment.

Bo co oznacza stwierdzenie: ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia? Niektórzy widzą tutaj pragnienia seksualne, inni tłumaczą to jako zależność kobiety od mężczyzny. Jednak żadne z tych wyjaśnień nie jest właściwe.

W takim razie co to znaczy? — zapytasz.

Na szczęście nie musimy gdybać, bo już w kolejnym rozdziale mamy tę samą konstrukcję słowną, również pochodzącą od Boga. Mówi on do Kaina:

[…] u drzwi leży grzech. Ku tobie zwraca się jego pragnienie, lecz ty będziesz nad nim panował.
(Rdz 4, 7)

Od razu można zauważyć podobieństwo między oboma zdaniami, prawda? W oryginale hebrajskim również użyte są te słowa. Grzech pożąda Kaina, a on ma nad nim panować. Dokładnie ta sama struktura wypowiedzi, co w przypadku Ewy.

Teraz powiedz mi, czy grzech pożąda Kaina seksualnie?

Oczywiście, że nie. To byłoby śmieszne.

I głupie.

Na czym więc polega to pożądanie? Co chce zrobić grzech? Nietrudno się domyślić, że chce kontrolować Kaina. Zdominować Kaina. Pozbawić go męskości, zrujnować jego życie i ogólnie — zniszczyć go. Dlatego Bóg każe Kainowi pokonać grzech.

Słowo “panować” jest tym samym sformułowaniem, którego używano w odniesieniu do królów podbijających narody i ludy. Oznacza “podbić/podporządkować/ujarzmić”.

Skoro już to wiemy, wróćmy do głównego wątku.

Co Bóg tak naprawdę mówi Ewie? Tylko tyle i aż tyle, że w wyniku grzechu kobiety będą pragnęły kontrolować mężczyzn, a mężczyźni będą chcieli podporządkowywać je sobie i podbijać. I nie — to nie jest moja prywatna interpretacja. Właśnie takie wyjaśnienie znajdziesz w każdym dobrym komentarzu biblijnym.

Niech mi teraz ktoś powie, że relacje damsko-męskie tak nie wyglądają.

Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, aby zauważyć, że kobiety nie mają za grosz szacunku do zniewieściałych mężczyzn, którzy oddali w żeńskie ręce całą władzę nad sobą. Panie odwracają się do takich facetów plecami, tracą zainteresowanie, a w niektórych przypadkach nawet gardzą nimi.

Swoje pożądanie kierują natomiast w stronę tych, którzy nie dają się ujarzmić. Mężczyzn mających w sobie coś niebezpiecznego i dzikiego, a ponadto nietraktujących kobiet, jakby były ósmym cudem świata. Ba! Czasem nawet takich, którzy mają wszystkie dziunie za nic.

Kobieta pożąda takiego mężczyzny, dopóki nie uda jej się go “oswoić”. Gdy już to nastąpi — bo facet w końcu ugiął się pod nieustannym naporem i został sprowadzony do roli pieska domowego — jejmość przestaje uważać go za atrakcyjnego.

Ale dopóki chłop nie da się “usidlić”, pożądanie nie opuszcza kobiecej głowy. Ona chce być tą, która go ujarzmi.

To efekt upadłej natury. Biblia mówiła o tym już 1400 lat przed Chrystusem (bo autorstwo Księgi Rodzaju — oczywiście natchnione Boskim Duchem — tradycyjnie przypisuje się Mojżeszowi, a żył on mniej więcej w tym okresie).

Zrządzeniem losu w trakcie pracy nad tym właśnie tekstem w mediach społecznościowych śmignął mi filmik polskiej dziewczyny, która słowo w słowo potwierdzała to, co napisałem powyżej.

Dzieliła się bowiem bardzo ciekawym problemem.

Jakim? — zapytasz.

A takim, że aktualnie jest w związku typem, który sprząta, gotuje, robi jej masaże, przynosi jedzenie do łóżka (itd. itp.) i ogólnie “jest kochany”, a mimo to ona nie potrafi pozbyć się z głowy swojego byłego — faceta nierobiącego żadnej z tych rzeczy. Faceta traktującego ją w najlepszym razie jako nieobowiązkowy dodatek do swojego życia, a w najgorszym — jak prywatną prostytutkę. Ale jednak faceta pociągającego, bo przejawiającego jakąś siłę.

No i w końcu faceta nieschwytanego, bo byłego.

“Miły gość” nie ma z nim szans, bo miły gość zapewne na początku związku od razu potulnie uciął sobie jaja i powierzył je na przechowanie dziewczynie. A skoro już na dzień dobry miała go w garści, nie stanowił dla niej żadnego wyzwania. Typ pewnie nawet nie ma pojęcia, że jego “cudowna” panienka marzy o byłym.

Swoją drogą jest to kolejny przykład ryzyka wynikającego z wiązania się z kobietą należącą wcześniej do innego mężczyzny.

Dowiedz się więcej o tym, dlaczego przeszłość kobiety ma znaczenie!

Wróćmy jednak do głównego wątku.

Manosfera potwierdza Biblię?

Czego możesz się dowiedzieć od tych wszystkich redpillowców i innych? Że pożądania nie można negocjować. Że kobiety wolą “złych chłopców”. Że jeśli jesteś “samcem beta”, będą tobą pogardzały albo cię wykorzystywały (szczególnie te z dużą liczbą konkubentów na koncie).

Pigularze nawet powiedzą ci, że dopóki “trzymasz ramę”, możesz kobiece ego wyhamować do znośnych limitów i żyć we w miarę udanym związku. Ale gdy tylko odpuścisz i dasz sobie wejść na głowę, całe pożądanie ze strony twojej panienki wyparuje i zacznie się chryja.

Hmmm… czy to nie brzmi tak samo, jak klątwa Ewy, którą opisałem wyżej?

Mężczyźni, którzy mają największe powodzenie wśród kobiet, to mężczyźni, którzy nie boją się asertywnie tych kobiet brać. Mogą je nawet ignorować czy traktować z mniej lub bardziej żartobliwą pogardą — dla wielu panienek będzie to dodatkowe źródło pożądania. Będą marzyły o “naprawieniu” lub “ujarzmieniu” takiego faceta.

Archetyp kobiecego pożądania najlepiej oddaje baśń Piękna i Bestia. Bo o czym jest ta historia? O dziewczynie, która zakochuje się w bestii (BESTII!!!) i dzięki swojej miłości zmienia ją w księcia z bajki.

Pięćdziesiąt twarzy Greya czy polskie 365 dni to tylko bardziej pornograficzne wariacje na temat tej klasycznej historii.

A propos…

Pisząc ten fragment przypomniała mi się anegdota z mojego życia.

Siedziałem późnym wieczorem ze znajomymi przy piwie, rozmawiając luźno o różnych sprawach. W wyniku tej dyskusji powiedziałem w pewnym momencie, że “jeśli facet jest wystarczająco dominujący, będzie w stanie nagiąć wolę kobiety” czy coś w tym stylu (nie pamiętam dokładnych słów, bo dawno to było).

Wtedy moja znajoma, w przypływie szczerości, zgodziła się ze mną mniej więcej tymi słowy: “noooo, jeśli facet jest taki męski i władczy, kobieta wchodzi w tryb <<weź mnie>>”.

Nawet teraz, kiedy to wspominam, jestem rozbawiony otwartością jej odpowiedzi.

Mógłbym tu podawać kolejne przykłady, nawet z poezji. Ot, chociażby taki wiersz autorstwa — swoją drogą polskiej — poetki, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:

Lwica senna i naga nie czuje więzienia,
leżąc spogląda w oczy lwu, panu stworzenia.
On się przybliża, cały w grzywie i w męskości,
a jakaś pani patrzy – i płacze. Z zazdrości!

To jest prawdziwa kobieca poezja 😉

A co z rywalizacją feministek z maskulinistami? Pierwsze chcą totalnej kontroli nad mężczyznami, a drudzy (przynajmniej ich skrajny odłam) chcą odebrać kobietom wszystkie prawa. Postępują wedle scenariusza biblijnego, nawet o tym nie wiedząc.

Ale czy taka dynamika relacji powinna nas dziwić? W żadnym razie. Skoro stwórca wszechświata powiedział, że tak będzie, to tak właśnie jest. I możesz to obserwować na własne oczy.

Biblia to jednak nadprzyrodzona księga — szczególnie, jeśli potrafisz ją czytać.

Zamknąłbym już ten wątek, ale zanim to zrobię, jeszcze słowo wyjaśnienia.

Nie każda kobieta?

Odnoszę wrażenie, że część osób zbyt zero-jedynkowo podchodzi do analiz podobnych do tej, którą właśnie czytasz. W efekcie jakiś jegomość może wyciągnąć pochopny wniosek, że każda kobieta ugania się za bandziorami.

Jak wszyscy wiemy, nie jest to prawda.

A dlaczego? Z kilku powodów:

  1. Dominujący mężczyzna wcale nie musi być bandziorem. Może być czarującym, ale niemoralnym draniem, co nie znaczy od razu, że zachowuje się agresywnie czy szczególnie ostentacyjnie.
  2. Wiele kobiet nie miałoby nawet odwagi uganiać się za takim facetem, więc wybiera bezpieczniejsze opcje (no chyba, że taki facet zainteresowałby się którąś z nich).
  3. Niektóre kobiety były w związkach z takimi mężczyznami i się sparzyły (bo — ojeju, kto by się spodziewał — łobuz jednak nie kocha najbardziej), dlatego wolą grać bezpiecznie, wiążąc się z jakimiś “beciakami”, nad którymi będą miały pełną kontrolę.
  4. Są też kobiety bardziej odporne na upadłą naturę. Zazwyczaj charakteryzują się one większą obecnością Boga w swoim życiu, ale w niektórych przypadkach również dobrzy rodzice mogą pełnić rolę kompasu moralnego.

Jednak w przypadku ostatniej grupy należy pamiętać, że nadal mamy do czynienia z kobietami, co ma swoje konsekwencje. Bo nawet zasady moralne i aktywne chrześcijańskie życie nie uchronią nas w pełni przed faktem, że w mniejszym lub większym stopniu nadal mierzymy się efektami upadku.

Małe wtrącenie.

Rozkwit chrześcijaństwa na świecie w dużej mierze wyplenił chwasty upadłej natury z życia ludzkiego. Dzięki temu ludzie wywodzący się z kultury popularnie nazywanej łacińską — nawet ci, którzy dzisiaj mają z Bogiem niewiele wspólnego — nie są już tak zepsuci, jak mogliby być.

Zawdzięczamy to przede wszystkim misji odkupienia i oczyszczającej mocy chrztu. Możesz w to nie wierzyć, ale — prawdę mówiąc — gówno mnie to obchodzi. Faktem jest, że świat przedchrześcijański był o wiele bardziej bezlitosny i brutalny.

Jednak to antyczne zło bynajmniej nie zniknęło, tylko zeszło pod ziemię. Dlatego dzisiaj możemy obserwować, że im bardziej chrześcijaństwo jest wypychane z kultury, tym bardziej upadła natura powraca.

A u kobiety objawia się ona przede wszystkim chęcią kontrolowania mężczyzny i (w niektórych przypadkach) pożądaniem wspomnianej wcześniej, bajkowej “bestii”.

Jeśli więc nie potrafisz wykrzesać z siebie ani krzty dzikości, twoje szanse na wzbudzenie kobiecego pożądania będą marne. Do pewnego stopnia możesz ratować się urodą, ale to paliwo nie wystarczy na całą podróż — szczególnie w długoterminowym związku.

A skoro już po męskiej stronie jesteśmy…

Męska strona upadku

Podczas lektury historii wygnania z rajskiego ogrodu większości ludzi umyka fakt, że pierwszy mężczyzna, Adam, tak naprawdę zawodzi dwa razy.

Najpierw zawala sprawę jako mąż, czyli głowa rodziny. Bo do jakiej sytuacji dochodzi w raju? Ewa rozmawia z wężem. Ewa je pierwsza z drzewa. Ewa przejmuje inicjatywę i w sensie ścisłym staje się przywódcą, kiedy tę rolę miał pełnić Adam.

Tutaj pierwszy mężczyzna zawala sprawę po całości.

Adam miał być głową swojej żony i przewodzić rodzinie. Adam miał stanąć naprzeciw węża i nie dopuścić, by ten rozmawiał z jego żoną. Adam miał chronić Ewę, będącą słabszym naczyniem (1 P 3, 7), przed podszeptami Złego.

A co zrobił Adam?

Nic.

Stał biernie gdzieś obok — bo nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale Biblia zaznacza, że Adam był obecny przy tym wydarzeniu — i pozwolił wężowi na zwiedzenie Ewy. Jego żona rozmawiała z wężem, a on siedział jak tchórz, pozwalając jej potem poprowadzić go do grzechu.

Nastąpiło odwrócenie ról. Ewa stała się głową i mężczyzną, a on kobietą i pomocniczką.

Drugą sytuacją, w której Adam zawodzi — tym razem jako syn boży — jest moment zjedzenia zakazanego owocu. Bo trzeba zauważyć, że w tej chwili mężczyzna miał jeszcze wybór. Kobieta złamała boskie przykazanie, ale on nie. Mógł bez problemu odmówić.

A co faktycznie robi? Zamiast słuchać głosu Boga, słucha głosu swojej żony.

To jest moment, w którym Adam pokazuje Bogu środkowy palec. Swoim zachowaniem mówi wprost: “Boże, chociaż wiem, że Jesteś Dobrem, Prawdą i Pięknem samym w sobie, to wolę kobietę. Kobietę, której nawet bym nie miał, gdyby nie ty.” Pierwszy mężczyzna zrzuca z piedestału Boga i stawia na nim kobietę. Już całkowicie oddaje w jej ręce lejce przywództwa.

Właśnie za to Adam został ukarany.

Bo gdy Bóg wymierza mu wyrok, co mówi?

Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść…
(Rdz 3, 17)

Winą Adama było przede wszystkim to, że posłuchał swojej żony, a nie Boga. Bóg mówi mu: “Czemu posłuchałeś jej, a nie mnie? Pozwoliłeś Ewie prowadzić, zamiast stanąć jako głowa, by ją chronić i powstrzymać węża. Powiedz mi, Adamie, dlaczego pozwoliłeś wężowi rozmawiać z twoją żoną? Gdzie byłeś? Czy nie miałeś jej osłaniać i chronić? Dlaczego siedziałeś biernie, pozwalając na ten dialog?”

Dowiedz się więcej o tym, dlaczego kobieta stała się bogiem mężczyzny!

Tutaj ciekawostka.

Apostołowie w Nowym Testamencie głoszą, że grzech wkradł się do świata z winy jednego mężczyzny. Ktoś mógłby zadać pytanie: dlaczego mężczyzny? Przecież to Ewa dała się omotać, prawda?

Prawda, ale to nie Ewa była głową tego związku. Adam był. A jako przywódca i głowa rodziny był odpowiedzialny za Ewę. Dlatego to jego wina jest przywoływana w Nowym Testamencie.

Dziś możesz zaobserwować wielu facetów narzekających, jakie to niesprawiedliwe, że muszą dźwigać większość odpowiedzialności w społeczeństwie.

No cóż…

Napiszę teraz coś, co niewielu mężczyznom się spodoba: tak zawsze było i tak zawsze będzie. Mężczyźni otrzymali od Boga więcej mocy, więc więcej się od nich wymaga.

Nawet Spiderman nas uczył, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność 😉

Wróćmy jednak do meritum.

Po dziś dzień masa mężczyzn robi tak samo, jak Adam — gdy pojawia się jakikolwiek problem, wolą chować się za spódnicami żon. Albo ustępują im na każdym kroku, bo się boją.

Dorośli mężczyźni.

Boją się swoich żon.

Niektórzy są sprytni i zasłaniają swoją słabość chęcią posiadania świętego spokoju. Tak, święty spokój — najpopularniejszy bożek dzisiejszych czasów i dzisiejszych mężczyzn.

Zauważmy też, że wąż był przebiegły. Poszedł do kobiety, nie do mężczyzny. Wiedział bowiem, że kobieta jest słabszym ogniwem w łańcuchu rodziny. Dlatego zadbał o to, by odwrócić role w małżeństwie. Ewa przejęła inicjatywę i rozmawiała z wężem, zamiast zwrócić się do Adama. A Adam, zamiast stanąć na czele i chronić żonę, pozwolił, by rozmowa się toczyła.

Właśnie w taki sposób mężczyźni tracą żony. Przez swoją pasywność.

Co więcej, Księga Rodzaju mówi nam (a apostołowie w Nowym Testamencie potwierdzają), że związki, w których to kobieta jest głową rodziny, nie powstały według zamysłu Bożego. A przez to skazane są na porażkę. I chociaż niektóre trwają latami, możemy z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że nie są szczęśliwe.

I to obie strony takiego układu nie są szczęśliwe.

Bo mężczyzna będący pantoflarzem nie jest szczęśliwy, nawet jeśli wmawia sobie, że jest. A kobieta to już większy paradoks. Bo kobieta z jednej strony chce kontrolować mężczyznę, a z drugiej nie chce, żeby jej się powiodło.

  • Jeżeli mężczyzna się podda, kobieta może czerpać egoistyczną przyjemność z owinięcia go sobie wokół palca, ale w ogólnym rozrachunku nie będzie zadowolona ze związku z “beciakiem”.
  • Jeśli zaś mężczyzna się nie podda, kobieta może od czasu do czasu “tupać nóżką” z irytacji, że nie ma nad nim władzy, ale w ogólnym rozrachunku będzie zadowolona ze związku z silnym facetem, który jest dla niej tarczą.

Oczywiście wszystko, co do tej pory napisałem, jest tylko teorią. Z praktyką bywa różnie.

Relacje damsko-męskie w upadłym świecie

Nie chciałbyś być w związku z kobietą, która wszystkiego się czepia, przeklina cię i ogólnie jest wiecznie niezadowolona, prawda? A jednak są na tym świecie mężczyźni żyjący w takich układach.

Bo wiesz, co przeciętny facet robi w sytuacji konfliktowej z żoną?

Podkula ogon.

Ustępuje, ponieważ wydaje mu się, że jak tylko zejdzie jej z drogi… jeśli tylko będzie robił to, czego ona chce… o ile pod żadnym pozorem nie będzie jej denerwował… wtedy jej zachowanie się poprawi i będzie cudownie.

A efekt jest zupełnie odwrotny. Ona staje się jeszcze gorsza, bo teraz dodatkowo gardzi mężem przez jego słabość. Nie tylko dalej się czepia, ale do tego zaczyna go obrażać, a w niektórych przypadkach nawet znęcać się nad nim psychicznie — poprzez ciągłe poniżanie, krytykowanie czy złośliwość — i fizycznie (rzadziej, ale też się zdarza).

Potem on w odpowiedzi wybucha złością i zaczyna obrażać ją. A może nawet się zapomni i użyje siły.

Taka reakcja nie powinna nikogo dziwić, bo kiedy przez całe życie ustępujesz, w końcu zostaniesz zapędzony w kozi róg. A z tej pozycji nie ma już gdzie ustąpić. Możesz jedynie zaatakować, co jest naturalną reakcją osaczonego zwierzęcia.

Zachowanie kobiety też nie powinno dziwić, bo jak ma szanować faceta, który nie potrafi jej się postawić i jest na każde zawołanie. Prawdopodobnie nawet nie widzi w nim mężczyzny, tylko jakąś przerośniętą babę. Równie dobrze mogłaby być w lesbijskim związku.

Zresztą nawet jeśli założylibyśmy — w formie eksperymentu myślowego — że ustępowanie żonie przynosi skutek w postaci jej lepszego zachowania, czy wtedy gra byłaby warta świeczki?

Pomyśl tylko! Musisz przez cały czas chodzić wokół kobiety na palcach, żeby przypadkiem jej nie zdenerwować.

Czy twoim zdaniem to jest życie?

Moim zdaniem — nie. Chyba że życiem nazywasz bycie niewolnikiem kobiecych humorów.

Poza tym wątpię, żebyś wzbudzał jej pożądanie, skoro ma cię na smyczy. W takim układzie to ona jest mężczyzną, a ty kobietą.

Jednak są też mężczyźni, którzy chcieliby przewodzić, ale nie mogą, bo związali się właśnie z takimi (albo jeszcze gorszymi) kobietami. Mają żony stające im okoniem na każdym kroku, nie szanujące ich, sprzeciwiające się nie tylko prywatnie, ale również przed dziećmi czy w towarzystwie.

Może nawet mają żony-dręczycielki, które znęcają się nad nimi psychicznie.

Niejednokrotnie taka sytuacja zachodzi, gdy jakiś “miły gość” zwiąże się z kobietą “doświadczoną”. Taką, która już z niejednego pieca wygarnywała. Ale nie jest to reguła.

Społeczeństwo płynące w głównym nurcie nie jest jeszcze gotowe na poruszanie takich tematów. Że kobieta może być dręczycielką — i to bezlitosną. A na dodatek taką, która potem potrafi odwrócić się na pięcie i przed ludźmi grać zapłakaną ofiarę.

A ludzie jej wierzą, bo co taka drobna kobietka mogłaby zrobić wielkiemu chłopu, prawda?

Otóż mogłaby. Mogłaby go np. wykończyć psychicznie.

Jeśli kiedykolwiek byłeś w podobnym związku i się z niego uwolniłeś, ciesz się, bo Bóg patrzy na ciebie łaskawie. Jak pisał Salomon:

I odkryłem, że bardziej gorzka niż śmierć jest kobieta, której serce jest jak sieć i sidło, a jej ręce jak pęta. Kto się Bogu podoba, uwolni się od niej, ale grzesznik będzie przez nią usidlony.
(Koh 7, 26)

Nie powinniśmy jednak litować się nadmiernie nad mężczyznami, bo to nie jest tak, że złe kobiety nie wysyłają sygnałów ostrzegawczych na etapie randkowania. Wysyłają. I to aż nadto. Mężczyźni po prostu je ignorują. Sami siebie oszukują, że będzie dobrze. Olewają Boga i żenią się z kobietami, które za nic w świecie na żony się nie nadają, a potem płaczą.

Szkoda tylko, że swoim postępowaniem sprowadzają cierpienie nie tylko na siebie, ale również na swoje przyszłe dzieci.

Dowiedz się więcej o tym, dlaczego nie warto być pantoflarzem!

Nie tylko wina kobiet

Jeśli pochłaniasz dużo treści z manosfery, możesz odnieść mylne wrażenie, że większość mężczyzn chce przewodzić, ale te “samolubne kobiety” im nie pozwalają. Nic bardziej mylnego.

Większość mężczyzn jest tchórzami, jak ich praojciec Adam.

  • Są albo tchórzami-bawidamkami, którzy biorą od kobiet to, czego chcą (zazwyczaj seks) i uciekają.
  • Albo tchórzami wchodzącymi w związek, ale unikającymi jakiejkolwiek odpowiedzialności związanej z przywództwem.
  • Albo skrajnymi tchórzami, stroniącymi od jakichkolwiek kontaktów z płcią przeciwną.

Kojarzysz taką postać, jak Ceasar Milan? To prawdopodobnie najpopularniejszy treser psów na świecie.

W swojej wieloletniej pracy z ludźmi doszedł on do wniosku, że zdecydowana większość nie chce brać na siebie ciężaru dowodzenia. Bo bycie “przywódcą stada” w wielu przypadkach nie jest tak przyjemne, jak się niektórym mylnie wydaje.

Jako lider musisz m.in.:

  • podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność (co czasem wiąże się z dostaniem po głowie, jeśli decyzja była zła);
  • być gotowym popsuć innym humor (bo np. każesz komuś coś zrobić);
  • być gotowym odmawiać (np. gdy ktoś prosi cię o spełnienie jego zachcianki).

Gro ludzi nie bierze na barki ciężaru odpowiedzialności, bo wolą nie wychylać się z szeregu. Nie chcą też być źródłem niezadowolenia dla innych, więc starają się niczego nie wymagać i spełniać zachcianki bliskich, żeby żyć bezkonfliktowo.

Ale miłość wymaga. Szczególnie miłość ojcowska wymaga i sprzeciwia się wszystkiemu, co złe.

Wspomniany już Ceasar Milan opowiadał w jednym ze swoich wywiadów, że ludzie “trzymają ramę” (używając redpillowej terminologii) ze swoimi psami przez krótki czas, ale potem wymiękają. Bo piesek robi smutne oczka i człowiek się nad nim lituje, folgując mu na każdym kroku.

A parę tygodni później zwierzak zaczyna rządzić ludźmi.

Stąd wniosek, że dla dobra drugiej osoby (lub zwierzęcia) lider czasami musi być także bezlitosny. Żeby nie być gołosłownym, podam przykład. Wyobraź sobie, że twoje dziecko jest uzależnione od telefonu. Okrajasz mu więc dostęp do urządzenia. Wtedy dziecko zaczyna płakać, drzeć się, błagać i ogólnie robić wszystko, co w jego mocy, żebyś oddał mu komórkę.

Jeśli się nad nim zlitujesz i oddasz telefon, tak naprawdę zrobisz mu krzywdę, prawda? Mimo że dziecko będzie zadowolone.

Właśnie dlatego lider czasem musi być bezlitosny. I musi być skłonny przyjąć fakt, że inni (w tym przypadku dziecko) mogą przestać go lubić — przynajmniej okresowo. Na tę ewentualność wiele osób też nie jest gotowych, bo wolą udawać dobrych ludzi. Nawet jeśli kosztem zachowania pozorów dobroci jest akceptacja zła.

Nie powinieneś zatem dziwić się, że istnieją związki, w których kobieta naprawdę chciałaby, żeby mąż przewodził rodzinie, a on tego nie robi.

Bo się boi.

Bo unika odpowiedzialności i ewentualnych nieprzyjemności ze strony najbliższych.

Albo wierzy w boga, ale nie tego prawdziwego. Nie nie. Jego bogiem jest wspomniany już bożek świętego spokoju.

Podsumowanie

Salomon, na podstawie ludzkiego doświadczenia i obserwacji upadłego świata, podzielił się z nami taką mądrością:

Znalazłem jednego [prawego] mężczyznę pośród tysiąca, ale kobiety [prawej] w tej liczbie nie znalazłem.
(Koh 7, 28)

Gdybyśmy jednak spojrzeli z perspektywy kobiety, wypowiedź byłaby podobna, tylko odwrócona: “Nie znalazłam ani jednego dobrego mężczyzny spośród tych, z którymi byłam. A wśród kobiet też trudno o lojalność — wszystkie ze sobą rywalizują.”

Powtórzę się i napiszę, że nie powinno cię to dziwić, skoro Stwórca wszechświata objawił, iż tak właśnie będzie. Bez przywiązania do Boga, bez miłości do Boga, bez poddania się Duchowi Boga tak właśnie będą wyglądały relacje damsko-męskie.

Nawet jeśli mężczyzna nie jest tchórzem i chce przewodzić, kobieta (wiedziona chęcią kontroli) ma opory przed akceptacją jego roli jako głowy rodziny.

Masz uwagi, przemyślenia albo osobiste doświadczenia w tym temacie? Podziel się w nimi w komentarzu (albo napisz do mnie bezpośrednio). A jeśli uznałeś tekst za ciekawy lub pomocny, podziel się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnij na stronę facebook’ową bloga i polub moją twórczość.

Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.

Dowiedz się więcej:

o kobietach, które niszczą własne domy
O kobietach, które niszczą własne domy
panny młode
Typy kobiet, które nie nadają się na żony i matki. Uzupełnienie
Wesprzyj bloga i pomóż mi pomagać innym! Kliknij przycisk i postaw mi kawę!

Zajrzyj też na:

  • Facebooka (gdzie najszybciej pojawia się info odnośnie artykułów lub ich braku)
  • Twittera (gdzie wrzucam luźniejsze i nieraz zabawne komentarze polityczno-społeczne)

19 thoughts on “Relacje damsko-męskie w upadłym świecie”

  1. Janusz pisze:
    16th listopad 2025 o 11:28 pm

    Nie ma nic złego w tym, że czyimś „bożkiem” jest święty spokój, tylko jeżeli ktoś nie nadaje się do związków (wszelkiego typu) z innymi ludźmi i założenia rodziny, to dla swojego i innych dobra nie powinien tego robić.

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      20th listopad 2025 o 12:43 pm

      Po części zgoda. Tylko z tym świętym spokojem nie ma co przesadzać. Bo oczywiście gdybyśmy powierzchownie odpowiadali, każdy z nas chciałby mieć bezproblemowe życie. Jednak już po chwili zastanowienia zaczęlibyśmy zmieniać zdanie. Bo — po pierwsze — życie bezproblemowe to życie skrajnie nudne. A po drugie — jeśli ktoś w pogoni za świętym spokojem ignoruje rzeczy, którymi powinien się zająć, sam sobie robi krzywdę i sam zamyka się w klatce. I to by było jeszcze pół biedy, gdyby w ten sposób działał tylko na swoją szkodę. Ale zdecydowana większość z nas nie żyje w próżni i takim zachowaniem zazwyczaj szkodzimy innym (rodzinie, znajomym, współpracownikom, etc.).

      Odpowiedz
      1. Janusz pisze:
        20th listopad 2025 o 4:43 pm

        Jakie to są „rzeczy, którymi powinien się zająć”? Poza tym, jeśli ktoś żyje zupełnie sam, to rodzina i znajomi nie wchodzą w grę.

        Odpowiedz
        1. Fabian Koziołek pisze:
          20th listopad 2025 o 5:56 pm

          Każdy ma jakieś „rzeczy, którymi powinien się zająć”. Jak siądziesz na 5 minut w ciszy, od razu zaczną ci przychodzić do głowy sprawy, o których zapomniałeś albo odkładałeś je na później (z obawy przed czymś, przez lenistwo czy z jakiegokolwiek innego powodu).

          Jeśli żyjesz sam, zapewne będą dotyczyły głównie Ciebie, ale ich unikanie wciąż może mieć negatywny wpływ na Twoje życie.

          Odpowiedz
  2. Emilia J pisze:
    18th listopad 2025 o 12:06 am

    Mega fajny tekst, to prawda a co gorsza bardzo często tak to wygląda w religijnych rodzinach, u mnie naprzykład mimo ze rodzice są katolami to żadnych zasad nie ma, pozwalaja na spanie z chlopakiem mojej siostrze, dla mnie to jest śmiech na sali poprostu, mam wrażenie że gdy zmieniają się obyczaje i normy to nagle zasady przestają istnieć, a jest tak dlatego że zamiast argumentów ludzi się straszy piekłem i grzechem

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      20th listopad 2025 o 12:30 pm

      Cieszę się, że tekst się podobał 🙂

      Niestety (i piszę to z bólem serca) wielu ludzi jest katolikami z przyzwyczajenia i nie traktują swojej wiary poważnie. Dlatego machają ręką na takie rzeczy, o których piszesz (córka sypiająca z chłopakiem). Bo albo wydaje im się to normalne, albo — jak pisałem w tekście — udają dobrych i wyrozumiałych, a tak naprawdę boją się konfliktu. Nie wiem, czy Twoja siostra jest już dorosła, ale nawet jeśli jest, Twoi rodzice przynajmniej nie powinni jej pozwalać sypiać z chłopakiem w ich domu.

      A piekło i grzech są ważnymi elementami chrześcijańskiego światopoglądu, więc trudno o nich nie wspominać. Ale masz rację, że jak się tylko straszy i nie oferuje żadnego wyjaśnienia, to trudno przekonać człowieka. Bo chociaż kogoś może motywować strach przed karą, chrześcijanin powinien dobrze postępować przede wszystkim z miłości do Boga, a nie ze strachu. Tak samo Twoja siostra powinna być motywowana miłością do rodziców, którzy z kolei powinni dawać jej do zrozumienia, że chcą jej dobra (nawet jak jej się to czasem nie podoba).

      Odpowiedz
      1. Janusz pisze:
        20th listopad 2025 o 4:42 pm

        Przecież to jest totalny BS. Każda religia i nie tylko religia, a katolicyzm to już w pierwszym rzędzie opiera się na strachu (nie oceniam, stwierdzam fakt). Jeśli ktoś mówi, że robi rzecz X „z miłości do Boga”, to albo okłamuje innych, albo innych i siebie samego. Jedyną motywacją jest strach, strach przed śmiercią i przede wszystkim przed karą – co uważam za normalne, powszechne, ludzkie zachowanie.

        Odpowiedz
        1. Fabian Koziołek pisze:
          20th listopad 2025 o 5:50 pm

          Chłopie, bez urazy, ale nie masz pojęcia, o czym mówisz. Chrześcijaństwo opiera się na miłości do Boga, bo to jest pierwsze i najważniejsze przykazanie. I na przemianie serca ludzkiego, które jest naturalnym następstwem tego przykazania.

          A że człowiek nie potrafił tego dokonać sam, otrzymaliśmy pomocnika w postaci Ducha Św.

          Czy jest tutaj element strachu? Tak, bo Bóg jest jednocześnie największym terrorem i największym ukojeniem. Terrorem, bo w Jego idealnym obliczu wszyscy jesteśmy niewystarczający (dlatego tak wielu ludzi nie chce zaakceptować Jego istnienia — gdyby to zrobili, musieliby zmierzyć się z całym swoim złem). A ukojeniem dlatego, że otrzymaliśmy łaskę za darmo. Jedynym warunkiem jest jej szczere przyjęcie.

          Nie zmienia to jednak faktu, że nowe prawo opiera się na miłości, nie na strachu. Chrześcijanin postępuje dobrze, bo kocha Boga i nie chce go zawieść.

          Możesz tego nie akceptować, ale taka jest prawda.

          Odpowiedz
          1. Janusz pisze:
            20th listopad 2025 o 5:53 pm

            To są tylko rytualne zaklęcia, w które nie wierzą nawet ci, którzy zawzięcie je powtarzają.

            Odpowiedz
            1. Fabian Koziołek pisze:
              20th listopad 2025 o 5:57 pm

              To są tylko słowa cynika, który nigdy nie poznał prawdziwej wiary.

              Odpowiedz
              1. Janusz pisze:
                21st listopad 2025 o 1:34 am

                Przecież ja nie mam na myśli tego posoborowego brzdąkania sobie na gitarkach i klepania po pleckach. Ani neo-Kościoła, ani Kościoła nie da się traktować poważnie – pierwszy jest infantylny i nie ma nic do zaoferowania poza powolną akceptacją obecnego stanu rzeczy, drugi wymagał od każdego człowieka heroizmu, ascezy i bezwzględnego posłuszeństwa zasadom, których generalnie nie da się ściśle przestrzegać. Można milion razy powtórzyć, że to religia miłości i tym podobne, ale rzeczywistość się od tego nie zmieni. Najważniejszą zaletą katolicyzmu jest to, że wszelkie alternatywy są od niego o wiele gorsze, ale obraz Boga i wizja człowieka, które przedstawia, są, szczerze mówiąc, dość odrażające.

                Odpowiedz
                1. Fabian Koziołek pisze:
                  21st listopad 2025 o 2:31 am

                  Tak? A jaka jest ta wizja Boga i człowieka Twoim zdaniem? Bo coś mi się zdaje, że atakujesz zrobionego przez sobie chochoła, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

                  Odpowiedz
                  1. Janusz pisze:
                    21st listopad 2025 o 2:49 am

                    Dość mroczna, szczerze mówiąc. Tak jak możesz bać się ojca-tyrana, ale raczej nie „kochać”, tak jest w przypadku katolickiego Boga. To nawet lepsze od wizji dobrotliwego staruszka na chmurce, bo przez wieki trzymało ludzi w ryzach – podobnie jak wszystkie kościelne zakazy i nakazy. Nie chodzi przede wszystkim o to, że ten rygoryzm bywa czasem odpychający, tylko o udawanie, że clou tej religii jest „entuzjazm”, a nie posłuszeństwo. Drażni mnie katolicka obłuda i bajki o miłosierdziu, tylko tyle. Nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego z gimboateistami, a politycznie to myślę, że jestem nawet klerykałem.

                    Odpowiedz
                    1. Fabian Koziołek pisze:
                      21st listopad 2025 o 12:08 pm

                      W takim razie masz błędną wizję Boga, bo takiego przedstawienia nie znajdziesz ani w Biblii, ani w teologii KK. Dobrotliwego staruszka na chmurce też nigdy nie było, poza jakimiś obrazami artystycznymi. Tyran nie dałby człowiekowi wolnej woli, nie wybaczyłby, a już na pewno nie utrzymywałby przy życiu tych, którzy wprost mu się sprzeciwiają. A Bóg taki właśnie jest: cierpliwy, miłosierny i nieskory do gniewu. A nawet gotów poświęcić sam siebie (w osobie Syna) dla ocalenia ludzkości.

                      Nawet w Starym Testamencie Bóg jest tak przedstawiany. W relacji z Izraelem jest opisywany jako mąż, którego żona (naród Izraela) jest ku*wą. A On, z miłości, wybacza jej wszystkie zdrady za każdym razem, gdy ta wraca do Niego z płaczem, błagając o miłosierdzie. Ale nawet cierpliwość Boga kiedyś się kończy, dlatego finalnie rozgonił Izrael na cztery wiatry.

                      W historii Jonasza przeczytasz, że Bóg jest gotów wybaczyć asyryjczykom (poganom) z Niniwy, jeśli się nawrócą. Dlatego Jonasz nie chciał wykonać rozkazu Boga, żeby iść tych asyryjczyków napomnieć. Bo nie chciał, żeby Bóg im wybaczył. Nawet oskarżał Boga o to, jak może wybaczyć wrogom Izraela.

                      Boga objawionego w Chrystusie chyba tłumaczyć nie muszę, prawda? Mamy tutaj jasno wyłożony charakter Boga i Jego naturę.

                      Przykładów jest dużo więcej, ale nie będę się tutaj rozpisywał.

                      Dlatego Bóg jest dobrym ojcem, który nie chce utracić żadnego ze swoich dzieci. Ale jest też ojcem sprawiedliwym, który nie może pozostawać obojętny na zło. A — wracając do strachu — nawet do dobrego ojca czujesz respekt ze względu na jego potęgę względem Ciebie jako dziecka i fakt, że dał Ci życie.

                      Zaś posłuszeństwo idzie w parze z miłością, zgodnie ze słowami Chrystusa: „kto mnie kocha, zachowuje moje przykazania”. Także nie ma tu żadnej obłudy.

                      A czy KK wykorzystywał strach do motywowania ludzi? Tak. Bo z dwojga złego lepsza taka motywacja do przestrzegania prawa niż nieprzestrzeganie go w ogóle. Poza tym człowiek powinien wiedzieć, co go czeka, jeśli odwróci się od źródła życia (Boga). Ale to nie jest idealny układ. Bóg nie chce od człowieka ślepego posłuszeństwa. Bóg chce, żeby człowiek Go dobrze poznał, pokochał i z własnej nieprzymuszonej woli postępował zgodnie z Bożą Wolą.

                      Tyle.

                      Swoją drogą wydaje mi się, że nie wiesz, na czym polega chrześcijańska miłość. Bo bynajmniej nie jest to miłość emocjonalna. Uczucia oczywiście mogą jej towarzyszyć, ale nie są konieczne.

                      No i nie wiem, o jakim rygoryzmie mówisz. Faktem historycznym jest, że na ziemiach należących do KK ludziom często żyło się o wiele lżej. Do tego stopnia lżej, że wielu przeprowadzało się na tereny podlegające władzy biskupa. Bo biskup był łagodniejszym panem niż świecki król (czy jakiś wasal tegoż króla).

        2. Filip pisze:
          30th listopad 2025 o 12:29 am

          Nke zgadzam się.
          Mam i staram się miec zywa relacje z Jezusem Chrystusem i Duchem Swietym i chce postąpić tak jak mi wytłumaczył j napisał czyli posłusznie jego slowu wlasnie z miłości. Bo ufam mu i wjerze w jego słowo. Inaczej nawet jakby nie było piekła tylko niebo albo nic to i tak chce byc z tobą Jezu bo wiem ze jesteś dobry dałeś mi posmarować, wiele wiele twoich owoców dobrego w moim życiu i po prostu chce byc z Tobą tu i teraz i potem.

          Odpowiedz
      2. Emilia J pisze:
        20th listopad 2025 o 6:37 pm

        Tak samo w kwestii ubioru np. bikini, kilkadziesiąt lat temu to było niedopuszczalne żeby paradować w bieliźnie, mimo że biblia nakazuje skromność to każdy ma to w dupie, granice są ciągle przesuwane, nwm czy widziałeś programy tv z zachodu w którym nadzy dorośli rozbierają się przed dziećmi a w norwegii to było puszczane w szkołach, https://m.youtube.com/watch?v=Ve6BKSJC95g&pp=ygUWTmlyd2VnaWEgc2Vrc3VhbGl6YWNqYdIHCQkMCgGHKiGM7w%3D%3D
        Dla mnie to jest calkowita degragacja kobiecosci, meskosci, intymnosci , zmysłowości.
        Nie dziwię się że imigranci powoli przejmują ten kraj ,

        Odpowiedz
        1. Fabian Koziołek pisze:
          21st listopad 2025 o 1:35 pm

          Tak, widziałem. Kiedyś miałem nieprzyjemność natknąć się na te programy. W ogóle pchanie dzieciom do gardeł tematów dotyczących seksu jest moim zdaniem celowym działaniem wymierzonym w seksualizację dzieci i stopniową normalizację pedofilii. Taką mam teorię spiskową.

          Poza tym człowiek przeseksualizowany (opętany żądzą) staje się głupi. Bo najniższe instynkty wypychają z jego umysłu jakąkolwiek chęć dążenia do czegoś wznioślejszego. Tak bardzo często jest z ludźmi uzależnionymi od pornografii.

          A umysł dziecka jest szczególnie narażony na uzależnienie od takich treści, jeśli zostanie przedwcześnie na nie wystawiony.

          Normalizacja coraz mniej skromnych strojów na pewno była elementem rozluźnienia obyczajów, ale w tym momencie kultury, w którym się znajdujemy, mamy do upolowania dużo większe i bardziej istotne bestie niż brak skromności w ubiorze. Chociaż oczywiście nie chciałbym, że ktoś w takim stroju przychodził np. do kościoła. Poza tym z chęcią przywróciłbym modę na noszenie przez kobiety sukienek, bo nie ma nic piękniejszego niż zgrabna dziewczyna w sukience 😉

          Odpowiedz
  3. Janusz pisze:
    21st listopad 2025 o 3:00 pm

    1. Jeśli przyjmiemy, że miłosierdzie polega na tym, że Bóg wszystkich nas nie zniszczy w tej chwili, choć mógłby, to rzeczywiście, jest on niezmiernie miłosierny.
    2. Myślę jednak, że dla kogoś niesfanatyzowanego lub religiosceptycznego komunikat „Kochaj mnie, albo cię zniszczę” jest dość niedorzeczny.
    3. Bóg w znakomitej większości przypadków JEST obojętny nie tylko na zło, ale na życie człowieka jako takie. Wyłączam z tego przypadki uznawane za cuda i objawienia, które – z zasady – występują prawie nigdy.
    4. Jest w tym wypadku jakaś jakościowa różnica między posłuszeństwem a „ślepym” posłuszeństwem? Tak czy inaczej Bóg żąda od człowieka przestrzegania Jego zasad.
    5. „Miłość” w zasadzie nie istnieje, tym bardziej „miłość chrześcijańska”. Mało kto jest czymkolwiek więcej niż gadającym zwierzęciem (od razu zaznaczam, nie uważam się za lepszego od innych), a do takich wzniosłości zdolny nie jest niemalże nikt.
    6. Mówię o takim rygoryzmie, który głosił Kościół, zanim zamieniono go na brzdąkanie na gitarkach. Jaki jest wniosek płynący z tej niezliczonej ilości norm przez niego narzucanych? Wzorcowym modelem człowieka jest mnich, którego życie składa się z modłów, (ciężkiej) pracy (poza niedzielami i świętami) i który wyrzeka się jakiejkolwiek przyjemności, bo te z definicji są podejrzane, jeśli nie wprost grzeszne. Oczywiście, u katolików nie przybiera to takich paranoicznych form jak w wielu protestanckich sektach, gdzie życie to harówa i umartwianie się bez jakiegokolwiek „ale”.
    Z wszystkimi tymi rzeczami nie byłoby problemu np. w realiach państwa katolickiego, bo wtedy sprawa jest jasna – zapieprzasz co tydzień na Mszę i nie ma zmiłuj, ale naprawdę trudno w tym doszukiwać się jakiejś przestrzeni na entuzjazm. Może, gdyby idea „pozytywnego chrześcijaństwa” została jakoś szerzej recypowana, sytuacja wyglądałaby inaczej.

    Odpowiedz
    1. Fabian Koziołek pisze:
      22nd listopad 2025 o 2:33 am

      1. Akurat to nie ma nic wspólnego z miłosierdziem. To była odpowiedź na Twoją wizję tyrana. Po prostu Ci napisałem, że tyran nie zachowywałby się w taki sposób, w jaki zachowuje się Bóg. Gdyby rzeczywiście chodziło o straszenie i przemoc, to cała historia zbawienia – cierpliwość wobec Izraela, prorocy, Chrystus – nie miałaby żadnego sensu.

      W chrześcijaństwie miłosierdzie nie oznacza „Bóg nas nie zabija”, tylko Bóg aktywnie dąży do pojednania i uzdrowienia człowieka, który sam się od Niego odsuwa.

      2. Jeśli już chcesz używać takich porównań, bardziej trafny byłby ojciec, który przestrzega swoje dziecko przed zrobieniem czegoś złego, bo zrobi sobie krzywdę. A dziecko myśli, że jest mądrzejsze, więc i tak to robi. Później przekonuje się na własnej skórze, że ojciec miał rację.

      Bóg jest źródłem życia, więc jeśli ktoś się od Niego odwraca, sam wybiera śmierć. Także to nie jest „kochaj mnie, albo cię zniszczę”, tylko „zaufaj mi, bo beze mnie nie przeżyjesz”.

      To jest raczej konstytucja rzeczywistości niż groźba. Dla przykładu: możesz powiedzieć, że słońce jest okrutne, bo jeśli całkowicie się od niego odetniesz, zamarzniesz – ale to nie jest wina słońca, tylko prawa fizyki.

      3. Cały Nowy Testament opowiada o tym, że nie jest obojętny. Wiem, że argument „skoro Bóg dobry, czemu cierpienie” jest dla wielu przekonujący, bo oddziałuje emocjonalnie, ale tylko chrześcijaństwo daje człowiekowi ukojenie duszy w tym względzie. Nie będę się tutaj rozwijał, bo to wymagałoby napisania osobnego artykułu w komentarzu.

      Poza tym ten argument ma sens jedynie wtedy, gdy ograniczamy się do światopoglądu materialistycznego. A chrześcijaństwo ma o wiele szerszą wizję świata niż sama materia.

      4. Oczywiście, że jest. W intencji. A intencja często decyduje o tym, czy coś jest złe, czy dobre. Dla przykładu: zabicie człowieka nie jest złe, jeśli zrobię to w obronie własnej. Ale jeśli moją intencją było zamordowanie go z zemsty, sytuacja jest zupełnie inna, mimo że efekt pozostaje ten sam.

      I dokładnie tak samo jest z posłuszeństwem.
      Ślepe posłuszeństwo = robię, bo muszę.
      Chrześcijańskie posłuszeństwo = robię, bo ufam, rozumiem i kocham.

      5. 😀 Ja Cię chcę traktować poważnie, a Ty mi wyjeżdżasz z tekstem, że miłość nie istnieje. To nie jest argument, tylko wyraz Twojego pesymizmu. Oczywiście, że miłość istnieje. Nawet ta chrześcijańska, która prawdopodobnie jest najtrudniejsza. Tysiące ludzi w historii — od zwykłych rodziców po wielkich świętych — udowodniło swoim życiem, że człowiek może kochać heroicznie.

      Poza tym chrześcijaństwo akurat nie ukrywa, że człowiek często żyje odruchowo, egoistycznie i impulsywnie. I właśnie dlatego miłość (rozumiana jako chcenie dobra drugiej osoby) jest czymś, co nas przekracza – i do czego trzeba dorastać.

      6. To też nieprawda. Chociaż istniały w katolicyzmie nurty bardziej rygorystyczne, wzorcowym przykładem człowieka nie jest mnich, bo KK rozdziela powołania duchowne od świeckich. Duchowne mogą być przez niektórych uważane za doskonalsze i idzie za tym pewna logika, bo koniec końców w całości skupiają się na Bogu. Ale to niczego nie umniejsza życiu świeckiemu. W końcu małżeństwo należy do sakramentów.

      No i KK nie uważa przyjemności za grzeszne. Przyjemność sama w sobie jest obojętna, ale może stać się grzeszna w zależności od intencji, celu i okoliczności. Potępiane jest życie hedonistyczne, co nie znaczy od razu, że przerzucamy wajchę w drugą skrajność, czyli ascetyzm.

      Chrześcijaństwo zawsze twierdziło, że człowiek jest zdolny do wielkości, a nie tylko do wegetacji. I że życie zredukowane do „przyjemności i snu” nie zaspokaja głębi ludzkiej natury. Stąd etosy: pracy, modlitwy, relacji, obowiązku, odpowiedzialności.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O blogu

Witaj!

Męskość to termin, który dziś wydaje się pusty. Najwyższa pora przywrócić mu dawny blask, a mężczyzn zwrócić z powrotem w stronę ich słusznej natury. To misja, która przyświeca blogowi.
Jeśli powyższe cię interesuje, trafiłeś/łaś w dobre miejsce.
A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej odnośnie mojej osoby i bloga, zrobisz to tutaj.

Nowy artykuł w (prawie) każdą niedzielę o 19:00, zapraszam!

Znajdź wpis

Ostatnie wpisy

  • Praca wre
  • Redpillowe sępy nad anegdotyczną padliną
  • Młode, bezdzietne Polki siedzą w domu (przeważnie)
  • Relacje damsko-męskie w upadłym świecie
  • Body count u dziewczyn w Polsce, czyli jak rozwiązłe są Polki? Najnowsze dane

Najnowsze komentarze

  • Forrest - Redpillowe sępy nad anegdotyczną padliną
  • Maly_książe - Męska czytelnia #3
    Lalka, czyli dogłębna analiza kobiecej natury
  • Janusz - Redpillowe sępy nad anegdotyczną padliną
  • Henryk Rolicki - Typy kobiet, które nie nadają się na żony i matki. Uzupełnienie
  • ŁukasH - Body count u dziewczyn w Polsce, czyli jak rozwiązłe są Polki? Najnowsze dane

Archiwa

Tagi

asertywność beta Bóg córka depresja dojrzewanie dorastanie dorosłość dosięgnąć męskości feminizm kobiecość kobieta kobiety książka literatura matka małżeństwo miłość męska czytelnia męskość mężczyzna nienawiść odwaga ojciec ojcostwo pewność siebie prawdziwy mężczyzna psychologia płeć recenzja relacje rodzice rodzina rozwój seks siła socjalizm status sukces syn szacunek do siebie słabość transseksualizm upadek mężczyzn związki

Tu też mnie znajdziesz:

© 2025 Fabian Koziołek | Theme by Superb Themes
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.