Większość mężczyzn żyje w cichej desperacji — głosi słynne zdanie, które zapewne już gdzieś słyszałeś. Rozwijają się przez pierwsze kilkanaście lat, by potem (zazwyczaj jako dwudziestoparolatkowie) umrzeć. Może nie fizycznie, ale psychicznie. A już na pewno duchowo.
Iskra życia, jeszcze niedawno widoczna w ich oczach, zanika. Zaczynają wieść żywot podobny do zombie: jedzą, piją, pracują, niektórzy mają nawet żony i dzieci, ale wszystko jest mechaniczne. Puste. Bez celu.
Dusze tych mężczyzn już dawno ułożyły się w trumnach, ale widocznie zapomniały poinformować o tym ich ciała.
Dlaczego tak jest? O tym w artykule.










